Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Kategoria poświęcona albumom.

Moderatorzy: Jose, oldschool

Awatar użytkownika
VBSW
SZEFITO
Posty: 4935
Rejestracja: 07 paź 2019, 16:34
Lokalizacja: Warszawa

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: VBSW »

O chuj, o 50 stanach totalnie zapomniałem.
Sąd mnie tu nie rusza, sądzi tylko Pan
Bieda czy bogactwo - oba smaki znam



https://vocaroo.com/14RhCQilMVzv
Awatar użytkownika
Burak
kadłub chuj
Posty: 8611
Rejestracja: 17 kwie 2019, 16:09

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: Burak »

Jaayu pisze: 23 cze 2020, 17:11 ja bym podpiął jeszcze 50 stanów świadomości z 2012 roku, swoją drogą, szkoda, że ta seria poszła w zapomnienie trochę i po upadku wrzuty nie da jej się normalnie obejrzeć
50SS jest dostępne na YT:
https://www.youtube.com/channel/UCqHqIB ... 1zKs-aUrZA

Brakuje tylko bonusowych nagrań z gopro, które były na wrzucie (mam je pobrane jakby ktoś chciał).
Rydawarrior dostępny na wszystkich platformach streamingowych
FREE BORTWICK
FREE SMLY
FREE MAJONEZ
FREE RIVALDO111
FREE 4-HO-MET
FREE PWK
Awatar użytkownika
Jaayu
Posty: 3755
Rejestracja: 17 kwie 2019, 17:16

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: Jaayu »

a i owszem, ale kilka filmów jest zablokowanych, większość została spierdolona tą jutubową stabilizacją, co kiedyś proponowali pod filmikami, no i brakuje fotek z akcji (z których część stała się okładkami dla kawałków). To o to mi chodziło, że nie da się normalnie obejrzeć
a no i p.s.
Burak pisze: 23 cze 2020, 19:19 Brakuje tylko bonusowych nagrań z gopro, które były na wrzucie (mam je pobrane jakby ktoś chciał).
kurwa many czego Ty nie masz zarchiwizowanego? :D
You got opps, ain't you?
No, we ain't all angels
Awatar użytkownika
kosciey
Posty: 562
Rejestracja: 19 kwie 2019, 9:08

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: kosciey »

Jacek jaka prawilna waga w tamtych czasach.
Awatar użytkownika
sugarhill_notausgang
Posty: 5491
Rejestracja: 17 kwie 2019, 8:35

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: sugarhill_notausgang »

Świetne beaty, świetny klimat, świetna płyta, jest parę wypychaczy, ale większość albumu to sztosy. Jak wjeżdża beat w Rezzi zawsze daję na full.
encrenoire

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: encrenoire »

sugarhill_notausgang pisze: 24 cze 2020, 9:31 Świetne beaty, świetny klimat, świetna płyta
Awatar użytkownika
arboozrap
Posty: 1251
Rejestracja: 31 gru 2019, 11:42

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: arboozrap »

Obrazek

Niedługo wersja kasetowa i wosk.
Awatar użytkownika
DoubleB
Posty: 9178
Rejestracja: 13 kwie 2021, 15:28
Lokalizacja: memphis nadodrze

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: DoubleB »

jeden z najlepszych albumów tedego, niesamowicie świeży w tamtym okresie, miło się wraca, i jestem pewien, że zajebiście się zestarzeje. nawet trudno jest wymienić najlepsze tracki, bo byłoby ich co najmniej 10/13. od tamtej pory tedzik nie wydał nic równie dobrego. dla mnie skrrrt to lepsze dzieło niż elliminati, kurt rolson, czy vanillahajs.
Awatar użytkownika
vampmoney
Posty: 3087
Rejestracja: 18 kwie 2019, 3:10
Lokalizacja: Jarosław

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: vampmoney »

Niesamowicie świeży XD
W chwili premiery jak z ciekawości odpaliłem to miałem ciarki żenady jak bardzo tede się nasłuchał jednego albumu od jednego artysty (Culture - Migos) i myślał ze tajemną wiedzę przekazuje narodowi polskiemu chyba XD
Awatar użytkownika
DoubleB
Posty: 9178
Rejestracja: 13 kwie 2021, 15:28
Lokalizacja: memphis nadodrze

