VNM
- TooMuchSmoke
- Posty: 487
- Rejestracja: 09 lut 2025, 20:23
Re: VNM
Ogólnie Eldoka jak opowiada o młodości to mam wrażenie jakby on kurwa w Batalionie Zośka latał
Chłop się w czasie przeniósl bez kitu, chlebki z trawy ja pierdole, może przed wojną tak jadano albo podczas okupacji
Re: VNM
Te zapiekanki z Placu Zawiszy zostały zamknięte w ubiegłym roku więc już nawet tam go nie poratują, pozostaje sprzedaż roweruTooMuchSmoke pisze: ↑wczoraj, 10:39 Mam przeczucie, że nie wyjdzie już żaden album od niego, puści jakieś smutne single, chujowo się przyjmą, wyjebią go z kolejnego apartamentu kawalerki i nawet Pani z budki od zapiekanek powie, że koniec jedzenia na krzywy ryj...
Co powiedziałabyś na nockę u mnie?
Mógłbym Ci kupić bardzo ładną suknię
Za kolejnym razem już jakoś pójdzie
Bo lubisz pieniądze, a ja pieniędzmi się zajmuję głównie
Mógłbym Ci kupić bardzo ładną suknię
Za kolejnym razem już jakoś pójdzie
Bo lubisz pieniądze, a ja pieniędzmi się zajmuję głównie
- Moltisanti
- Posty: 4959
- Rejestracja: 05 maja 2019, 21:11
Re: VNM
Ale szlagierowy numer przypomnieliście. Jak dziś pamiętam jak przesluchiwalem ten numer po raz pierwszy i wyjebałem z beki jak wlecial refren. W sumie to mozna zrobic listę takich numerów bo z na weekend mialem dokladnie to samo i myslalem chwile czy to jakiś trolling (przy zapiekankach juz wiedziałem ze nie)
- v3sp347ine
- Posty: 39
- Rejestracja: 20 kwie 2026, 19:33
Re: VNM
Ataraksja.
A mi się Zapiekanki podobają mimo wszystko. No, ale nie każdy powinien śpiewać, on szczególnie.
A mi się Zapiekanki podobają mimo wszystko. No, ale nie każdy powinien śpiewać, on szczególnie.
Jezus Maria, styl jak krezus
- igorzastyy
- Posty: 2289
- Rejestracja: 12 mar 2023, 22:57
Re: VNM
Ale nudne te Zapiekanki, co on tam pierdolił za smuty jakieś
Re: VNM
Spoiler
Hej Wam wszystkim, zbierałem się do tego posta od poniedziałku, w którym po 2 odrealnionych dla mnie miesiącach (w sumie to po jednym odrealnionym, a drugim redefiniującym moje życie na zawsze) wróciłem do siebie, ale tak naprawdę do ultra szczęśliwego i bardziej dojebanego siebie (ci śledzący stories zapewne czytali w ten poniedziałek, że ostatni raz w tak dobrym mentalnie miejscu byłem może w połowie 2022, ale przez te parę dni gdy myślałem o tym to chyba jednak wybrałbym 2019, z kolei fizycznie tak dobrze jak teraz ostatni raz czułem się w 2013 roku czyli bardzo dawno temu). Ten post będzie najprawdopodobniej mega długi i będzie połączeniem mojego strumienia świadomości z konkretną agendą bo wiem co chcę Wam napisać, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że mój mózg będzie chciał tu i ówdzie dodać jakieś didaskalia & that’s ok, będę po prostu pisał i wrzucę całość bez żadnego redagowania pod social media czy coś, surowa szczerość. Przechodząc do mojej zaplanowanej agendy:
Gdy w 2012 roku osiągnąłem w końcu to za czym goniłem całe życie (lub tak mi się wtedy przynajmniej wydawało) to abstrahując od tej „realizacji wszystkich życiowych planów” zauważyłem jedną bardzo istotną dla mnie rzecz w social mediach (których notabene nigdy nie chciałem mieć, namawiano mnie, żebym zakładał konta na fb i insta i finalnie dobrze, że tak było - przez to ja i Wy jesteśmy tutaj razem i ja „mam do kogo pisać”, a Wy jeśli interesujecie się tym co u mnie z jakiegoś powodu „macie co czytać”). Wracając do tej „istotnej rzeczy” w social mediach, którą wtedy czyli 14 lat temu dostrzegłem: gdy dzieliłem się tutaj z Wami jakąś historyjką z trasy koncertowej, że na przykład rozjebała nam się fura w drodze do klubu i przejechaliśmy 30 czy 40km bez zmiany biegu + ledwo zdążyliśmy do mechanika i na koncert bla bla bla i miało to 3 tysiące lajków i 200 komentarzy to sprawiało to, że czułem się „lubiany” tak jakby rzucenie pracy na etat i zarabianie z muzyki nie było wystarczającym dla mnie potwierdzeniem, że zrobiłem coś dobrego ze swoim życiem. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że moje poczucie wartości (przez to co spotkało moją buzię gdy miałem 4 lata) polegało na zewnętrznej, nie wewnętrznej walidacji, w 2019 z kolei nagrałem o tym cały album (CTDN) i to chyba dobre miejsce, żeby rozpocząć kolejny akapit (bo moja oryginalna agenda była 3-częściowa więc może nie wyjdzie z tego jakiś kurewsko długi post jak zakładałem, ale to naprawdę nieistotne).
Drugi akapit polega na tym - gdy w 2017 roku dzięki pewnej osobie zacząłem podświadomie przepracowywać moje PTSD po wycięciu za dzieciaka kawałka żuchwy co w konsekwencji doprowadziło do tego, że cały 2018 był dla mnie ŚWIADOMYM przeżywaniem tego co działo się w moim życiu przez ostatnie 26 lat (naprawdę nie pamiętam absolutnie niczego co wydarzyło się w moim życiu w tym roku, a z każdego innego mogę podać wiele przykładów) i finalnie zaowocowało to stworzeniem przeze mnie albumu CTDN (nie najpopularniejszego, ale na pewno najważniejszego jaki w życiu nagrałem) zdałem sobie sprawę z kolejnej ultra ważnej dla mnie rzeczy - zajebiście jest NIE MUSIEĆ w końcu walidować się oczami innych ludzi tylko zaakceptować siebie samego z wszystkimi zaletami jak i wadami co oznaczało dla mnie, że nie muszę już wrzucać zabawnej historyjki w internet o rozjebanej furze w drodze na koncert z nadzieją na to, że spodoba się jak największej ilości osób po to, żebym czuł się „miło pogłaskany po główce” ich atencją. ALE - przecież jestem pierdolonym raperem (więc szeroko pojętym entertainerem) i jakby na to nie patrzeć POWINIENEM udzielać się na swoich socialach, a nie po to wybrałem bycie raperem jako swoją życiową ścieżkę, żebym POWINIEN BYŁ coś robić (to poprawna forma, Pani od polskiego z podstawówki byłaby dumna) i ten dysonans sprawił, że udzielanie się w social mediach mój mózg zaczął odbierać jako „pracę” i dlatego oprócz oczywistego promowania mojej muzyki praktycznie nie uczestniczyłem w nich od 2019 do teraz czyli 7 lat i tym samym możemy przejść do punktu trzeciego mojej agendy czyli de facto do pieprzonego meritum:
Pokłosiem tego z czego wychodziłem ostatnie 2 miesiące (i wyszedłem, a raczej wyskoczyłem pierdoloną trampoliną do pełni szczęścia mimo, że 1,5 miesiąca temu było ze mną bardzo, ale to bardzo źle) jest to, że czuję wewnętrzną potrzebę dzielenia się z ludźmi prawdą więc w tym momencie moja 14-letnia relacja z social mediami ulega kolejnej przemianie: mój mózg przestał traktować to jako „konieczną robę do odjebania”, a zaczął postrzegać to jako MOŻLIWOŚĆ dzielenia się z ludźmi PRAWDĄ obojętnie w