1. The Birth Intro
2. Vacancy (featuring Blakk Soul)
3. Ain't Nobody Mad
4. Backstage
5. Flood Waters (featuring Sly Pyper)
6. Fukglasshouse
7. Brothers Keeper 2
8. Almighty
9. Smoke
10. Coastin (featuring Traxx Sanders)
11. Still in My Feelings
12. Look Mama
13. Sorry
Od informacji o premierze czekałem na ten album. Chłopaki potrzebowały 10-ciu lat żeby się poróżnić. Pomijając całą ta akcje z Budyniem i Royce'm - jestem po pierwszym odsłuchu i jest bardzo dobrze. Produkcyjnie między innymi DJ Pain 1 czy choćby The Heatmakerz. Czuć klimat Slaughterhouse i za to chwała. Póki co Vacancy zdecydowanie siedzi najlepiej. Fukglasshouse i Look Mama też piękne. Będę osłuchiwał się z tym albumem przez najbliższe dni. Spoiler
Dobre podsumowanie grupy, która miała potencjał rozjebać rap grę. Jednak tak się nie stało. Wiele rzeczy wpłynęło na ich upadek. Pierwsze oficjalne wydawnictwo "Welcome to: Our House" nie sprzedało się dobrze. Nie mogło nawet zarobić na siebie i wydatki, które wytwórnia Eminema (Shady Records) poniosła ze względu na promocję, bity, teledyski i czas w studio. Joe Budden się przypierdolił, że na tym albumie nawet grosza nie zarobił, ale smutna prawda jest taka, że album w ogóle się nie zwrócił. Być może problemem były zbyt popowe bity, które Em im trochę doradził, jak również bardziej mainstreamowy sznyt niż brudne, podziemne wersy. Slaughterhouse miał też w planach "Glasshouse" kilka nagrywek chyba nawet powstało jak choćby zabawa z bitem Dido do serialu Roswell. Szkoda wielka, że taka grupa się ropadła przez wybujałe ega niektórych członków.
Kxng Crooked - Najlepszy MC z całej grupy. Ogarnięty typ, szanujący rzemiosło i sztukę. A zarazem oddychający hip-hopem. Techniczny rozpierdalacz. Od niego trzeba się uczyć. Był w swoim prime od początku. Not for weak minded z Snow Tha Product - majstersztyk! Warto posłuchać jego wywiadów na temat powodów rozpadu grupy. I dlaczego to wszystko z winy Joe Buddena.
Joell Ortiz - Przyjemny do odsłuchu MC, ale mógłby teksty bardziej ogarnąć. Wybrano go jako "Chairman's Choice" magazynu XXL Magazine. Podobny poziom reprezentuje co Budden, ale inna mentalność. Typ godny zaufania i szanuje pomoc innych, nie obgaduje za plecami. Ale lirycznie chyba najsłabszy z całej czwórki biorąc pod uwagę flow i teksty.
Royce da 5'9 - Najsłynniejszy z całej czwórki, ale to chyba dzięki albumowi "BatMeetsEvil: Hell the Sequel" z 2011 roku. Chciałbym zobaczyć, gdzie by był Ryan Daniel Montgomery gdyby nie rozejm z Eminemem po latach nieoficjalnego beefu. Royce przypierdalał się do D12 w okolicach 2000 roku, szczególnie do Bizzare`a (Proof- Bizarre on the real, your the realest nigga I know) no i Em nie podpisał z nim kontraktu. Później zrobił to z 50 Centem i dobrze na tym wyszedł. A Royce został zapomniany w mainstreamie. Jasne wydał "Death is Certain" (trochę kradnąc od Ema, His palms are sweaty ;p) swoją drogą to mój ulubiony album Ryan`a. Ale dopiero "Layers" dało mu sławę (już po epce z Eminemem) i pewność siebie, by ostatnio się z nikim nie liczyć i udawać self-made MC. Fani też się od niego odwracają i powoli zaczyna obracać każdą sprawę w kwestie rasizmu.
Joe Budden - Burak. A tak serio, ma nie poukładane w głowie. Już dawno na rapowej emeryturze i prowadzi jakiś tam podcast udając eksperta od rapu. Cięty na Eminema w chuj. W internecie jest nagranie na którym Crooked pyta go co było nie tak z Eminemem i Budden nie mógł nawet uargumentować swojej opinii. Mieli podpisany kontrakt z Shady Records. Zobowiązali się do kilku rzeczy, a Joe Budden ich nie dotrzymał. I potem miał pretensje do Eminema o złą sprzedaż albumu, zero pieniędzy od niego (Em wyprodukował i wypromował ze swojej forsy ich album bo w nich wierzył) i na koniec obsmarowuje mu dupę w Internecie, że jest beznadziejnym raperem i producentem etc. Śmiech na sali. Joe Budden w kaftan i do psychiatry bo koleś jest niezrównoważony. Padded room.
You ain't gonna sell two copies if you press a double album!
Nie zgodzę się. Myślę, że Welcome to: Our House było genialnym materiałem. Przemiaszali tam wszystko od mocnego Hammer Dance przez przepiękne Goodbye gdzie dali chyba swoje życiówki po bekowe My Life. Z perspektywy czasu pomimo różnych opinii slucha mi się tego świetnie i wracam często. W międzyczasie wydali również kilka innych super mixtap'ów, ep-ek. Joell Ortiz zajebisty chłop niczym nie ustępował chłopakom. Chyba największy jajcarz z całej grupy jego solowe rzeczy są mega dobre. Jestem już po kilku odsłuchach tego materiału i bardzo dobrze, że to wydali we dwóch. Polecam jako dopełnienie - filmiki na kanale yt Crook'a pokazujące okoliczności powstawania tego albumu.
Panowie nie chciało mi się zakładać kolejnego tematu bo jest to jakaś kontynuacja tego co stało się po dissie Budynia i całego Slaughtehouse. Cudowny jest ten numer i teledysk.