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: DoubleB »

masz jakiś problem? Dla mnie był świeży, w pl rapie takiego klimatu nie słyszałem wcześniej i w chuj lepiej się bawię niż podczas słuchania migosów
Awatar użytkownika
DJ_BOBO
Posty: 978
Rejestracja: 29 sie 2019, 21:55

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: DJ_BOBO »

jak dla ciebie to było świeże to znaczy że ty byłeś nieświeży
https://youtu.be/UD4lt6AOVZQ?si=LOyIBdPJUn8olTdV
PIERDOLONY HARDKOR DZIEWCZYNKOOO
Awatar użytkownika
DoubleB
Posty: 9178
Rejestracja: 13 kwie 2021, 15:28
Lokalizacja: memphis nadodrze

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: DoubleB »

kolejny gość wyjeżdża z sofizmatem, możesz sobie przybić piątkę z Matek BJS
Awatar użytkownika
chuj
Zbanowany
Posty: 2333
Rejestracja: 17 maja 2020, 22:40
Lokalizacja: Mafijne Trójmiasto

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: chuj »

vampmoney pisze: 25 lut 2020, 13:35 Idealnie ukazane jak 40 latek mógł zinterpretować trap z atlanty
Dodano po 3 minutach 4 sekundach:
KillerCroc pisze: 25 lut 2020, 20:04 No i oczwyiście należy wspomnieć że Sport obok klasyka nie leżał, nigdy nie zrozumiem wynoszenia tego albumu tak bardzo.
pełna zgoda
złap książkę, złap reset

free smly
Sionek
Posty: 434
Rejestracja: 05 sie 2025, 20:45

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: Sionek »

Recenzja płyty od naszych naczelnych oceniaczy @Jose i @horrypaz


Przy tej okazji chciałbym wejść w pewną polemikę, bo powiem wam panowie, że tak jak bardzo cenię sobie wasze opinie (choć nie zawsze się zgadzam) i uważam że przyjmujecie dobre kryteria by móc ocenić dany album tak tutaj jestem zawiedziony waszą recenzją. Nie dlatego, że słabo oceniliście płytę, tylko dlatego że wasza recenzja jest równie słaba jak noty wystawione albumowi. Mam wrażenie, że podeszliście trochę na odpierdol do tematu i momentami słuchaliśmy innych albumów albo przynajmniej zupełnie inaczej interpretujemy to co usłyszeliśmy. Czasem nawet padają stwierdzenia, które są totalnym przekłamaniem, czepianiem się z dupy albo aż przykrym spłyceniem tematu. I smuci kontrast z poprzednimi recenzjami, które dobrze rozkładały albumy na czynniki pierwsze a tu kilka zdań rzucone na oklep i cyk pora na CSa. Więc wrzucam swoje wypociny, recenzentem jestem marnym i pierwszy raz coś takiego piszę, ale uważam że mieliście nad czym się pochylić przy tym albumie.

Przede wszystkim props dla Tedego i jakiś tam punkcik się należy wg mnie za spójność. Po eklektycznym Keptn faktycznie wyprodukował materiał, który od pierwszej do ostatniej minuty jest spójny i równy. Każdy sobie może ocenić czy kawałki są równie dobre czy równie beznadziejnie, ale wg mnie nie można mu odmówić, że jak na Jace to wahania jakości między numerami są naprawdę małe. W przypadku Kurta czy VHS mówiliście że ogólnie dobre płyty, ale przez te nieszczęsne dwupłytowe wydania wkrada się dużo chłamu i jakby się go pozbyć to płyty by od razu wg was miały oceny o 1 lub 2 oczka wyżej, dobijając nawet do 9/10 dla Kurta. Na Keptn wg was nie dało się znaleźć tylu dobrych numerów żeby jeden spoko krążek skleić, a kiedy w końcu otrzymujemy jednopłytowy album, w którym za bardzo nic nie odstaje i nie ma czego wywalać żeby podnieść jakość to jest cisza. Nie chodzi mi żeby teraz bić brawo, bo dobry raper jakim jest Tede (z zaskakująco nierówną dyskografią) w końcu wydał coś co nie brzmi jak zbiór odrzutów wymieszany z normalnymi kawałkami, ale szczerze spodziewałem się, że to dostrzeżecie i ocenicie jako krok w dobrą stronę tymczasem nie ma o tym w zasadzie ani słowa.

