[film] Co to ja ostatnio widziałem
Moderatorzy: gogi, con shonery
-
tacocabana
- Posty: 377
- Rejestracja: 22 kwie 2019, 8:36
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
wczoraj obejrzana Odyseja, mocne MEH, bardzo odrzucily mnie dialogi, no czulem sie jak w gimnazjum, z kina wyszedlem rozczarowany. Pare rzeczy spoko, 3 akt najlepszy, jednak film pozostawia w moim odczuciu niedosyt
pozdrawiam kinomaniacy
pozdrawiam kinomaniacy
j6k
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
Ojczyzna/Fatherland - film reżysera Idy i Zimnej wojny - i znowu ładne, czarno-białe, kwadratowe kadry. Sam film to syf totalny - pozbawiony fabuły, tempa, przekazu. To chyba jakiś scam pod zwolnienia podatkowe. Połowę seansu walczyłem żeby nie zasnąć. Omijać.
Kandydaci śmierci - polskie Boyhood, tylko że prawdziwe. Dokument: trzech sympatycznych chłopaków z rozbitych rodzin i tata jednego z nich co rok w wakacje przez 17(?) lat wyjeżdżają w różne zakątki Polski kręcić kolejny odcinek amatorskiego horroru w typie ZF Skurcz. Obserwujemy jak dorastają, trochę czasem popłaczą, trochę się czasem na siebie poobrażają, trochę pogadają o życiu. Cudowne, naturalne, heart-warming, i w ogóle. Nietoksyczna męskość FTW! 9.5/10 dla mnie.
Kandydaci śmierci - polskie Boyhood, tylko że prawdziwe. Dokument: trzech sympatycznych chłopaków z rozbitych rodzin i tata jednego z nich co rok w wakacje przez 17(?) lat wyjeżdżają w różne zakątki Polski kręcić kolejny odcinek amatorskiego horroru w typie ZF Skurcz. Obserwujemy jak dorastają, trochę czasem popłaczą, trochę się czasem na siebie poobrażają, trochę pogadają o życiu. Cudowne, naturalne, heart-warming, i w ogóle. Nietoksyczna męskość FTW! 9.5/10 dla mnie.
How am I acting like Hitler / when I'm a fucking nigger?
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
jest gdzieś w internecie czy w kinie byłeś?Luxair pisze: ↑20 sie 2026, 12:55 Kandydaci śmierci - polskie Boyhood, tylko że prawdziwe. Dokument: trzech sympatycznych chłopaków z rozbitych rodzin i tata jednego z nich co rok w wakacje przez 17(?) lat wyjeżdżają w różne zakątki Polski kręcić kolejny odcinek amatorskiego horroru w typie ZF Skurcz. Obserwujemy jak dorastają, trochę czasem popłaczą, trochę się czasem na siebie poobrażają, trochę pogadają o życiu. Cudowne, naturalne, heart-warming, i w ogóle. Nietoksyczna męskość FTW! 9.5/10 dla mnie.
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
Kino Pałacowe w Poznaniu @badi
How am I acting like Hitler / when I'm a fucking nigger?
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
Totalnie przeciwległe odczucia. Film przepełniony treścią, a mimo to ani kroku wstecz formalnie względem wcześniejszych dokonań. Jedyne co dziwi to fakt, że nie wygrał w Cannes głównej nagrody (Fiord to nadal bdb kino, ale półkę w dół względem Pana Pawła). Niesamowite jak w te 80min z hakiem można tak rozkurwić, podczas gdy większość dzisiejszych filmów to rozwleczone 2,5h epopeje, w których faktycznej zawartości jest na 45min
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
szklana pułapka w Korei z zombie, na plus, że zombiaki bardzo sprytnie wymyśleni, ale dawno w niczym nie widziałem aż tak przekoxowanych postaci i tarczy ważnej postaci, momentami kurwa steven Seagal
cztery żubry i dwie kurwy
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
Barzo tak jak KamilNO. Piekny film. Pięknie.pokazana relacja ojca i córki i skomplikowanej walki o wartości gdzie czasami dochodzi do wyborów typu ojczyzna vs rodzina.KamilNO pisze: ↑20 sie 2026, 16:07Totalnie przeciwległe odczucia. Film przepełniony treścią, a mimo to ani kroku wstecz formalnie względem wcześniejszych dokonań. Jedyne co dziwi to fakt, że nie wygrał w Cannes głównej nagrody (Fiord to nadal bdb kino, ale półkę w dół względem Pana Pawła). Niesamowite jak w te 80min z hakiem można tak rozkurwić, podczas gdy większość dzisiejszych filmów to rozwleczone 2,5h epopeje, w których faktycznej zawartości jest na 45min
Mało tego imo to wszystkie trzy wymiwnione stanowią całość . Jest wiele wspólnych mianowników, wiele smaczków i motywów łączących te trzy filmy. Coś pięknego.
