Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Lamus na pewno
Że Wilku się bujał z takim toarzystwem typu Sokół Bilon Ero
No ale się opłacało
To dopiero uliczny kalkulator
Że Wilku się bujał z takim toarzystwem typu Sokół Bilon Ero
No ale się opłacało
To dopiero uliczny kalkulator
Na niczym się nie znam
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
To ktory raper w koncu wywodzil z prawdziwej biedy i patologii? Peja? Skurwysyny mnie oszukiwali całą młodość poza Jackiem G. i Rychem A.?
-
resurrection
- Posty: 65
- Rejestracja: 30 gru 2025, 18:57
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Z tego towarzystwa to jeszcze nie wiem czy był temat Fu rozkminiany, podobno jego brat był jakimś bandziorem większej postury. Co do tego jak oni wszyscy się skumali, może jakiś historyk PLHH się odezwie i przypomni
- scam_sakawa
- Posty: 10043
- Rejestracja: 24 kwie 2019, 8:43
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Wilku miał ciężko w dzieciństwie.
Wszystkie moje posty są wyłącznie fikcją literacką i nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości.
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Kurwa przewinąłem sobie temat, i utożsamiam się z tym postem w 100%, bo ojciec mial firme i mimo ze od kryzysu w 08, już ledwo ciągnęła , to w glowie miałem, że taki sokół to biedny bezdomny był, a ja to normalnie bogactwo, swój pokoj, wakacje w heide parku w niemczach, gdzie ja do biednych raperówaleksy pisze: ↑28 sie 2022, 12:00 ja za dzieciaka wierzyłem w te pierdoły i aż się nabawiłem kompleksów, czułem jakbym nie mógł być częścią tej subkultury nie będąc aż takim biedakiem, bo codziennie miałem obiad i mama czasem kupiła zabawkę a teraz się okazuje, że miałem trudniejszy start niż większość tych lamusów XD
-
dziejaszek
- Posty: 367
- Rejestracja: 17 cze 2019, 21:25
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Kompleks bloków, miałem tak samo.
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Maciej Bilka zwykły chłopak z Mokotowa, zero bananerki.
Jak rozkręcił biznes gastronomiczny to wciągnął nawet do roboty całą rodzinę żeby im byt poprawić. Stary doglądał knajpy, matka ogarniała księgi.
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Niezły nepotyzm, HG na swoim, w głowie sie nie mieści
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Był temat Fu na pewno pieniędzy nie brakowało jak na początku lat 2000 po Tajlandiach latał.resurrection pisze: ↑wczoraj, 9:24 Z tego towarzystwa to jeszcze nie wiem czy był temat Fu rozkminiany, podobno jego brat był jakimś bandziorem większej postury. Co do tego jak oni wszyscy się skumali, może jakiś historyk PLHH się odezwie i przypomni
Ona mnie pyta skąd woń tej esencji
To zbita kula spod kutasencji
To zbita kula spod kutasencji
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
zreszta do teraz Żary tam pracuje, pamietam jak sie kiedys zdziwilem gdy mi talerz podał
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Mówił ktoś o ostrym?
W ogóle duża część fanów rapu kiedyś to były dzieci z tzw. dobrze sytuowanych rodzin, które zapragnęły posmakować niegrzecznego życia. Niektórzy jeździli na desce, a na ferie na snowboard. Dostawali duże kieszonkowe, dzięki czemu mogli należeć do sekty wtajemniczonych palących zioło. Przez co trudno było się z nimi dogadać, chyba że potrafiłeś na niebie wskazać gwazdozbiory piezdy i miezdy przy dźwiękach ósmej symfonii osterbracha.
A tak na serio to beka z dzieci policjantów goniących towar, żeby potem pojechać na odwyk w prywatnej klinice, a teraz zasiadać w radzie nadzorczej. Widać 12 kroków czyni cuda
W ogóle duża część fanów rapu kiedyś to były dzieci z tzw. dobrze sytuowanych rodzin, które zapragnęły posmakować niegrzecznego życia. Niektórzy jeździli na desce, a na ferie na snowboard. Dostawali duże kieszonkowe, dzięki czemu mogli należeć do sekty wtajemniczonych palących zioło. Przez co trudno było się z nimi dogadać, chyba że potrafiłeś na niebie wskazać gwazdozbiory piezdy i miezdy przy dźwiękach ósmej symfonii osterbracha.