Padały też zarzuty, że rap jest o dupie maryny. I w sumie to jest, ale oczekiwanie super wersów od płyty inspirowanej trapem z Atlanty, kodeiną i mumble rapem raczej nie powinniśmy oczekiwać błyskotliwych panczy, fajnych metafor i spoko przemyśleń. Konwencja albumu tego zupełnie nie zakłada. Ale nawet jeśli uznamy że poszukujemy tego na tej płycie to wg mnie można to znaleźć. Nie jest tego dużo, same linijki nie są tak gęste, przez wolne tempo wersy są krótsze i nie mają tyle treści, ale da się znaleźć jakieś obserwacje i przemyślenia pod ciężką trapową przewózką i melodycznością które mają pierwszeństwo na tej płycie.

Tu mamy bardzo fajny opis płyty:
vampmoney pisze: 25 lut 2020, 13:35 Idealnie ukazane jak 40 latek mógł zinterpretować trap z atlanty
To jedno zdanie mieści w sobie wszystko czym ten album jest i jest bardzo fajne jego podsumowanie. Dla mnie to jest fajne przeniesienie stylistyki trapowej z Południa na realia w których raper nie jest czarny tylko biały, ma ponad 40 lat, nie handluje towarem jak czarni w prawdziwych traphousach w USA tylko jego traphałsem jest studio nagraniowe i żyje od koncertu do koncertu. W Eco Social Media dostajemy 42-latka, który nie do końca odnajduje się w rzeczywistości gdzie instagram i wtedy jeszcze snapchat zawładnęły żeńską częścią społeczeństwa. Każdy posiłek, kubek kawy ze starbacksa i spacer musi mieć swoją sesję fotograficzną. Siedzą te dziewczyny z nosami w telefonach, robią sobie foty z filtrami (które wtedy były nowinką techniczną i robiły furore wśród młodzieży) które ukrywają to, że mają szpetne ryje albo grube dupska, których na fotach nie widać, ale jak spotkasz taką w sklepie czy maku już widać jak brzuszek się wylewa znad spodni. W Miauuu jest kontynuacja kobiecych wątków, tym razem o pewnym dysonansie poznawczym gdzie różne laski mimo bezrobocia albo wykonywania raczej słabo płatnych prac jeżdżą na wakacje kilka razy w roku, noszą drogie ciuchy, mieszkają w dużych mieszkaniach w centrum Warszawy, robią sobie operacje plastyczne itd. To były czasy przed OnlyFansem jeszcze, więc oczywiste, że kasa na to wszystko musiała pochodzić z nierządu albo jakiegoś sponsoringu od bogatego kolesia, często jakiegoś dużo starszego oblecha. Jest też o parciu na szkło, że każda jedna małolata ma instagrama, wali foty strugając modelkę w nadziei że jakieś firmy je zauważą i rozpoczną jakąś karierę influencerki. Było to wtedy dość nowym zjawiskiem że można się utrzymać z sociali i współprac bez tworzenia najpierw bloga, kanału na YT i przechodzenia tej drogi zdobywania uznania w jakiejś dziedzinie. Pierwsi influencerzy jednak wyrastali z jakiegoś projektu wcześniej, gdzie zdobywali fejm robiąc filmy na YT, prowadząc bloga modowego, no ogólnie "pracując". W Suczym Sonarze (którego tytuł jest nawiązaniem do Suchego Konara z N2 btw) jest podobnie jak follow-upowany oryginał o związkach damsko-męskich. Tam było o związkach pań ze starymi dziadami z kasą, władzą i fejmem a tu mamy o ogólnie pojętej "kobiecej intuicji", która sprawia że laski wyczuwają czy jesteś sam czy masz dziewczynę i w zależności od podejścia mogą się tobą interesować dopiero jak znajdziesz sobie dziewczynę albo odwrotnie w sekundę wyczuwają, że jesteś świeżo po rozstaniu i mogą do ciebie smalić cholewki. Nie jest to nie wiadomo co, nic tu odkrywczego nie ma i pewnie podobne przemyślenia miała połowa chłopaków bywających w centrum Wawy, ale no jest to jakakolwiek treść i jakiś temat przewodni, a zostało to pominięte.