jakiej formie i tak jak ja (mimo, że rap to może 10% muzyki jakiej słucham od wielu lat) lubię sprawdzać codziennie co dzieje się w prywatnym/muzycznym życiu u na przykład Yelawolfa na socialach tak zapewne jest tutaj kilkaset lub kilka tysięcy osób, które lubią sprawdzać codziennie co dzieje się w prywatnym/muzycznym życiu VNMa, natomiast warte zauważenia jest to, że dzieląc się tym z Wami po tym przez co przeszedłem mam centralnie w kutasie ile osób zobaczy/polajkuje moje wypociny - lecąc po statystykach widzę, że raz jakiś mój post na fb dotrze do 5 tyś osób, raz do 100 tyś, a jak raz na rok pójdzie jakiś viral to nawet 500 tyś, ale o ile zależałoby mi na zasięgu w kontekście promocji mojej muzyki tak w dzieleniu się z Wami prawdą na socialach zasięg dziś przestaje mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie i gdy wrzucę na przykład foto, że wpierdalam placki ziemniaczane w jakimś barze mlecznym i napiszę jakiś bezsens typu „pyszne placki” to wymieniając parę zdań z Wami w komentarzach będę czuł się spełniony bo finalizując mój monolog - skoro jeszcze tu jesteście po tylu latach mojej nieobecności, zarówno socjalnej jak i muzycznej to znaczy, że mamy o czym gadać, nawet o tych jebanych plackach i poza tym bez Was nigdy nie mógłbym żyć tak jak obecnie żyję więc dziękuję Wam za Wasz wieloletni support mojej osoby na zawsze
PS. Obyło się chyba bez większych didaskaliów, pisałem to prawie 2h, jeśli będę potrafił to przypnę to sobie on top, ale nie dla Was tylko dla siebie, żebym codziennie widział do czego już nigdy w życiu nie wracać. Dziękuję Wam, że jesteście ze mną, wszystkiego dobrego dla Was, od teraz będziemy widzieć się na socialach niemal codziennie, u fuckin’ watch me
Dobranoc!
Gdy w 2012 roku osiągnąłem w końcu to za czym goniłem całe życie (lub tak mi się wtedy przynajmniej wydawało) to abstrahując od tej „realizacji wszystkich życiowych planów” zauważyłem jedną bardzo istotną dla mnie rzecz w social mediach (których notabene nigdy nie chciałem mieć, namawiano mnie, żebym zakładał konta na fb i insta i finalnie dobrze, że tak było - przez to ja i Wy jesteśmy tutaj razem i ja „mam do kogo pisać”, a Wy jeśli interesujecie się tym co u mnie z jakiegoś powodu „macie co czytać”). Wracając do tej „istotnej rzeczy” w social mediach, którą wtedy czyli 14 lat temu dostrzegłem: gdy dzieliłem się tutaj z Wami jakąś historyjką z trasy koncertowej, że na przykład rozjebała nam się fura w drodze do klubu i przejechaliśmy 30 czy 40km bez zmiany biegu + ledwo zdążyliśmy do mechanika i na koncert bla bla bla i miało to 3 tysiące lajków i 200 komentarzy to sprawiało to, że czułem się „lubiany” tak jakby rzucenie pracy na etat i zarabianie z muzyki nie było wystarczającym dla mnie potwierdzeniem, że zrobiłem coś dobrego ze swoim życiem. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że moje poczucie wartości (przez to co spotkało moją buzię gdy miałem 4 lata) polegało na zewnętrznej, nie wewnętrznej walidacji, w 2019 z kolei nagrałem o tym cały album (CTDN) i to chyba dobre miejsce, żeby rozpocząć kolejny akapit (bo moja oryginalna agenda była 3-częściowa więc może nie wyjdzie z tego jakiś kurewsko długi post jak zakładałem, ale to naprawdę nieistotne).