A tak na serio to beka z dzieci policjantów goniących towar, żeby potem pojechać na odwyk w prywatnej klinice, a teraz zasiadać w radzie nadzorczej. Widać 12 kroków czyni cuda
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Jestem w Tajlandii u samego Boga / Tanie żarcie i brudna woda / Idzie wariatka o długich nogach / Szkoda tylko, że ma hot-doga / Dawaj mała ja mam king-konga / Anakonda zbada cię jak sonda / Ona mówi mi, lej do środka / Patrzę na nią, głupia gąska.
a co do wilka to:
Pewnego dnia, jak miałem w zwyczaju, szedłem do antykwariatu przy skrzyżowaniu Rakowieckiej z Sandomierską. Każda taka wyprawa dostarczała mi sporo emocji - wiadomo, że uważny czytelnik może w takim miejscu trafić na prawdziwe skarby literatury, i to za śmiesznie niską cenę. Już miałem przekroczyć próg przybytku gdy drogę zagrodził mi nie kto inny jak Wilku WDZ we własnej osobie. Próbowałem go obejść ale on celowo przesuwał się na boki tak aby mi to uniemożliwić. Powiedziałem "przepraszam" ale Wilku nadal nie ustąpił a nawet gniewnym głosem zapytał co ja odpierdalam. Zacząłem tłumaczyć, że pragnę jedynie dostać się do antykwariatu w celu fizycznej realizacji mojej miłości do literatury. Wilku bez słowa wskazał na szyld nad drzwiami. Nigdy wcześniej nie zwracałem na niego uwagi ale gdy go zobaczyłem w mig zrozumiałem, dlaczego nie chciał wpuścić mnie do antykwariatu - nosił on hańbiącą nazwę LAMUS.
Od razu rozpocząłem wyjaśnienia, że nigdy nie rozjebałem się na psach ani w żaden inny sposób nie współpracowałem z jakimikolwiek służbami mundurowymi. Ba, sam mam obecnie wyrok 3 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Wilku dla pewności zapytał kogo znam. Siwy, Wariat, Cygan, Bobek, Głowa - wymieniłem całą elitę mokotowskiego marginesu społecznego.
Wilku powiedział, że w takim razie mi wierzy ale żebym więcej nie przychodził do tego antykwariatu bo chłopaki mnie dojadą. Powiedził również, że oferta LAMUSA pozostawia wiele do życzenia a i obsługa nie jest wystarczająco kompetentna i handluje książkami jak cementem, bez jakiejkolwiek miłości do literatury. Zaproponował, że pokaże mi lepsze miejsce na co ja z chęcią przystałem.
Ruszyliśmy Sandomierską, następnie Madalińskiego aż do Falęckiej, na której to weszliśmy w zdewastowane podwórko. W bramie drogę zagrodziło nam kilku mężczyzn, którzy zapytali Wilka kto ja jestem. Człowiek dobrej woli o to dbam - odparł, poświadczając tym samym o mojej prawilności.
Z podwórka weszliśmy do klatki a z niej do piwnicy gdzie moim oczom ukazało się bibliofilskie Eldorado - "W poszukiwaniu straconego czasu" w wydaniu z 1978, "Ludzie na moście" z autografem noblistki, "Armia Konna" z 1935, prawdziwe białe kruki. W ekstazie skakałem od półki do półki, łapczywie kładąc dłonie na skarbach literatury tak jakby sam dotyk pozwalał mi wchłonąć ich piękno. Po godzinie przeglądania wybrałem 6 pozycji, za które będący właścicielem lokalu Żary zażądał jedynie 35 złotych jednak pod warunkiem, że jakby był przypał z psami to się nie znamy.
Gdy już miałem wychodzić do piwnicy weszło dwóch młodych chłopaków. Ich sportowa odzież była miejscami brudna od krwi co wskazywało, że przed chwilą stoczyli walkę. Jeden z nich wyciągną zza paska pierwsze, anglojęzyczne wydanie "Rzeźni numer pięć" i powiedział, że właśnie dojebali frajera przy Jordanku i ile Żary może za dzieło Vonneguta zaoferować. Żary odparł, że na chwilę obecną nie jest zainteresowany literaturą amerykańską ale może ja będę chciał to dzieło nabyć. Zgodziłem się od razu, jednak jako, że nie miałem już przy sobie gotówki oddałem za książkę gram fety i pół paczki szlugów, które akurat miałem przy sobie.
