przedszkolanek pisze: ↑30 sie 2025, 17:02
to że w 1945 weszli do elit nowi ludzie, a ktoś tam podupadł, to nie znaczy, że hierarchie runęły, weź sobie jakąś przeciętną familię w stylu rostworowskich i porównaj co u nich działo się przed i po 1945
pierdolenie. sprawdź sobie biografie ministrów, czy sekretarzy w PRL. ilu znajdziesz tam ludzi z ważnych/ bogatych rodzin sprzed 39? to że komuś pozwolono być lekarzem czy profesorem to inasza inszość, a kluczowe jest tu słowo "pozwolono".
status społeczny takich ludzi to często było coś między więzieniem a zwykła praca.
status majątkowy był oczywiście żaden.
jasne, że po 89 niektóre "rody" coś tam odzyskały, ale też to jest zjawisko marginalne.
w sumie, żeby było jasne z czym polemizuje: w Polsce nie ma prawdziwej klasy byłych arystokratów z majątkami. są może takie jednostki, ale nie jest to coś, z czym można czuć tożsamośc. tacy ludzie to przebierańcy, tak jak kolega wyżej opisał swoich kolegów z liceum.
dlatego Mes jest pierdolonym idiotą, gdy odwołuje się do tego, ze służbą jego rodu 200 lat temu czytała.
prawda jest taka że jego dziadek czy tam tata do różnych pierwszych sekretarzy mówił "tak proszę towarzysza, ależ oczywiście towarzyszu, a wódeczka jest zimna i gęsta" i takie wspomnieniami kształtowały między innymi Piotrka, a nir wsiadanie na koń po plecach czytającej służby