O zrobieniu tego tematu myślałem już dawno, ale wydawało mi się, że został już dawno rozstrzygnięty, jednak niedawno pojawiło się kilka postów świadczących o tym, że tak do końca nie jest, a stronnictwo polskiego rapu nadal się broni.
Swoje stanowisko przytoczę tutaj w formie autocytatu.
Hubson99 pisze: ↑10 sie 2025, 23:46
31. Amerykański rap jest 100x lepszy od polskiego
Takie gowno zwykle słyszę od ślumoków co zwykle ledwo dukaja good morning po angielsku
Powiedziałbym, że amerykański rap "uliczny" jest 100x lepszy od polskiego, ale to subiektywna opinia. Obiektywnym faktem jest natomiast to, że amerykański rap jest 100x WIĘKSZY od polskiego, bo kraj ma więcej ludzi, a w dodatku prawdopodobieństwo, że murzyn w Ameryce postanowi zostać raperem jest większe niż w przypadku Polaka.
To przekłada się na to, że niektórych rzeczy w Polsce brakuje. U nas Mes nagrał trochę g funku, w Kaliforni robiły to setki murzynów. U nas za mafioso rap można od biedy uznać numer "Band the rolla", Nowym Jorku wielu nagrywało ten podgatunek. W Ameryce jest conscious rap, w Polskim rapie tematy polityczne są podejmowane dość rzadko i nie tak ciekawie, jak w Ameryce, co jest trochę dziwne, bo taki Dezerter potrafi u nas zrobić dobry punk.
Jeśli więc ktoś słucha głównie g funku i mafioso rapu, to naturalnie będzie wolał amerykański rap, bo polski na tych polach przegrywa walkowerem. I nie byłoby to problemem, gdybyśmy mogliby naprzeciw amerykańskich podgatunków wystawić polskie, ale ich nie mamy, bo w Polsce robimy amerykańskie. W Memphis jest Memphis rap, ale np. we Wrocławiu nie ma Wrocław rapu, bo takie składy, jak KASTA i FFOD robiły boom bap, który równie dobrze mógłby zostać nagrany kilka lat wcześniej w Nowym Jorku.
Dodano po 45 minutach 24 sekundach:
Ci co zagłosowali na Amerykański rap, powinni się dobrze zastanowić nad swoim życiem. Przecież pomijając treść, to język polski jest dużo bardziej plastyczny i da się nim bawić na dużo więcej sposobów niż język angielski.
Rydawarrior dostępny na wszystkich platformach streamingowych FREE BORTWICK
FREE SMLY
FREE MAJONEZ
FREE RIVALDO111
FREE 4-HO-MET
FREE PWK
FREE FROMAGE
Brakuje opcji Amerykanski, bo nie kumam angola - zagraniczna muza nierzadko dobrze wchodzi właśnie dlatego, że po prostu brzmi dobrze i wrażenia nie psują głupoty, które tam pierdolą.
Girls with boyfriends are the kinds I like, I'll steal your honey like I stole your bike
tu dobrze zilustrowane na przykładzie zwrotki rahima w jestem bogiem
chuj pisze: ↑15 wrz 2025, 2:32
podejdź do tego z otwartą głową. na czas zwrotki rahima spróbuj wyobrazić sobie, że nie rozumiesz języka polskiego. ta jego zwrotka to jest takie masowanie mózgu rymami. zajebiście tam dał nieironicznie, jedna z moich ulubionych rzeczy w tej muzyce
Jak dla mnie zdecydowanie polski rap i zdaję sobie sprawę że jest to nieortodoksyjna opinia jak na kogoś kto mówi płynnie po angielsku i zajmuje się hobbystycznie beat makingiem. Brzmieniowo język angielski, zwłaszcza AAVE czy tam Ebonics, średnio mi się podoba ogólnie kiedy "jest rapowany". Walory czysto fonetyczne. A to ciekawe, bo piosenki rockowo-folkowe ze śpiewanym wokalem lubię na równi po polsku, po angielsku i innych językach. Można na siłę też doliczyć kwestie rasowe i kulturowe, bardzo dalekie mojemu sercu, owszem, ale w tym momencie to już nie sam język, tylko tematyka, czyli odrębna kwestia.
Dodano po 5 minutach 40 sekundach:
Burak pisze: ↑13 gru 2025, 22:08to język polski jest dużo bardziej plastyczny i da się nim bawić na dużo więcej sposobów niż język angielski.
Nie wiem czy bym się zgodził w pełni, ale polszczyzna ma taką przewagę że przestawiać można słów kolejność dowolnie w zdaniu i sens jego mimo to zachować. :v Czasem takie zabiegi są spoko, ale imo jak czuję wyraźnie że raper tym spamuje tylko po to żeby napierdolić wielokrotnych, to tworzy to efekt "Yody" i mnie męczy.
Jak ja przesłuchałem pierwsze 15 piosenek z amerykańskiego rapu, pomijając kontrowersje odnośnie nazywania rapowych kawałków piosenkami, to też bym wybrał polski. Przesłuchaj sobie chociaż 10 płyt uważanych za klasyki z różnych czasów i miejsc i powiedzmy po 4 kawałki 50 różnych wykonawców, to może zmienisz zdanie.
Mainstreamowy amerykański rap jest obecnie tak samo chujowy jak polski, więc jak już mam czegoś słuchać to wole z naszego podwórka se puścić coś
Gdzieś tam pewnie są zajebiste rzeczy, które by mi siadły bardziej niż w PL (przez samą skalę nawet po prostu), ale to już nie 2011 i nie chce mi się sprawdzać 30 płyt żeby wyczaić jedną fajną dla siebie
Belmondo pisze:Jestem człowiek demolka
Życie to ślizgawka, twoje życie to parodia
Amerykański. Murzaje potrafią robić wszystko z flow. Taki Pharoah Monch np w Oh No czy Busta w wielu kawałkach robią rzezy nieosiągalne dla naszych. Po za tym różnorodność styli i podgatunków i tym samym paleta charakterów to zdecydowanie stany. Od gęstych napierdalanek po slow flow, zjarane hipnotyzujace ciągi myślowe czy zabawne cieple historyjki trajbów czy innych slick rickow.
No leżą amerykańce w chuj lepiej.
SuperRapMaster pisze: ↑14 gru 2025, 18:44
Jak ja przesłuchałem pierwsze 15 piosenek z amerykańskiego rapu, pomijając kontrowersje odnośnie nazywania rapowych kawałków piosenkami, to też bym wybrał polski. Przesłuchaj sobie chociaż 10 płyt uważanych za klasyki z różnych czasów i miejsc i powiedzmy po 4 kawałki 50 różnych wykonawców, to może zmienisz zdanie.
To by nic nie nie dało jak to mówił kiedyś Pudzianowski, albo to czujesz albo nie. To jak np z serialami jeden obejrzy The office 5 razy, a drugi odleci po 3 odcinkach i nigdy nie wróci. Wiem, że nigdy USA mi nie podejdzie, bo zupełnie rozjeżdżam się z ich beatami.
Twórca wątku Civil War w USA na forum cohones. Chcesz dymy? Zapraszam.