Na pożegnanie Wilku i Żary powiedzieli abym koniecznie przyszedł w przyszłym tygodniu bo w weekend będą robili włam do siedziby wydawnictwa ZNAK i na pewno przyniosą stamtąd niejeden interesujący egzemplarz.
Do tej pory jestem wdzięczny Wilkowi za pokazanie mi tego miejsca.
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
I na wagary do Francji, jak głosi miejska legenda ale ile w tym prawdy huj wie
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Myślałem, że to fromage napisałbcn pisze: ↑dzisiaj, 0:47 Jestem w Tajlandii u samego Boga / Tanie żarcie i brudna woda / Idzie wariatka o długich nogach / Szkoda tylko, że ma hot-doga / Dawaj mała ja mam king-konga / Anakonda zbada cię jak sonda / Ona mówi mi, lej do środka / Patrzę na nią, głupia gąska.
a co do wilka to:
Pewnego dnia, jak miałem w zwyczaju, szedłem do antykwariatu przy skrzyżowaniu Rakowieckiej z Sandomierską. Każda taka wyprawa dostarczała mi sporo emocji - wiadomo, że uważny czytelnik może w takim miejscu trafić na prawdziwe skarby literatury, i to za śmiesznie niską cenę. Już miałem przekroczyć próg przybytku gdy drogę zagrodził mi nie kto inny jak Wilku WDZ we własnej osobie. Próbowałem go obejść ale on celowo przesuwał się na boki tak aby mi to uniemożliwić. Powiedziałem "przepraszam" ale Wilku nadal nie ustąpił a nawet gniewnym głosem zapytał co ja odpierdalam. Zacząłem tłumaczyć, że pragnę jedynie dostać się do antykwariatu w celu fizycznej realizacji mojej miłości do literatury. Wilku bez słowa wskazał na szyld nad drzwiami. Nigdy wcześniej nie zwracałem na niego uwagi ale gdy go zobaczyłem w mig zrozumiałem, dlaczego nie chciał wpuścić mnie do antykwariatu - nosił on hańbiącą nazwę LAMUS.
Od razu rozpocząłem wyjaśnienia, że nigdy nie rozjebałem się na psach ani w żaden inny sposób nie współpracowałem z jakimikolwiek służbami mundurowymi. Ba, sam mam obecnie wyrok 3 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Wilku dla pewności zapytał kogo znam. Siwy, Wariat, Cygan, Bobek, Głowa - wymieniłem całą elitę mokotowskiego marginesu społecznego.
Wilku powiedział, że w takim razie mi wierzy ale żebym więcej nie przychodził do tego antykwariatu bo chłopaki mnie dojadą. Powiedził również, że oferta LAMUSA pozostawia wiele do życzenia a i obsługa nie jest wystarczająco kompetentna i handluje książkami jak cementem, bez jakiejkolwiek miłości do literatury. Zaproponował, że pokaże mi lepsze miejsce na co ja z chęcią przystałem.
Ruszyliśmy Sandomierską, następnie Madalińskiego aż do Falęckiej, na której to weszliśmy w zdewastowane podwórko. W bramie drogę zagrodziło nam kilku mężczyzn, którzy zapytali Wilka kto ja jestem. Człowiek dobrej woli o to dbam - odparł, poświadczając tym samym o mojej prawilności.
Z podwórka weszliśmy do klatki a z niej do piwnicy gdzie moim oczom ukazało się bibliofilskie Eldorado - "W poszukiwaniu straconego czasu" w wydaniu z 1978, "Ludzie na moście" z autografem noblistki, "Armia Konna" z 1935, prawdziwe białe kruki. W ekstazie skakałem od półki do półki, łapczywie kładąc dłonie na skarbach literatury tak jakby sam dotyk pozwalał mi wchłonąć ich piękno. Po godzinie przeglądania wybrałem 6 pozycji, za które będący właścicielem lokalu Żary zażądał jedynie 35 złotych jednak pod warunkiem, że jakby był przypał z psami to się nie znamy.