Yakuza not mafia, Yakuza wa kazoku.
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
obejrzałem ostatnio w kinie remaster cyfrowy Paris, Texas Wima Wendersa i o boże jedyny, jakie to jest arcydzieło
prywatne top10 ukochanych filmów życia. perfekcyjna bryła. Nastassja Kinski w tym filmie - osobny 
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
Pomoc Domowa podobno książka była jakimś hitem wśród kobiet, więc nic dziwnego, że i film jest słaby. Mało angażujący, bez emocji i napięcia, fabuła dla znudzonych kur domowych
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
No to czas na coroczną urodzinową tradycję
- JoeyJoeJoe
- Posty: 908
- Rejestracja: 30 lis 2019, 1:21
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
polecam tegoroczny resident evil. trochę za dużo żarcików jak na mój gust, momentami wybijały z atmosfery, ale straszne sceny były idealnie dowiezione i mocno trzymały w napięciu. ręce spocone po seansie, tyle powiem.
swoją drogą okropną publikę ten film przyciągnął, nie wiem czy to fani gier nie potrafią się zachować w miejscu publicznym czy co, ale tyle gadania w kinie nigdy wcześniej nie uświadczyłem :/
swoją drogą okropną publikę ten film przyciągnął, nie wiem czy to fani gier nie potrafią się zachować w miejscu publicznym czy co, ale tyle gadania w kinie nigdy wcześniej nie uświadczyłem :/
Słuchaj, zaraz Cię tutaj pouczy Paweł z Graila, że musisz mi nalać tego soku i będziesz pouczony
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
To chyba kwestia gatunku, który przyciąga różnorodną młodzież i zjebów, paliłbym w piecu tych niedorozwojów, nigdy nie pojmę w jakim celu oni idą do kina w którym gadają lub odpalają komórkę. Co do kwestii Residenta to kapitalnie nakręcony, montaż top, praca kamery świetna, zimowa sceneria dodatkowo potęguje klimat i dopełnia całokształt, jedna z lepszych pozycji horrorowych w tym roku z elementami groteski. W zapowiedziach leciał Werwulf i po samym trailerze widać srogi klimat - będzie dobry materiał z kategorii grozy.JoeyJoeJoe pisze: ↑28 wrz 2026, 16:29 swoją drogą okropną publikę ten film przyciągnął, nie wiem czy to fani gier nie potrafią się zachować w miejscu publicznym czy co, ale tyle gadania w kinie nigdy wcześniej nie uświadczyłem :/
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
Obejrzałem wczoraj Mniej obcy (biografia Jana Borysewicza) i jest to kapitalnie spierdolona szansa na ciekawy film.
Trochę nie czuję się godzien po obejrzeniu filmu, aby opisywać wielkość Borysewicza, który w tym dziele najpierw pokonuje socjalizm, potem katolicyzm, a na dokładkę kapitalizm (no i oczywiście widzów), ale spróbujmy, bo przelot jest tutaj konkretny, a niemal każda scena ma w sobie subtelność łopaty.
Od samego początku widzimy, że nasz bohater, protagonista, to jest kurwa Ktoś, wiecie, spuści wpierdol za brata, razem z tekściarzem spuści wpierdol zomowcowi, powie księdzu coś brzydkiego, bo wiecie, on jest niepokorny i trzeba prawie w każdej scenie pokazywać, że on jest niepokorny, bo jeszcze ktoś by nie zrozumiał, że jest niepokorny.