W Kevlarze mamy weterana największej liczby beefów w polskim rapie, który pochyla się nad tematem konfliktów między młodymi raperami z debiutującego w tym okresie pokolenia Z. Nawija tam to ci widzi, a wszyscy widzieliśmy wtedy, że kultura beefów prawie umarła lub w najlepszym razie bardzo mocno się zmieniła. Dissy stały się rzadkością a zaczęło królować pisanie oświadczeń na fanpejdżach, jakieś zaczepki w storkach i w ogóle zgrywanie kozaków, ale do kabiny nikt nie miał odwagi wejść i napisać kilku wersów. Tede mówił o tym wielokrotnie w wywiadach na przestrzeni lat, ma też o tym w kawałkach, że jak ktoś tytułuje się raperem to rap powinien być jego podstawowym narzędziem nie tylko zarabiania kasy ale też rozwiązywania konfliktów. Jak ktoś ci ubliża i chcesz mu "oddać" to jak na rapera przystało piszesz tekst, wchodzisz do kabiny, odpalasz bit i besztasz oponenta. To też było przecież przy beefie z Rychem, gdzie Tede niezależnie od temperatury sporu i ilości wyzwisk chciał to utrzymać w płaszczyźnie muzycznej i był zażenowany tym, że konflikt może przenosić się na ulice i prowadzić do bicia ludzi np. za noszenie ciuchów PLNY. Tymczasem zostało to wszystko powyższe sprowadzone przez Matta do tego, że Tede narzeka na sociale, nie rozumie ich, jest boomerem i powinien wylogować się do życia. Strasznie krzywdzące podsumowanie wg mnie. A do rangi największego problemu urasta wers "W trzeciej minucie padają strzały" jako niby żenujące nawiązanie do Smoleńska. Być może, choć z tego co ja pamiętam z tamtych czasów, to raczej był gimbusiarski mem internetowy i ludzie w komentarzach pod filmami z jakichkolwiek afer (głównie dotyczących youtuberów, celebrytów, raperów itp.) pisali randomy czas i dodawali, że tam padają strzały i ogólnie gruba inba, a niewtajemniczeni przewijali filmiki i nasłuchiwali a nic takiego nie miało miejsca xD A że kevlar to materiał z którego robi się kamizelki kuloodporne to tematycznie pasowało, ot cała historia.

Tede boomerem jest i tego nie ukrywa, od lat widać że mimo całej swojej otwartości na nowe brzmienia, techniki rapowania, schematy rymowania itd. to jest twardogłowy w tym co jest hip-hopowe a co nie i co przystoi komuś dzierżącemu tytuł rapera. To nawet w wywiadzie z Tombem z zeszłej niedzieli wybrzmiewa, gdzie stwierdził, że nieważne jak bardzo topowy, utalentowy i skillowy jest raper, jeśli korzysta regularnie z ghostwritingu to jest po prostu łakiem czy prawdopodobnie nieświadomie obraził jakichś raperów, którzy teraz trzęsą mainstreamem i są turbo popularni. W tych numerach dla mnie wybrzmiewa ten Tede, który potrafi ogólnie zgrabnie i celnie opisywać życie Warszawy. Wbrew pozorom jest on wnikliwym obserwatorem społecznym, tylko rzadko jest to tematem jego kawałków i nie zawsze przekłada się to na dobre numery. Ale na przestrzeni całej kariery miał kawałki gdzie potrafił świetnie streścić realia życia w Warszawie jak choćby WuWuA 03 z któregoś Buhha, Ona jest... ze Sportu, kawałki o życiu celebrytów z czasów jak brylował w TV, Mama ma mama da z Mefisto, Szklane Domy z Elliminati czy Warszawa da ci fejm z Kurta. Owszem, wiele tych numerów co wymieniłem są lepsze, bardziej dogłębne niż to, ale echo tych socjologicznych obserwacji pobrzmiewa tutaj, tylko przez to że tekst nie gra głównej roli a jest wymieszany z tym jak to ma brzmieć i bujać to nie jest tak odczuwalne.