Gdy już miałem wychodzić do piwnicy weszło dwóch młodych chłopaków. Ich sportowa odzież była miejscami brudna od krwi co wskazywało, że przed chwilą stoczyli walkę. Jeden z nich wyciągną zza paska pierwsze, anglojęzyczne wydanie "Rzeźni numer pięć" i powiedział, że właśnie dojebali frajera przy Jordanku i ile Żary może za dzieło Vonneguta zaoferować. Żary odparł, że na chwilę obecną nie jest zainteresowany literaturą amerykańską ale może ja będę chciał to dzieło nabyć. Zgodziłem się od razu, jednak jako, że nie miałem już przy sobie gotówki oddałem za książkę gram fety i pół paczki szlugów, które akurat miałem przy sobie.
Na pożegnanie Wilku i Żary powiedzieli abym koniecznie przyszedł w przyszłym tygodniu bo w weekend będą robili włam do siedziby wydawnictwa ZNAK i na pewno przyniosą stamtąd niejeden interesujący egzemplarz.
Do tej pory jestem wdzięczny Wilkowi za pokazanie mi tego miejsca.
Światem kręcą pieniądze
Jeśli życie to dziwka, robi dla mnie pole dance
Jeśli życie to dziwka, robi dla mnie pole dance
- igorzastyy
- Posty: 2129
- Rejestracja: 12 mar 2023, 22:57
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Czy to z tego powodu Sokół zrobił wielkie oczy? Czy skoro to był młody Fu, to jego brat był wielkim Fu? Z profilu To nie jest hip-hop. Rozmowyresurrection pisze: ↑wczoraj, 9:24 Z tego towarzystwa to jeszcze nie wiem czy był temat Fu rozkminiany, podobno jego brat był jakimś bandziorem większej postury. Co do tego jak oni wszyscy się skumali, może jakiś historyk PLHH się odezwie i przypomni
(...) kilka miesięcy po tym, jak poznałem Pona – bodaj w październiku 1997 – poznałem Sokoła na imprezie na Chomiczówce. Siedziałem tam z Deusem i nagle wparował Sokół z czterema kumplami. Miałem na sobie bluzę Respekt, które to bluzy robiły chłopaki z Molesty. Wojtek podszedł do mnie i zapytał: „Ty, małolat – skąd masz tę bluzę? Skąd jesteś?!”. „Ze Śródmieścia, a bluzę mam od Kaczego!” – odpowiedziałem, na co Sokół: „Ta, na pewno… Pewnie zajumałeś komuś! Jaką masz ksywkę?”. Mówię, że Fu. „Ty masz brata Fu?!” – Sokół zrobił duże oczy. „Tak! Ja jestem młody Fu”. „Ty jesteś ten Fu, co pisze, rapuje?! Siemasz! Ja to Sokół”. Słyszałem o nim już wcześniej od Kaczego, który opowiadał mi, że za Remontem mieszka taki chłopaczyna z odstającymi uszami, chudy, ale piszący fajne teksty (śmiech). Freestyle’owaliśmy chyba do szóstej rano”.
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
O tym akurat sam mowil na 100%, ze na przypale poleciał i został nawet pare dni albo tygodni, tak tlumaczyl zajawkę tamtejszą scena, chwilowo nie moge znaleźć wiec musiałem to usłyszeć, mozliwe ze u winiego to mowil
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
igorzastyy pisze: ↑dzisiaj, 1:04 (...) kilka miesięcy po tym, jak poznałem Pona – bodaj w październiku 1997 – poznałem Sokoła na imprezie na Chomiczówce. Siedziałem tam z Deusem i nagle wparował Sokół z czterema kumplami. Miałem na sobie bluzę Respekt, które to bluzy robiły chłopaki z Molesty. Wojtek podszedł do mnie i zapytał: „Ty, małolat – skąd masz tę bluzę? Skąd jesteś?!”. „Ze Śródmieścia, a bluzę mam od Kaczego!” – odpowiedziałem, na co Sokół: „Ta, na pewno… Pewnie zajumałeś komuś! Jaką masz ksywkę?”. Mówię, że Fu. „Ty masz brata Fu?!” – Sokół zrobił duże oczy. „Tak! Ja jestem młody Fu”. „Ty jesteś ten Fu, co pisze, rapuje?! Siemasz! Ja to Sokół”. Słyszałem o nim już wcześniej od Kaczego, który opowiadał mi, że za Remontem mieszka taki chłopaczyna z odstającymi uszami, chudy, ale piszący fajne teksty (śmiech). Freestyle’owaliśmy chyba do szóstej rano”.
