gods bidness pisze: ↑05 lip 2025, 14:51
Puściłem dwa najczęściej tu wymieniane kawałki jako dobre, czyli Chemiczny Balans i Noradrenalina i gówno to jest obesrane.
Przypomina mi to tą dziwną fazę pałożłopów Kanyego Westa, którzy oszukają samych siebie, wkręcają sobie i "zachwycają" się każdym gównem jakie wypuści, rzucając tekstami w stylu "no, nie spodziewałem się, takie to nietypowe, ale po kilku przesłuchaniach buja, nie no to jest genialne!".
Sęk w tym, że ja go nigdy nie miałem za jakiegoś goata, wkurwiało mnie zawsze jego egzaltowane, przedramatyzowane flow i emo-narcyzm, ale jednak kilka czy kilkanaście kawałków lubiłem na tyle, a jego samego miałem za na tyle utalentowanego, że zawsze coś tam miałem siłę i ochotę sprawdzić.
Więc tu sprawdziłem ten chemiczny balans no i to jest kurwa najgorsze co mogło być i na co można było trafić, czyli że "Kuba" zgubił chemiczny balans i go szuka i mu smutno i kurwa cały stadion zapełniony pierdyliard razy będzie słuchał o jego smutku i depresji, a OKI będzie skakał z sufitu na gumce jak jojo.
WYDARZENIE!! Pomnik se postaw tej depresji. Stanowski robi live na żywo, Andrzej Dragan uprawia fizykę kwantową w teledysku i zderza hadrony, byle dotrzymać kroku geniuszowi smutnego quebo, który coś tam pierdoli że mu smutno, goli łeb do połowy (ŁOOOO GENIUSZ, JAKI SYMBOL!) i wszystkie te dziennikarskie pedryle na socialach cmokają jakie to WYDARZENIE, tylko gruby z dailygrind nic nie pisze, bo się obraził, że KUBA nie przyszedł na zdjęcie. Że też ten wieszcz, słońce narodu nie doprowadził do pojednania Tuska z Kaczyńskim na podwieszonej platformie, z której sam Quebo na skrzydłach sfrunął na gumce i wziął ich w ramiona i rozbłysła supernova.
Polacy to zawsze mieli ciągoty do takich chujem pompowanych kiczów, jak nie Wiśniewski, to Rubik klaszcze, Quebo się spuszcza na gumce, a wystarczy trochę z dystansu na to spojrzeć, żeby widzieć, że to jest zwykły cyrk na kółkach, dorabianie piździe uszu jak świecąca w nocy okładka płyty, tylko za kilka zer więcej. I nawet się nie dziwię, że niejeden to łyknie i uwierzy przez chwilę, że ma do czynienia z geniuszem, z Michałem Aniołem z Ciechanowa, ale jeszcze raz - trochę dystansu polecam, bo to tylko narcystyczny wysryw chłopaczka, co to się niby kryguje, opowiada okrągłe słówka po wywiadach, a tak naprawdę karmi się atencją tych polaczkowych, późnych wnuków po Wiśniewskim, Rubiku i Mandarynie.
To ja już wolę te stadiony zapełniane przez Bambi i Leosie i ich bezpretensjonalne pierdolenie, że pije bacardi ze szklanki i kopci się blancik.
