1.G-Unit
2. Poppin' Them Thangs
3. My Buddy
4. I'm So Hood
5. Stunt 101
6. Wanna Get to Know You
7. Groupie Love
8. Betta Ask Somebody
9. Footprints
10. Eye For Eye
11. Smile
12. Baby U Got
13. Salute U
14. Beg For Mercy
15. G'd Up
16. Lay You Down
17. Gangsta Shit
18. I Smell Pussy
Spoiler
Największą robotę na tym albumie robi Young Buck który był wtedy w życiowej formie moim zdaniem i Fifty, Lloyd Banks nie dorównywał im jako mc. Tony Yayo na szczęście wtedy siedział Bity od czołówki producenckiej, pojawia się nawet dwa razy Doktor Dre! Świetny mainstreamowy krążek i kolejna udana pozycja z obozu G-Unit który w tamtym czasie był w gazie. "Poppin' Them Thangs" rozpierdala do dziś, a jest tu więcej takich kawałków. W ogóle mocarne są single stąd. Część tracków jest bardziej lajtowa, ale wciąż brzmi dobrze (patrz choćby "Smile"). Jak ktoś szukałby czegoś tak na poziomie debiutu 50 Centa czy Lloyd Banksa to ta pozycja jest równie dobra.
Świetny krążek, nadal wracam. Poppin' Them Thangs to ultrabanger. Do tego lżejsze tracki jak Wanna Get To Know You, Groupie Love i Smile bardzo dobre. A Young Bucka szanuję od zawsze, mega głos i flow. Buck The World i Straight Outta Cashvile też dobre.
mysle ze to kwestia ich wiecznych klotni miedzy soba i tego ze juelz jest koneserem popularnego krakulca, no i cam juz na stare lata nie daje rady na majku niestety
jak mieli byc lepsi od loxow ktorzy maja sztame ze soba od 20 lat
porządny materiał, ma kilka hitów, jednak największy bujaka od nich, czyli Rider pt. 2, jest na drugim, o wieeele gorszym albumie. Jakby był na tej płycie to faktycznie miałaby dla mnie status nie do podważenia
Wanna Get to Know You to mój faworyt. Nie jarałem się nigdy nimi, ale ten kawałek to na całą pizdę na chacie
Madlib użył tego sampla w remixie O-solo - Monsta, też dobre.