mocny kawałek. jakoś nie do końca pasuje mi głos, muzycznie zupełnie nie moja bajka ale chce sprawdzić płytę (a to się często nie zdarza)
jabym miał zgadywać to powiedziałbym, że Hans przeszedł droge jak milion raperów - na fali sukcesu popłynął z używkami i wpadł w wir który ściągnął go na dno (sory, musiałem). wyszedł z tego, ogarnął się i nagrał płytę - tylko póki co o tym nie gada tak wprost, no i super bo ileż można. mam nadzieję że to nie będzie kolejna płytka wychodzeniu z gowna, tylko po prostu owoce tego
Mimo, że lubię takie bardziej truskulowe klimaty, to nie do końca podoba mi się jak Hans leci, ale to spada na drugi plan. Tekst jest mocny, historia jest opowiedziana świetnie, to tutaj gra największą rolę.
It's got a hold on me the streets won't let me go I'm in love
Ezio_Wroclaw pisze: ↑05 wrz 2019, 10:10
Jeszcze mi kot o 4.40 wskoczył na mordę, jedyne pussy co tam ostatnio siada.
Hans klasa od wielu lat, jeden z lepszych ze starej gwardii. Sprawdzam od lat i wchłaniam wszystko od niego jak leci, tutaj również zapowiada się kozacko. Czekanko na całość
pamiętam, jak kiedyś byłem zajarany P-Ń VI, ale po tej płycie jakoś rozminęliśmy się muzycznie z hansem. nawet nie chodzi o to, że przestał nawijać o jebaniu policji i ruchaniu dupeczek, ale to wszystko było jakieś takie miałkie i bez wyrazu, a jak jeszcze obok stał deep, to tylko dopełniał obrazu. teraz czuję się, jakbym spotkał starego ziomka sprzed lat, z tą samą energią, ale dojrzalszego i z poukładanym życiem. na całości może nie zatrzymam się na dłużej, ale na pewno sprawdzę. swoją drogą, okładka zasługuje na bowdown
Wyszło, jakby co i szkoda, że znowu Hans przechodzi zupełnie niezauważony. Z drugiej strony rozumiem, bo płyta na max. 6/10, momenty dobre przeplatane jakimiś sucharkami, no ale mimo wszystko słucha się go całkiem nieźle.
ja właśnie dopiero dziś przesłuchałem tę płytę i jest dokładnie tak, jak przewidywałem. jak pisałem wyżej, nie oczekiwałem drugiego P-Ń VI, ale liczyłem po prostu na dobry album od typa, któremu chce się to robić i miałem cichą nadzieję, że będzie to trochę bardziej hip-hopowe od ostatnich poczynań hansa. no i w sumie to właśnie dostałem, hans dojrzał, powrócił do świata żywych i nagrał całkiem spoko album. wróciło mu nawet troszkę tego sznytu sprzed lat (choć momentami nawija jak abradab), bity i brzmienie na plus, teksty nie silą się na pompę czy pouczanie, kawałki są zróżnicowane, ale spójne. muszę przesłuchać jeszcze parę razy, żeby wskazać mocne i słabe punkty, ale generalnie mogę powiedzieć: jest spoko, bez szału, ale też szału się nie spodziewałem
zawiodłem się tylko na numerze z peją, bo takie urywanie kawałka co chwila jest strasznie męczące. myślałem, że to tylko na potrzeby teledysku tak zrobili. no i skity do wyjebania, ale tak jest z prawie każdą polską płytą
przesłuchałem dopiero co, no i przyzwoita płytka, tylko taka jakby za długo, chętnie bym wywalił tak z 1/3 materiału, bo mocno nierówny album, w sumie szkoda, że chyba nie było nikogo, kto by do tego materiału podszedł z ciężką ręką
szanuję ten kawałek z r i sepleniem, bo tak nawinąć to niełatwa sprawa, a patent nieźle wykminiony - ale to brzmi fatalnie, tego typu problemów jest zresztą na tej płycie więcej - choćby ten kawałek oparty na makaronizmach
po świetnym początku - do pierwszego skitu - myślałem, że będzie bardzo dobre wydawnictwo, niestety później robi się bardzo słabo, później co prawdo znowu idzie w górę, ale pojawiają się suchary i przestrzelone pomysły
poza początkiem jakąś wartość dodaną na tej płycie prezentuje Kastet (zwłaszcza bit), otwierający kolejną sekwencję numerów w miarę niezłych, ale nie na długo zresztą - środek i sama końcówka (może poza ostatnim numerem) tej płyty są zdecydowanie najsłabsze
z spraw czysto muzycznych - imo za dużo gitar