Mamy też tutaj dużo typowego tedowego rapu o rapie jak Rezzi, Traphałs, Kusi Kusi, Wolno i nisko czy Jestem jak wow ale wg mnie nie odbiegają one za bardzo od jego średniej. Ten pierwszy numer nadaje temu amerykańskiemu stylowi taki nieco polski sznyt przez przeróbkę robimy labada z przedszkola, a drugi to fajne przyrównanie jak jego traphałsem jest właściwie każde miejsce gdzie pojawia się z ekipą niezależnie od tego czy jest to koncertowa fura, hotel, dom wynajęty na wakacje czy studio. W Kusi Kusi powraca temat znany z Cały ten hajs z Elliminati o tym, że przez postronnych jest postrzegany jak oligarcha. Tam rapował, że wg ludzi co go nie znają jest bogaty jak maharadża, a tutaj że ludzie wyobrażają sobie że codziennie ma na chacie inną laskę z roksy, ciągnie koks na śniadanie, z plików banknotów robi podstawki pod nierówne nogi stolika lub przyciski do papieru, a jak gdzieś jedzie to jest eskortowany przez konwój mercedesów pełnych dziewczyn.

O kawałku Dziupla Horry powiedział, że jest o ekipie i beka bo wiemy jak skończyła po latach ta ekipa i się słabo zestarzało. Tylko, że tam jest bardzo mało o ekipie a głównie o klimatycznej miejscówce, że nikt takiej nie ma i to jego królestwo i forteca i sobie tam gotuje towar, którym w jego przypadku są tracki, a nie narkotyki jak w USA i ma tam wszystko by zrobić wszystko bo nie dość, że ma tam studio do nagrań, imprezownię to jeszcze obecnie zrobił sobie niemalże studio TV na streamy i fabrykę rowerów oraz plan zdjęciowych teledysków. I to się zgadza do dzisiaj, bo chyba żaden inny raper w Polsce nie ma takiego studia z duszą. Z tego co obserwuję na socialach to inni nagrywają raczej w czystych sterylnych, nudnych studiach zrobionych w domu albo No Bo Co To od SB albo bujają się po wynajmowanych jakichś studiach typu Nagrywarka i to studio jest ich tylko jak sobie wykupią kilka godzin. Zresztą gdyby było o ekipie to oczywiście można byłoby robić sobie w pełni zasłużone podśmiechujki, że w kawałku wali peany na cześć ekipy a potem ich wszystkich wyrzucił, zwyzywał a potem dissował w kawałkach, ale jakoś jego bangery o furach nie są przekreślone przez to, że teraz nie jeździ samochdoami i z petrolheada zmienił się w zapalonego cyklistę i ma więcej rowerów niż aut.

Do tego myślę, że warto docenić bardzo dobrą robotę Micha. Bity są świetne, mogą się nie podobać jak ktoś nie lubi takiego stylu, ale tutaj robota producencka jest zrobiona top i świetnie oddany został klimat którym Tede wtedy się inspirował. Gdyby był czarnoskóry i rapował po angielsku to mógłby puszczać tą płytę w Ameryce i zbierać propsy. Zresztą trochę tak było, bo modne wtedy były filmiki gdzie amerykanie słuchali polskiego rapu i Jaca zbierał propsy za kawałki. Oczywiście nic nie rozumieli ale potrafili docenić że świetnie buja i dobre flow ma.

