jak mawiał znany i lubiany wieszcz: własnym chujem się wyjebią w końcu, we własną srakę
poza tym chuj z tym papszunem, podrzucić marcina sasala do częstochowy i nikt obecnie się nawet nie skapnie oprócz warszawiaków
Moderatorzy: Sidd, Cz4rny1337
jak mawiał znany i lubiany wieszcz: własnym chujem się wyjebią w końcu, we własną srakę
Na Legii bywałem regularnie, wyjazdy zdarzały się sporadycznie. W pamięci szczególnie zapadł mi ten do Utrechtu w Pucharze UEFA. Atmosfera była napięta od samego początku. Holendrzy byli bardzo agresywni, część kibiców Legii nie mogła wejść na stadion, doszło do zadymy. Mecz przerwano na kilkadziesiąt minut, by uspokoić sytuację. Awantury przeniosły się też na miasto - opowiada w rozmowie ze "sport.pl" Marek Papszun, trener Rakowa Częstochowa, który w środę zmierzy się z Legią w Pucharze Polski.
Z Warszawy pamiętam jeszcze mecze z czasów milicji obywatelskiej. Pamiętam łamane ławki, regularne bitwy z milicją. To były zupełnie inne czasy i stadiony, więc chyba dlatego od razu takie rzeczy przychodzą mi na myśl. A przecież na boisku podziwiałem Darka Dziekanowskiego i wielu innych piłkarzy, którzy przez lata tworzyli silną Legię w kraju i europejskich pucharach. Dziś mam tę przyjemność, że wielu zawodników, których wtedy oklaskiwałem, dziś jest moimi znajomymi lub kolegami.
W awanturach brał pan udział czy znajdował się w nich przypadkiem?
- Nigdy nie byłem chuliganem tylko chłopakiem, który pasjonował się piłką. Miałem wielu znajomych, którzy na mecze chodzili, więc siłą rzeczy chodziłem i ja. Legia była najsilniejszą drużyną w Polsce, trudno było jej nie kibicować.
Praca w Legii byłaby spełnieniem pańskich marzeń?
- Mam marzenia, ale nie pracuję tylko po to, by kiedyś trafić do Legii. Zresztą nigdy nie miałem takich ambicji, że skoro nie zostałem piłkarzem na wysokim poziomie, to koniecznie muszę być topowym trenerem. Nigdy nie narzucałem na siebie takiej presji, bo praca trenera to moja pasja i miłość. Zawsze powtarzam, że trenerem jest się tak samo w A Klasie jak i w ekstraklasie.
Jeszcze klasyk od 3x hall of famera by pasował „nie srajcie sobie sami w majtki”
gooooooolwujot pisze: ↑26 lis 2025, 23:42Na Legii bywałem regularnie, wyjazdy zdarzały się sporadycznie. W pamięci szczególnie zapadł mi ten do Utrechtu w Pucharze UEFA. Atmosfera była napięta od samego początku. Holendrzy byli bardzo agresywni, część kibiców Legii nie mogła wejść na stadion, doszło do zadymy. Mecz przerwano na kilkadziesiąt minut, by uspokoić sytuację. Awantury przeniosły się też na miasto - opowiada w rozmowie ze "sport.pl" Marek Papszun, trener Rakowa Częstochowa, który w środę zmierzy się z Legią w Pucharze Polski.
Z Warszawy pamiętam jeszcze mecze z czasów milicji obywatelskiej. Pamiętam łamane ławki, regularne bitwy z milicją. To były zupełnie inne czasy i stadiony, więc chyba dlatego od razu takie rzeczy przychodzą mi na myśl. A przecież na boisku podziwiałem Darka Dziekanowskiego i wielu innych piłkarzy, którzy przez lata tworzyli silną Legię w kraju i europejskich pucharach. Dziś mam tę przyjemność, że wielu zawodników, których wtedy oklaskiwałem, dziś jest moimi znajomymi lub kolegami.
W awanturach brał pan udział czy znajdował się w nich przypadkiem?
- Nigdy nie byłem chuliganem tylko chłopakiem, który pasjonował się piłką. Miałem wielu znajomych, którzy na mecze chodzili, więc siłą rzeczy chodziłem i ja. Legia była najsilniejszą drużyną w Polsce, trudno było jej nie kibicować.
Praca w Legii byłaby spełnieniem pańskich marzeń?
- Mam marzenia, ale nie pracuję tylko po to, by kiedyś trafić do Legii. Zresztą nigdy nie miałem takich ambicji, że skoro nie zostałem piłkarzem na wysokim poziomie, to koniecznie muszę być topowym trenerem. Nigdy nie narzucałem na siebie takiej presji, bo praca trenera to moja pasja i miłość. Zawsze powtarzam, że trenerem jest się tak samo w A Klasie jak i w ekstraklasie.
Żeby ich kibice mogli sobie walić konia pod McDonaldem.