Światowa literatura fantasy (temat dla kuców)

Kategoria poświęcona książkom, tekstom i dziennikarstwu.

Moderatorzy: gogi, con shonery

Awatar użytkownika
Lothia
Posty: 1425
Rejestracja: 19 kwie 2019, 14:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Światowa literatura fantasy (temat dla kuców)

Post autor: Lothia »

Żaden kontrowersyjny tejk - Tolkien to po prostu jeden z tych autorów, z których najzwyczajniej w świecie wyrastasz. Też wolałbym dzisiaj już podumać nad gęstą siecią współzależności poszczególnych krain niż zagłębić się w świecie jednowymiarowych postaci i ewentualnie zachwycać się specjalnie wykreowanym na potrzeby książki językiem prastarych drzewców (nie).
Awatar użytkownika
baqlashan
Posty: 8566
Rejestracja: 18 kwie 2019, 0:26
Lokalizacja: mentalne średniowiecze

Re: Światowa literatura fantasy (temat dla kuców)

Post autor: baqlashan »

Tolkien to po prostu jeden z tych autorów do których się dorasta. O wiele bardziej wolałbym dzisiaj przemówić do swojego wewnętrznego łacinnika poprzez lekturę archetypicznego eposu będącego odą do cywilizacji zachodu, niż zagłębić się w fantasy modę na sukces w stylistyce teen drama i ewentualnie rozkminiać to kto tam kurwa ruchał kogo.
Moltisanti pisze: ↑13 wrz 2026, 23:10 Czy to do chuja rozumiesz ze to państwo finansuje te obiady, a nie ty?
Awatar użytkownika
Lowrider
Moderator
Posty: 2356
Rejestracja: 17 kwie 2019, 8:04
Lokalizacja: ślizgawka

Re: Światowa literatura fantasy (temat dla kuców)

Post autor: Lowrider »

no ale ty jesteś lekko przyjebany więc trzeba brać na to poprawkę
Awatar użytkownika
Lothia
Posty: 1425
Rejestracja: 19 kwie 2019, 14:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Światowa literatura fantasy (temat dla kuców)

Post autor: Lothia »

baqlashan pisze: ↑wczoraj, 19:01 Tolkien to po prostu jeden z tych autorów do których się dorasta.
Problem Tolkiena tkwi w tym, że to stosunkowe proste książki i lektura w późniejszym wieku nie jest w stanie wydobyć na światło dzienne uprzednio przeoczonych wątków, zwłaszcza jeśli sięgnąłeś także po Silmarilion stanowiący klucz do zrozumienia jego literackich zamierzeń (aczkolwiek nawet w tym chujowym wydaniu z tłumaczeniem Łozińskiego masz pod koniec obszerne eksplikacje dotyczące językowych zagadnień, które z łatwością naprowadzą niedzielnego czytelnika na właściwy trop).

Zresztą to przecież ten Silmarilion jest jego najlepszą książką, bo w końcu, nieniepokojony koniecznością tworzenia spójnej opowieści z wiarygodnymi psychologicznie bohaterami, może się skupić na tym, co potrafi najlepiej i twórczo trawestuje bogaty dorobek mitologiczny przedchrześcijańskiej Skandynawii i Germanii.

Dorosły człowiek wracający do Władcy pierścieni może co najwyżej odkryć gimmick z underdogiem w roli głównej (który faktycznie jest wtedy czymś nowym, bo wszystkie te mitologie i francuskie nudziarstwa o Okrągłym Stole upatrują zbawienia w walecznym rycerzu, a nie pizdowatym hobbicie) i nietypowość Boromira, który jest bodaj najżywszą z występujących tam postaci.

Tak samo wrażenie na nim może zrobić technokratyczny Saruman uprzemysławiający podległą mu ziemię i prowadzący politykę ekonomiczną podporządkowaną wysiłkowi wojennemu, co przecież współgra z faktem, że sam autor miał możliwość partycypowania w pierwszej wojnie światowej i dorastania w kraju silnie dotkniętym także negatywnymi skutkami industrializacji - Isengrad i Shire to lustrzane odbicia angielskich miast nad którymi unosiły się gęste kłęby dymu z okolicznych stalowni.

I to niestety tyle, prawie cała reszta to bajeczka i hołd złożony mitologiom i językom, co zresztą potwierdzają dyskusje samego fandomu, których w porywach błyskotliwości stać co najwyżej na rozkminy o tym, czy ptaki mogły zanieść pierścień do Mordoru
ODPOWIEDZ