Choć płyta została przedstawiona przez chłopaków jako nic nieznacząca w karierze to uważam inaczej. Mimo wpadki z Keptn to dopiero SKRRRT dla mnie stanowi zakończenie primu Tedego, który zaczął się przy Elliminati i to również ostatnia jego płyta wg mnie, która stanowi wkład w rozwój polskiego newschoolu i ostatnia płyta na której ma takie faktyczne ogólnopolskie hity. Była to chyba ostatnia płyta Tedego na wiele lat o której można powiedzieć, że ktoś czegoś takiego wcześniej nie robił i jest to nowość na naszym polskim podwórku. Właściwie każdy singiel z płyty robił bardzo dobre lub świetne liczby, a CTZK i T-Killa szturmem brały wszystkie festiwale, juwenalia i koncerty w tamtym roku. Na ten pierwszy to połowa polskich sneaker headów i hype bestii czekała i wrzucali foty z odliczania do premiery, które się na youtube pokazywało. Nawet Białas propsował ten numer jako dobry. T-Killa z kolei została dla gimbusów tym czym Drin dla pokolenia ich rodziców 20 lat wcześniej i przez wiele lat było obowiązkowym numerem na wielu melanżach plenerowych na schodkach w Wawie, nad Wartą w Poznaniu czy na domówkach i do dzisiaj da się usłyszeć czasami. Nie są to numery wybitne, nie będą to po latach tak ikoniczne i milowe tracki jak Drin czy Air Max Classic, ale jednak stanowią stanowią momenty kiedy ta płyta błyszczy.

Sam gospodarz też pokazuje się z innej strony i wypada dobrze. Na tamtym etapie Tede już od lat nawijał na takich standardowych trapach i czuł się w tym swobodnie, a jednak pokazał, że stary pies może nauczyć się nowych sztuczek. Mimo najwolniejszych bitów w karierze potrafi na nich dobrze rapować z tym swoim ciężkim, narkotycznym mumblowym flow i nie wychodzi wg mnie na błazna. Nie ma tutaj vibu "how do you do fellow kids", którego można się doszukiwać na następnych płytach. Wersy są krótkie, mają niewiele słów na tle poprzednich płyt, czasem więcej niż rapowania jest tutaj adlibów, miauczenia, szczekania, przeciągania słów, przerzucania sylab i zginania słów ale tego wymagają takie bity. Wszystko to znamy z Ameryki i tam nikt ani myśli żeby oceniać płytę negatywnie bo nie ma dużo treści. Tu jest muzyka produktowa, czysty fast-food, jednorazowa przygoda mają brzmieć a nie przekazywać treść i takie płyty też są potrzebne na scenie. Ówcześnie w Polsce nie było drugiego 40-latka, który na takich bitach byłby w stanie rapować z taką pewnością tego co robi bez popadania w jakąś żenadę. Imo pod względem brzmienia i stylówy wypada tutaj bardzo dobrze i naturalnie mimo, że była to nowość dla niego zupełnie inna od tego co robił wcześniej. Powinno się doceniać próby eksperymentów, w dodatku zakończone sukcesem wg mnie. Beteo po pierwszym singlu zarzucał mu, że tego nie czuje, ale całą tą płytą wg mnie Tede udowodnił jemu i słuchaczom, że czuł to dobrze, był w stanie wejść na poletko raperów młodszych o 2 dekady i dotrzymać im kroku. Jak weźmiemy Tedego z tej płyty i zestawimy z takim Peją, który na jakkolwiek trapowych bitach nawijał na szerszą skalę po raz pierwszy dopiero 2 lata później i jeszcze potrafił wypadać z bitu to tym bardziej należy się props dla Tedego. Mimo wszystko świadczy to o nim dobrze jak o raperze. W Mam beef rapuje "jestem raper, daj mi bit ja się w nim odnajdę" i przez całą karierę temu hołduje bo potrafi zarapować na boombapie, trapie, orkiestrowej symfonii Pawbeatsa, jakichś EDMach, dubstepach i dołączył do tego taką odmianę trapu jak tutaj. Pozycja z listy odhaczona, można przejść do innych brzmień na kolejnych płytach. To, że potem już nie zawsze było tak zgrabnie to osobna kwestia i temat na inną dyskusję.