Drugi akapit polega na tym - gdy w 2017 roku dzięki pewnej osobie zacząłem podświadomie przepracowywać moje PTSD po wycięciu za dzieciaka kawałka żuchwy co w konsekwencji doprowadziło do tego, że cały 2018 był dla mnie ŚWIADOMYM przeżywaniem tego co działo się w moim życiu przez ostatnie 26 lat (naprawdę nie pamiętam absolutnie niczego co wydarzyło się w moim życiu w tym roku, a z każdego innego mogę podać wiele przykładów) i finalnie zaowocowało to stworzeniem przeze mnie albumu CTDN (nie najpopularniejszego, ale na pewno najważniejszego jaki w życiu nagrałem) zdałem sobie sprawę z kolejnej ultra ważnej dla mnie rzeczy - zajebiście jest NIE MUSIEĆ w końcu walidować się oczami innych ludzi tylko zaakceptować siebie samego z wszystkimi zaletami jak i wadami co oznaczało dla mnie, że nie muszę już wrzucać zabawnej historyjki w internet o rozjebanej furze w drodze na koncert z nadzieją na to, że spodoba się jak największej ilości osób po to, żebym czuł się „miło pogłaskany po główce” ich atencją. ALE - przecież jestem pierdolonym raperem (więc szeroko pojętym entertainerem) i jakby na to nie patrzeć POWINIENEM udzielać się na swoich socialach, a nie po to wybrałem bycie raperem jako swoją życiową ścieżkę, żebym POWINIEN BYŁ coś robić (to poprawna forma, Pani od polskiego z podstawówki byłaby dumna) i ten dysonans sprawił, że udzielanie się w social mediach mój mózg zaczął odbierać jako „pracę” i dlatego oprócz oczywistego promowania mojej muzyki praktycznie nie uczestniczyłem w nich od 2019 do teraz czyli 7 lat i tym samym możemy przejść do punktu trzeciego mojej agendy czyli de facto do pieprzonego meritum:
Pokłosiem tego z czego wychodziłem ostatnie 2 miesiące (i wyszedłem, a raczej wyskoczyłem pierdoloną trampoliną do pełni szczęścia mimo, że 1,5 miesiąca temu było ze mną bardzo, ale to bardzo źle) jest to, że czuję wewnętrzną potrzebę dzielenia się z ludźmi prawdą więc w tym momencie moja 14-letnia relacja z social mediami ulega kolejnej przemianie: mój mózg przestał traktować to jako „konieczną robę do odjebania”, a zaczął postrzegać to jako MOŻLIWOŚĆ dzielenia się z ludźmi PRAWDĄ obojętnie w jakiej formie i tak jak ja (mimo, że rap to może 10% muzyki jakiej słucham od wielu lat) lubię sprawdzać codziennie co dzieje się w prywatnym/muzycznym życiu u na przykład Yelawolfa na socialach tak zapewne jest tutaj kilkaset lub kilka tysięcy osób, które lubią sprawdzać codziennie co dzieje się w prywatnym/muzycznym życiu VNMa, natomiast warte zauważenia jest to, że dzieląc się tym z Wami po tym przez co przeszedłem mam centralnie w kutasie ile osób zobaczy/polajkuje moje wypociny - lecąc po statystykach widzę, że raz jakiś mój post na fb dotrze do 5 tyś osób, raz do 100 tyś, a jak raz na rok pójdzie jakiś viral to nawet 500 tyś, ale o ile zależałoby mi na zasięgu w kontekście promocji mojej muzyki tak w dzieleniu się z Wami prawdą na socialach zasięg dziś przestaje mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie i gdy wrzucę na przykład foto, że wpierdalam placki ziemniaczane w jakimś barze mlecznym i napiszę jakiś bezsens typu „pyszne placki” to wymieniając parę zdań z Wami w komentarzach będę czuł się spełniony bo finalizując mój monolog - skoro jeszcze tu jesteście po tylu latach mojej nieobecności, zarówno socjalnej jak i muzycznej to znaczy, że mamy o czym gadać, nawet o tych jebanych plackach i poza tym bez Was nigdy nie mógłbym żyć tak jak obecnie żyję więc dziękuję Wam za Wasz wieloletni support mojej osoby na zawsze
PS. Obyło się chyba bez większych didaskaliów, pisałem to prawie 2h, jeśli będę potrafił to przypnę to sobie on top, ale nie dla Was tylko dla siebie, żebym codziennie widział do czego już nigdy w życiu nie wracać. Dziękuję Wam, że jesteście ze mną, wszystkiego dobrego dla Was, od teraz będziemy widzieć się na socialach niemal codziennie, u fuckin’ watch me







.jpg)

