Przesłuchałem se i powiem tak:
Od kiedy na yt był tylko amatorski teledysk do
Belly z mniej niż 100 wyświetleniami (hipstersko), też mało odtwarzane
Japan oraz
Song about being sad z strano sessions - kocham go kurwa i jestem sajko. Poznałem go jak Kevin Abstract, pewnej nocy, udostępnił na soundcloudzie to ostatnie. Zmęczony nauką na jakiś egzamin pomyślałem sobie 'a odtworzę, co mi tam'. Około pół godziny później odsłuchiwałem już drugi raz '
Bcos U Will Never B Free' i rozkminiałem, że gdybym przesłuchał ten album mając 15-19 lat to pewnie zostało by jednym z moich życiowych klasyków.
Czy na '
PONY' zostało coś z tego dorastającego, lo-fi alternatywnego, pełnego ciekawych pomysłów (choć nie bez potknięć), chłopaka? I tak i nie. Brzmieniowo jest o wiele bogaciej. Po '
Apricot Princess' myślałem że w tej materii już mnie nie zaskoczy, ale gdzie tam - słuchając
Always i
Laser Lights co chwila mi się japa cieszyła jak tam ładnie te instrumenty (jazzowe, ale miękkie wstawki

) i chórki wzbogacają całość. Słychać więc, że bedroom RnB już dawno za nim - ale wciąż w niektórych momentach daje poczuć ten klimat -
Stressed Out, końcówka
Pluto Projector na przykład (ktoś wie czy przyznawał się otwarcie do inspiracji Frankiem Oceanem?).
Tematycznie się jeszcze nie wsłuchiwałem porządniej, ale na ten moment bez zaskoczeń - love themed pop album. Pewne uczucie intymności czy szczerości za to, już mi niestety przepadło. Czy odpowiada za to odczucie dużego zaplecza wytwórni, stępiony pazur, czy po prostu głupiutkie czasami podejście, które już mniej przystoi dorosłej osobie - nie jestem w stanie określić.
Ogólnie po odsłuchu - pierwsza część albumu mnie wręcz porwała, ale im dalej tym bardziej czułem się znużony (a długi to album to nie jest). Ostatni numer dał pewien przyjemny powiew, żeby przypomnieć, że na początku się podobało. Nie chce się jednak wracać żeby sobie o tym przypomnieć.
10/10, always, laser lights, pluto projector, it's not the same anymore moje faworyty.
Wydaje mi się że
Never Had Balls mogłoby być jednym z moich ulubionych utworów gdyby nie to jak brzmi - teraz jest jednym z mniej ulubionych.
Takie 6/10 bym dał. Świetnie się zapowiadało, skończyło się średnio z przebłyskami.