Fabuła na ekranie jakoś tam idzie do przodu, rzeczy po prostu się dzieją i tyle, trzeba gdzieś zagrać to się zagra, trzeba założyć zespół to się zakłada zespół, piszemy na kartce nazwę LADY PUNK ale nie gramy punka to na U napisze się A i wszystko jest jasne. Jest tutaj zachowana jakaś chronologia wydarzeń, natomiast w praktyce jeżeli ktoś przeczytał krótką notkę o Borysewiczu z Wikipedii albo zna dyskografię Lady Pank to wie, jak bardzo kolejność pewnych wydarzeń została tutaj pomieszana. Jeżeli ktoś liczy na to, że dowie się więcej o samym Lady Pank to musi czekać na inny film - pozostali członkowie zespołu, nawet Panasewicz są tutaj tłem służącym do odbębniania kolejnych mniej lub bardziej prawdziwych historii z życia Borysewicza.
A, bo ominąłbym najważniejsze - Borysewicz tutaj opowiada z offu jako narrator historię swojego życia. Czyni to w formie monologu-rozmowy z Bogiem i to wszystko powoduje, że nie dość, że łopata dobija nas jeszcze bardziej, to jeszcze to wszystko podkreśla jego ego. Momentami czułem się, jakbym oglądał Niewidzialną wojnę Patryka Vegi i choć film ten nie jest w stu procentach laurką, to poziom samouwielbienia bywa wręcz nieznośny. A jak jeszcze po zawale nasz protagonista wstaje ze szpitalnego łóżka... idzie się zakrztusić. Borysewicz w ekranowej wersji jest nie do polubienia, jest chujkiem z ego wypierdolonym w kosmos mającym pretensje do całego świata, bo gdy zjawia się raz na rok u matki/córki, to nikt się o nie nie troszczy, a przecież on się tak bardzo troszczy. No chyba, że ktoś wspomni o bracie, to wtedy zachowuje się jak Marty McFly w Powrocie do przyszłości i mu odpierdala.
Jedyną postacią, na którą warto czekać w tym filmie jest oczywiście Andrzej Mogielnicki (w wykonaniu Patryka Pietrzaka), napisany i zagrany tak, że jego po prostu chce się oglądać. Czop i Preis jako rodzice Borysewiczów są poprawni.
Da się też dostrzec momenty, w których brakło budżetu - koncerty w salach kadrowane tak, by było widać, że statystów to tam zbyt wielu nie ma - albo dopieszczenia - wybuchnąłem śmiechem, jak pokazano koncert na Dzień Dziecka we Wrocławiu, gdy najpierw pokazano kilkaset osób pod sceną, a potem cudowne rozmnożenie widziane dzięki najazdowi z góry i kiepskiemu CGI.
Niestety, nawet jako mem - vide film o Gierku - ten film się nie sprawdzi. Jest to dzieło boleśnie niedobre i mogę tutaj dać co najwyżej 3/10. Dajcie spin-off z Mogielnickim, a rozgrzeszę.
Trochę nie czuję się godzien po obejrzeniu filmu, aby opisywać wielkość Borysewicza, który w tym dziele najpierw pokonuje socjalizm, potem katolicyzm, a na dokładkę kapitalizm (no i oczywiście widzów), ale spróbujmy, bo przelot jest tutaj konkretny, a niemal każda scena ma w sobie subtelność łopaty.
Od samego początku widzimy, że nasz bohater, protagonista, to jest kurwa Ktoś, wiecie, spuści wpierdol za brata, razem z tekściarzem spuści wpierdol zomowcowi, powie księdzu coś brzydkiego, bo wiecie, on jest niepokorny i trzeba prawie w każdej scenie pokazywać, że on jest niepokorny, bo jeszcze ktoś by nie zrozumiał, że jest niepokorny.
