Na Legii bywałem regularnie, wyjazdy zdarzały się sporadycznie. W pamięci szczególnie zapadł mi ten do Utrechtu w Pucharze UEFA. Atmosfera była napięta od samego początku. Holendrzy byli bardzo agresywni, część kibiców Legii nie mogła wejść na stadion, doszło do zadymy. Mecz przerwano na kilkadziesiąt minut, by uspokoić sytuację. Awantury przeniosły się też na miasto - opowiada w rozmowie ze "sport.pl" Marek Papszun, trener Rakowa Częstochowa, który w środę zmierzy się z Legią w Pucharze Polski.
Z Warszawy pamiętam jeszcze mecze z czasów milicji obywatelskiej. Pamiętam łamane ławki, regularne bitwy z milicją. To były zupełnie inne czasy i stadiony, więc chyba dlatego od razu takie rzeczy przychodzą mi na myśl. A przecież na boisku podziwiałem Darka Dziekanowskiego i wielu innych piłkarzy, którzy przez lata tworzyli silną Legię w kraju i europejskich pucharach. Dziś mam tę przyjemność, że wielu zawodników, których wtedy oklaskiwałem, dziś jest moimi znajomymi lub kolegami.
W awanturach brał pan udział czy znajdował się w nich przypadkiem?
- Nigdy nie byłem chuliganem tylko chłopakiem, który pasjonował się piłką. Miałem wielu znajomych, którzy na mecze chodzili, więc siłą rzeczy chodziłem i ja. Legia była najsilniejszą drużyną w Polsce, trudno było jej nie kibicować.
Praca w Legii byłaby spełnieniem pańskich marzeń?
- Mam marzenia, ale nie pracuję tylko po to, by kiedyś trafić do Legii. Zresztą nigdy nie miałem takich ambicji, że skoro nie zostałem piłkarzem na wysokim poziomie, to koniecznie muszę być topowym trenerem. Nigdy nie narzucałem na siebie takiej presji, bo praca trenera to moja pasja i miłość. Zawsze powtarzam, że trenerem jest się tak samo w A Klasie jak i w ekstraklasie.
Na Legii bywałem regularnie, wyjazdy zdarzały się sporadycznie. W pamięci szczególnie zapadł mi ten do Utrechtu w Pucharze UEFA. Atmosfera była napięta od samego początku. Holendrzy byli bardzo agresywni, część kibiców Legii nie mogła wejść na stadion, doszło do zadymy. Mecz przerwano na kilkadziesiąt minut, by uspokoić sytuację. Awantury przeniosły się też na miasto - opowiada w rozmowie ze "sport.pl" Marek Papszun, trener Rakowa Częstochowa, który w środę zmierzy się z Legią w Pucharze Polski.
Z Warszawy pamiętam jeszcze mecze z czasów milicji obywatelskiej. Pamiętam łamane ławki, regularne bitwy z milicją. To były zupełnie inne czasy i stadiony, więc chyba dlatego od razu takie rzeczy przychodzą mi na myśl. A przecież na boisku podziwiałem Darka Dziekanowskiego i wielu innych piłkarzy, którzy przez lata tworzyli silną Legię w kraju i europejskich pucharach. Dziś mam tę przyjemność, że wielu zawodników, których wtedy oklaskiwałem, dziś jest moimi znajomymi lub kolegami.
W awanturach brał pan udział czy znajdował się w nich przypadkiem?
- Nigdy nie byłem chuliganem tylko chłopakiem, który pasjonował się piłką. Miałem wielu znajomych, którzy na mecze chodzili, więc siłą rzeczy chodziłem i ja. Legia była najsilniejszą drużyną w Polsce, trudno było jej nie kibicować.
Praca w Legii byłaby spełnieniem pańskich marzeń?
- Mam marzenia, ale nie pracuję tylko po to, by kiedyś trafić do Legii. Zresztą nigdy nie miałem takich ambicji, że skoro nie zostałem piłkarzem na wysokim poziomie, to koniecznie muszę być topowym trenerem. Nigdy nie narzucałem na siebie takiej presji, bo praca trenera to moja pasja i miłość. Zawsze powtarzam, że trenerem jest się tak samo w A Klasie jak i w ekstraklasie.
Jakoś nie dziwi że buja się z mordercami, niby taki antykomuna a ma w swoich szeregach ludzi z pzpr
Jesteście popierdoleni, świat wychował was źle Prawda jest prosta i przykra, nie jara was troska, a krzywda Tyle zrozumieć to dar a nie wyrok i dlatego nie pluję na czas jaki minął
Po co coś takiego jak Piast Gliwice istnieje to ja nie mam pojęcia.
pardon pisze: ↑10 lis 2023, 12:06
nie umiem slowo daje nie umiem juz czytac dluzszych postow saturna i lygrysa bez uczucia ze oni nie marnuja swojego zycia, ale zatruwaja tez nasze mimowolnie pchajac do glow ich chore urojenia
doskonały cytat pod szósteczką; dobrze fituje z najnowszą kompromitacją klubu, czyli decyzją o pozostawieniu sympatycznego Hiszpana w roli trenera aż do końca roku. straszny wstyd, straszny