Biorąc pod uwagę dorobek do 2010 zdecydowanie Rychu Peja, ale to jak potem się skasztanił , zatrzymał w czasie i zaczął nawijać tak samo o tym samym to za całokształt kariery zdecydowanie Gural który do dzisiaj potrafi słuchalne numery wypuszczać
Rycha nie słuchałem wcale poza jakimiś wyjątkami, natomiast Gurala mam jakieś płyty nawet, więc wybór oczywisty. Aczkolwiek doceniam i szanuję Ryszarda za wkład i osiągnięcia, natomiast wolę Piotra Górnego jako rapera.
Pomimo dzisiejszego odpierdalania, Rychu Peja to pierdolona legenda polskiego hiphopu, która ma na koncie kilka klasyków. One do dzisiaj brzmią dobrze. Regularnie puszczam sobie coś z Na legalu i nadal rozpierdala.
A tego gurala to nie potrafiłem nigdy załapać/zrozumieć/zajarać się. Parę lat temu w ramach bycia otwartą głową postanowiłem obczaić któryś z albumów i nic nie czuję. Wleciało jednym uchem, a drugim wyleciało.
aleksy pisze: ↑01 kwie 2026, 16:37
A tego gurala to nie potrafiłem nigdy załapać/zrozumieć/zajarać się. Parę lat temu w ramach bycia otwartą głową postanowiłem obczaić któryś z albumów i nic nie czuję. Wleciało jednym uchem, a drugim wyleciało.
to ma pływać, to ma głowa kiwać, bez zbytniego wsłuchiwania się w tekst
Murzynski rap po polsku lepiej robił tylko Borygo na Rap Daje Mi Siłę
Nie lubię obu, ale obiektywnie Gural wpierdala dupą Ryśka, jeśli chodzi o zabawę muzyką, zabawę flow, techniką etc. Rysiu wiecznie raper klejzwrota, nawija na jedno kopyto i wypluwa te słowa jak karabin. Głos na El Lewako
Kurde ciężki wybór, bo z jednej strony Na Legalu? klasyk jak chuj, z takimi kawałkami jak Kolejny stracony dzień, jest jedna rzecz, głucha noc, randori, mój rap moja rzeczywistość potem takie szlagiery jak Co cię boli, Szacunek ludzi ulicy, SLU 3 litery - no wszystko na pamięć polecę, ale jakoś potem żadna jego płyta do mnie nie trafiała a i sama postać Rycha patusa nieco odrzucała, no ale to pierdolona legenda tej sceny i jest szacunek.
Z drugiej strony DGE - pierwszy polski murzyn, otwórz drzwi dla hydraulika, gdzie jest hajs tu dzixxx? Potężne bengiery, zajebiste połączenie z Matheo, chociaż Rychu z Decksem też się uzupełniał, przepotężne flow, Giovanni Dziadzia w wersji z samochodu topka do dzisiaj Sam DGE nawet nie wkurwiał tą swoją murzyńskością i grubą przewózką, naturalnie mu to wychodziło, na pewno jest to mniej kontrowersyjna postać niż sam Rychu, a i więcej albumów Gurala przesłuchałem od początku do końca, Drewnianej Małpy Rock, El Polako i Totem Leśnych Ludzi wychodziły w momencie kiedy Rychu zaczął mnie do siebie zrażać a te 3 albumy uważam za świetnie wydawnictwa.
Kto jest większą legendą dla sceny? Rychu
Jakby mi ktoś kazał puścić wszystkie kawałki jednego i drugiego i słuchać za karę? Wybrałbym Gurala
Na kogo oddam głos? DGE
Gural to chyba najlepszy raper ery przed 2010 roku, ale Peja to największy pomnik rapowy w tym kraju. Z kimkolwiek innym dalbym głos na DGE, ale nie tutaj
Najlepsza płyta z dyskografii obu: Na legalu. Też przez sentyment, ale to jebany klasyk, którego mogą pozazdrościć Rysiowi dużo lepsi od niego raperzy. Emocje, hymny podwórka, szczerość, a do tego banger za bangerem i najlepsza forma Rysia w jego karierze.
Gural to z kolei najlepsze flow w Polsce, najmocniejszy głos, którego używał z przepony od zawsze, przez co nie kwiczy teraz cienko na stare lat jak Graniecny. Mistrz bragga, rymów z sensem i bez sensu. Lewak, niedoceniany za treść, której ignoranccy słuchacze nie chcą wyłapać. Prawdą jest jednak przy tym, że za często rym go niesie galopem w tej treści jak dziki mustang, którego nie umie okiełznać.
Ciężko mi w twórczości Gurala znaleźć takie hymny podwórek czy nie podwórek, jakie na swoim koncie ma Ryszard Pejcz Andrzejewski. Ryszard często swoją prostotą, emocjonalnością trafiał do serc zwykłych Polaków, jak Adam Małysz. Z Guralem, Giovannim don Dziadzią, terrorystą rymu, leśnym samurajem, zwykłemu Polakowi ciężej się utożsamić.
W sumie ciężkie się wylosowało, ale jedna genialna płyta Pei nie sprawi, że zapomnę jaki on jest mierny od dekady, i że rapersko Guralowi właściwie do pięt nie dorasta.