Fabuła na ekranie jakoś tam idzie do przodu, rzeczy po prostu się dzieją i tyle, trzeba gdzieś zagrać to się zagra, trzeba założyć zespół to się zakłada zespół, piszemy na kartce nazwę LADY PUNK ale nie gramy punka to na U napisze się A i wszystko jest jasne. Jest tutaj zachowana jakaś chronologia wydarzeń, natomiast w praktyce jeżeli ktoś przeczytał krótką notkę o Borysewiczu z Wikipedii albo zna dyskografię Lady Pank to wie, jak bardzo kolejność pewnych wydarzeń została tutaj pomieszana. Jeżeli ktoś liczy na to, że dowie się więcej o samym Lady Pank to musi czekać na inny film - pozostali członkowie zespołu, nawet Panasewicz są tutaj tłem służącym do odbębniania kolejnych mniej lub bardziej prawdziwych historii z życia Borysewicza.
A, bo ominąłbym najważniejsze - Borysewicz tutaj opowiada z offu jako narrator historię swojego życia. Czyni to w formie monologu-rozmowy z Bogiem i to wszystko powoduje, że nie dość, że łopata dobija nas jeszcze bardziej, to jeszcze to wszystko podkreśla jego ego. Momentami czułem się, jakbym oglądał Niewidzialną wojnę Patryka Vegi i choć film ten nie jest w stu procentach laurką, to poziom samouwielbienia bywa wręcz nieznośny. A jak jeszcze po zawale nasz protagonista wstaje ze szpitalnego łóżka... idzie się zakrztusić. Borysewicz w ekranowej wersji jest nie do polubienia, jest chujkiem z ego wypierdolonym w kosmos mającym pretensje do całego świata, bo gdy zjawia się raz na rok u matki/córki, to nikt się o nie nie troszczy, a przecież on się tak bardzo troszczy. No chyba, że ktoś wspomni o bracie, to wtedy zachowuje się jak Marty McFly w Powrocie do przyszłości i mu odpierdala.
Jedyną postacią, na którą warto czekać w tym filmie jest oczywiście Andrzej Mogielnicki (w wykonaniu Patryka Pietrzaka), napisany i zagrany tak, że jego po prostu chce się oglądać. Czop i Preis jako rodzice Borysewiczów są poprawni.
Da się też dostrzec momenty, w których brakło budżetu - koncerty w salach kadrowane tak, by było widać, że statystów to tam zbyt wielu nie ma - albo dopieszczenia - wybuchnąłem śmiechem, jak pokazano koncert na Dzień Dziecka we Wrocławiu, gdy najpierw pokazano kilkaset osób pod sceną, a potem cudowne rozmnożenie widziane dzięki najazdowi z góry i kiepskiemu CGI.
Niestety, nawet jako mem - vide film o Gierku - ten film się nie sprawdzi. Jest to dzieło boleśnie niedobre i mogę tutaj dać co najwyżej 3/10. Dajcie spin-off z Mogielnickim, a rozgrzeszę.
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
Dzięki za recenzję teraz już pewien żeby nie marnować na to czasu. Już po zwiastunie wiedziałem, że nie będzie to kino najwyższych lotów. Poza tym czytałem biografię Borysewicza o tym samym tytule, więc pewnie nic nowego tutaj nie zobaczę
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
Tenzing - jakiegoś mega szału nie ma, ale to jest przyjemny film do obejrzenia, zawsze props dla Szerpów
The End of Oak Street - straszne nudziarstwo, po godzinie wyłączyłem
The End of Oak Street - straszne nudziarstwo, po godzinie wyłączyłem
igorzastyy pisze: ↑23 cze 2026, 18:19 Pięknie sobie to ułożyłeś wszystko, ale musisz pamiętać, że to jest tylko wytwór twojej głowy, chyba nie do końca zdrowej
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
Bernie (2011) - nieźle pokręcona historia oparta na faktach. Zaczyna się jak niewinna komedia, ale potem robi się coraz dziwniej. Jack Black daje radę, a oprócz aktorów pojawiają się też prawdziwi świadkowie tamtych wydarzeń
- marmolad_k2
- Posty: 8654
- Rejestracja: 03 sie 2023, 11:18
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
Myślałem, że Nikt to wspaniałość
Ale okazuję się, że Nikt 2 jednak jest wspanialszy
Ale okazuję się, że Nikt 2 jednak jest wspanialszy
Re: [film] Co to ja ostatnio widziałem
Primetime dla mnie wyborny,fincherowski. A to ze traktuje temat powierzchownie coz nie oczekiwalem moralow.
ta droga ide dalej