Tak sobie właśnie wyobrażam pierwsze spotkanie z młodym, gramotnym obrotniakiem - od pierwszych chwil konkretny wywiad środowiskowy i rzetelna ocena czy coś z tej mąki będzie do zarobienia
twoja familia to typy poznane wczoraj
tu co drugi golas robi z siebie ulicznego profesora
tu co drugi golas robi z siebie ulicznego profesora
-
nescafeklasyg
- Posty: 481
- Rejestracja: 11 kwie 2021, 15:08
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Nie dla niegramotnych te odstające uszy
Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
Rybson Deluks (nie wiem czy był,) ale też " bananowo" trochę, chociaż bycie "bananem" to stan umysłu raczej... znalem ludzi ze starymi napchanymi sianem jak autobusy ale normalne typki, właśnie w/w rybson w tym wywiadzie fajnie powiedział i z autopsji wiem że tak było - jak ktos miał lepiej to trzeba go dojebać:
Spoiler
No, ale skąd ten bunt? Oto chłopak z tzw. dobrej rodziny, inteligenckiej. A do tego światowiec, bo kilka lat mieszkałeś na Fidżi i Australii, zanim wróciłeś do szarego Wrzeszcza początku lat 90.
No i co z tego? Jest taki stereotyp w Polsce, że jeżeli ktoś jest inteligenty i z dobrego domu to musi być piz…. No tak nie jest. Druga rzecz to kwestia energii, ile jej w sobie masz. Ja miałem jej nadmiar. No i wyobraź sobie, że masz 10 lat, lądujesz na tym Fidżi, jesteś jedynym białym i nie znasz języka. Wpierdol dostajesz już po 2 tygodniach, więc zaczynasz umieć się bić. A gdy wracasz do Polski, do Wrzeszcza to jesteś beżowy na ryju i słabo gadasz po polsku. Idziesz z ojcem, by zapisał cię do szkoły. I pierwszego dnia też….
… dostajesz w pier… Tam cię tłukli, bo byłeś biały, a tutaj bo brązowy?
Tak wyszło. Co gorsza chodziłem w szerokich spodniach, jeździłem na deskorolce, miałem zafarbowane włosy. W Polsce roku 1990 ta inność prowokowała do zaczepki. Dzisiaj młodsi ludzie chyba nie zdają sobie sprawy, z tego jak w latach 90. subkultury były mocno podzielone. Punk mógł dostać wpie*dol od skina, skin od innej ekipy, skejt był traktowany jak dziwak.
No i co z tego? Jest taki stereotyp w Polsce, że jeżeli ktoś jest inteligenty i z dobrego domu to musi być piz…. No tak nie jest. Druga rzecz to kwestia energii, ile jej w sobie masz. Ja miałem jej nadmiar. No i wyobraź sobie, że masz 10 lat, lądujesz na tym Fidżi, jesteś jedynym białym i nie znasz języka. Wpierdol dostajesz już po 2 tygodniach, więc zaczynasz umieć się bić. A gdy wracasz do Polski, do Wrzeszcza to jesteś beżowy na ryju i słabo gadasz po polsku. Idziesz z ojcem, by zapisał cię do szkoły. I pierwszego dnia też….
… dostajesz w pier… Tam cię tłukli, bo byłeś biały, a tutaj bo brązowy?
Tak wyszło. Co gorsza chodziłem w szerokich spodniach, jeździłem na deskorolce, miałem zafarbowane włosy. W Polsce roku 1990 ta inność prowokowała do zaczepki. Dzisiaj młodsi ludzie chyba nie zdają sobie sprawy, z tego jak w latach 90. subkultury były mocno podzielone. Punk mógł dostać wpie*dol od skina, skin od innej ekipy, skejt był traktowany jak dziwak.
Hyphap! |
|