Podsumowując nie jest to płyta która się każdemu spodoba, nie jest też to dzieło wybitne. To typowy produkt muzyczny, a nie wczuty poważny album z przemyśleniami i bogatą liryką, choć śladowe ilości w/w da się znaleźć. Tede wymyślił sobie, że przeniesie trap z Atlanty do Warszawy, ale przełoży go na swoje życie białego 40-latka, który nie zawsze za wszystkim nadąża w otaczającym go świecie, ale ma swoje dobrze ugruntowane w nim miejsce jako ówcześnie jeden z raperów z mainstreamowego świecznika i o tym będzie rapował, że gra koncerty i co weekend jest w sztosie, ma swój traphałs w postaci studia na ul. Kolejowej, cracku może nie pichci ale smaży bangery dla całej Polski i dobrze się przy tym bawi. A wszystko to robi rapując w stylówie, która choć obca to zostaje przez niego dobrze ugryziona, a wszystko jest okraszone świetnymi bitami Micha. Nie jest to może album do wracania poza kilkoma numerami jeśli okoliczności sprzyjają, ale wg mnie to solidna pozycja i dobrze wywiązuje się z celu jaki sobie postawiła, pod warunkiem że ktoś lubi mało ambitny, ubogi lirycznie ale bogaty brzmieniowo rap o rapie i byciu raperem.
Ostatnio zmieniony 17 mar 2026, 22:27 przez Sionek, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
piernikowyskoczek
Posty: 9165
Rejestracja: 17 kwie 2019, 11:06

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: piernikowyskoczek »

warto?
rakieta_rakieta pisze: 16 kwie 2020, 19:20 Ja aż zadzwoniłem do inposta o chuj chodzi i mają lagi w pokazywaniu statusów, bo dziś w nocy stawiają nowy serwer
Awatar użytkownika
Karleone
Posty: 735
Rejestracja: 31 sie 2025, 22:32

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: Karleone »

O kurwa. Jest jakiś inny raper, o którym są tu pisane takie wypracowania? Tede goat
Awatar użytkownika
Dzonson
Posty: 710
Rejestracja: 17 kwie 2019, 9:45
Lokalizacja: WWA PRAGA

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: Dzonson »

Zajebiście to rozpisałeś ziom :bowdown:
Pełna zgoda, sam do tego albumu specjalnie nie wracam, bo wolę inne pozycje z jego dyskografii ale mogę tylko potwierdzić odczuciami, które miałem, gdy ten album wyszedł. Interpretowałem to bardzo podobnie. I podbije najbardziej zdanie o tym, że Tede jest świetnym obserwatorem rzeczywistości. To to właśnie bardzo lubię w jego kawałkach i przez brak tego elementu nie siedzi mi jego najnowsze Vox Veritatis.
Pussyhole fatter than a Benz with a body kit

RYM LAST FM
Awatar użytkownika
Burak
kadłub chuj
Posty: 8611
Rejestracja: 17 kwie 2019, 16:09

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: Burak »

Chłop co post napisał :bowdown:

Generalnie się zgadzam, SKRRT jest wyróżniającym się na plus rodzynem w dyskografii Tedego postVHS. Tede nie tylko stylistycznie, ale też w kwestii technicznej brał przykład z mixtapów z murzynowa, bo połowa tracków z płyty jest wytłoczona z MP3 128kbps zamiast ze studiowych WAVów tudzież FLACów jak Tede
Rydawarrior dostępny na wszystkich platformach streamingowych
FREE BORTWICK
FREE SMLY
FREE MAJONEZ
FREE RIVALDO111
FREE 4-HO-MET
FREE PWK
Awatar użytkownika
Jose
Brak Kultury
Posty: 9229
Rejestracja: 17 kwie 2019, 6:49

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: Jose »

Props w chuj, @Sionek :bowdown:
2rzyn pisze: 20 sty 2024, 9:32 Dlaczego Tede Królem Jest
Sionek
Posty: 434
Rejestracja: 05 sie 2025, 20:45

Re: Tede & Sir Mich - Skrrrt (2017)

Post autor: Sionek »

piernikowyskoczek pisze: 17 mar 2026, 22:22 warto?
Jose dał propsa, więc chyba głupot nie napisałem xD
ODPOWIEDZ