Moja propozycja to Molesta - Skandal
Nigdy nie zapomnę, kiedy jako gimnazjalista sprawdziłem tę płytę. Tyle się nasłuchałem, co to za rozpierdol. Każdy raper, który o niej mówił, chwalił ją w niebogłosy. Moi ulubieni hiphopowcy oddawali jej hołd na kawałkach w formie followupów. Więc spodziewałem się zajebistości, a przynajmniej czegoś... trochę dobrego. A kiedy odpaliłem, tracki były tak beznadziejne, że myślałem, że ktoś na torrentach mnie w chuja zrobił i źle podpisał albumy. Dosłownie nie mogłem uwierzyć, że to jest to. Ale sprawdziłem teksty w internecie, kawałki na YT i wyszło, że tak, to jest to.
Ale jak to aleksy, przecież wyżej napisałeś, że trzeba "brać pod uwagę czasy, w jakich dana płyta wychodziła"? Biorę i to nic nie pomaga. Skandal to 1998 rok. W 1996 wyszedł pierwszy Kaliber, którego nigdy nie byłem fanem, ale trzeba przyznać, że coś wspólnego z rapowaniem to już miało. Rychu rok przed Skandalem wydał Zwykłą Codzienność. Było to dukanie, ale z nadzieją. Czuć było, że ten chłopak wie mniej więcej jak to nawijanie powinno wyglądać. Liroy swój Alboom wypuścił w 1995, a jego flow a Moleściaków to jest kurwa niebo a ziemia. Kazik też nagrywał dużo lepsze rapowe piosenki w pierwszej połowie tamtej dekady. A zauważcie, że skupiam się wyłącznie na rzeczach, które wyszły wcześniej. Nie było żadnego powodu, żeby tę chujozę traktować jako coś dobrego a tym bardziej wybitnego czy klasycznego.
Myślę, że gdyby w 1998 roku wylosować kilku obojętnie jakich typów z Polski, zamknąć ich w studiu i kazać rapować, to wypuściliby coś mniej więcej na takim poziomie albo nawet trochę lepsze. Nie mówię, że to jest najgorsza płyta w historii polskiego hiphopu. Mówię, że jest najgorsza egzekwo, bo nie da się nagrać nic słabszego i w życiu nic chujowszego nie słyszałem. I mam tutaj na myśli wszystko: płyty ślizgerów, mój gimnazjalny album z kolegami, Pikeja, nowego Pezeta, no cokolwiek. Nagranie czegoś gorszego wydaje się być po prostu niemożliwe.
Dlaczego ta płyta osiągnęła taki sukces? Myślę, że odpowiedzią jest uprzywilejowanie członków składu. Spokojnie można ich nazwać hiphopowymi bananowcami. Dałbym sobie chuja uciąć, że gdyby taki album wypuściła grupa wieśniaków, to nie tylko nikt by tego nie słuchał, ale zostaliby lokalnym pośmiewiskiem, a dupy wytykałyby ich palcami. Przyczyny sukcesu upatruję w mieszkaniu w Warszawce i kręceniu się w odpowiednim towarzystwie.
Ale i tak Warszawka narobiła sobie jebanego przypału. Trzeba było chwilę poczekać i był Tede, Grammatik, Sokół, Pezet. Było wiele rzeczy, które można było w jakiś sposób bronić. Ale to?
Spoiler












