Thierry Genadie - Nadal ciary (2025)

Kategoria poświęcona albumom.

Moderatorzy: Jose, oldschool

Awatar użytkownika
Jose
Brak Kultury
Posty: 9234
Rejestracja: 17 kwie 2019, 6:49

Thierry Genadie - Nadal ciary (2025)

Post autor: Jose »



Naks, Amster i Skibaz rapują.
Stare chłopy rapują o życiu, przejściach, wyjściu na prostą i różnych takich.

Zakładam po koleżeńsku, a sugarhill_notausgang obiecał, że napisze recenzję
2rzyn pisze: 20 sty 2024, 9:32 Dlaczego Tede Królem Jest
Awatar użytkownika
sugarhill_notausgang
Posty: 5491
Rejestracja: 17 kwie 2019, 8:35

Re: Thierry Genadie - Nadal ciary (2025)

Post autor: sugarhill_notausgang »

Lubię rapowanie dorosłych ludzi. Lubię rapowanie o czymś konkretnym. Lubię, jeśli raper myśli, o czym pisze i jak - czy końcówki wersów fajnie brzmią, czy rymy się mnożą - generalnie lubię, kiedy raper myśli, co robi i robi co wymyślił - dodatkowe punkty, jeśli jest przy tym szczery i autorefleksyjny, a to wcale nie jest takie proste. Takich sytuacji mamy deficyt na scenie, raczej coś tam się wyduka, jakoś to realizator poklei i Def Jam Poland albo inna oficyna to wyda. Lubię sobie rozkminiać, skąd są cuty, gdzie słyszałem sampel. Lubię zrobić "LOL, co kurwa on tu wymyślił!? XD" i cofnąć track o dwa wersy. Dlatego lubię tę płytę.

Nagrało ją sobie - i w dużej mierze dla siebie - trzech przyjaciół: trzy osobowości raperskie, w tym jeden basista i dwóch producentów pod wspólnym szyldem. To miła odmiana w erze indywidualizmu w muzyce. Zespołów coraz mniej, solistów coraz więcej - wiadomo: im mniej mord do podziału tortu, tym lepiej. Na szczęście w podziemiu nie ma za bardzo czego dzielić, więc tu dalej tkwi duch kolektywnej współpracy.

W ogóle duch hip-hopu, rywalizacja. Każdy chce zjeść track, pokazać się w swojej zwrotce jak najlepiej - z olbrzymią korzyścią dla słuchacza: dzięki temu przez cały album coś się dzieje, a jego uwaga zostaje utrzymana. Pomaga w tym na pewno, że każdy track to jakiś koncept. Patrz zdanie o myśleniu, co się robi. A jednocześnie nadal czuć, że to gra zespołowa i każdy gra do tej samej bramki, a golem jest spójność albumu.

Całość produkuje Skibaz, który zapewne już sporo bitów w życiu zrobił, bo jego sample są zawsze przycięte umiejętnie, a perkusje ułożone tradycyjnie i truskulowo. Mają bujać, ale są przy tym rytmicznie wystarczająco nieoczywiste, żeby zaciekawiać. Jego bity uważam za solidne z przebłyskami zajebistości. Zajebiste są na pewno otwierające album "Darcie i wrzaski" (też wam się kojarzy ten sampel z rozpoczynaniem się odcinka "Ekstradycji"?) i zamykający go, bardzo groove'iasty i "amerykański" bit do "Altany".

W trzech numerach (za mało!) Naks dograł bas, a track 10. współprodukował. W dwóch numerach (za mało! - ale nie czuć tego, bo refreny niosą, o czym zaraz) mamy "skrecze", co prawda nie z płyt tylko z programu na komputerze, to słychać i trochę mi to przeszkadza. Ale okej, ja wiem, że jest 2025, wstrzymuję już te truskulowe konie, dobrze, że rozmowy cutem w ogóle tu są.

Za mocną stronę albumu uważam refreny, zawsze są ciekawe i jakieś, a czasem są nawet zajebiste, np. refren w "Altanie na gabaryty" uważam za taki - w ogóle ten numer to idealny singiel: beat niesie, bas drga, refren ma melodię, która zostaje w głowie, są trzy zajebiste zwrotki. Mój ulubiony numer na płycie, która jest równa i najlepsza do słuchania w całości, ale dla zamykającego ją tracka korzystałem z funkcji "Włącz powtarzanie". Bawi mnie bardzo refren w "Czaszce z daszkiem", trafia w moje poczucie humoru. A ten zabieg z refrenem bez słów w numerze otwierającym album, gdzie między zwrotkami niepodzielnie naszą uwagą rządzi sampel i nikt go nie zagłusza słowami, bo nie jest to potrzebne - pycha!

Pyszne jest również słuchanie "To podstępnie następuje/ a następnie postępuje", "Zamiast robić sto uników weź się komunikuj!" - uwielbiam zbitki słów, które brzmią tak oczywiście, jakby każdy miał na nie wpaść już milion razy, a jednak jakoś nikt nie wpadł. Prym wiedzie tu Skibaz, choć każdy muszkieter ma na tej płycie swoje przebłyski i momenty kradnięcia uwagi, on jest najbardziej kompletnym raperem, pisze szczerze i angażująco, bardzo pilnując przy tym techniki i ciekawego brzmienia swoich zwrotek (patrz "odbytowe" bragga w "Darciu i Wrzaskach" albo jak pierdoli gramatykę w zbitce "żelastwo/miasto/białko/ciastko/warto/siła wzrasto!" i nie tylko tu).

Naks ma swoje oryginalne w skali krajowej flow, wysoki głos, styl i poczucie humoru - lubi pisać jak najnieoczywiściej, zaskakiwać słuchacza, kiedy ten już myśli, że wie, co zaraz będzie. Poza tym jego mocne strony to łamanie rytmu, zabawa akcentami i intonacją.

Trzeci MC jawi się między nimi jako raper najbardziej zwyczajny, ale solidny, a jego bardzo poważnym atutem jest szczerość w tekstach, czasem słuchacz czuje się, jakby Amster przyszedł do studia na nagrywkę stanąć przed majkiem zamiast do gabinetu na kozetkę - to się szanuje, bo to jest rap. Przy tym nadal nie zaniża poziomu i jest tak samo ważnym wierzchołkiem tego trójkąta równoramiennego.

"Wjebani" i "Sub stancje" to mądre i najmocniejsze pod względem emocjonalnym tracki, nie wiadomo, który mocniejszy (no dobra, jednak "Sub stancje") i każdego zaznajomionego z używkami, czyli eeee... każdego, powinny poruszyć. Szczere wersy z życia, trochę spowiedź, a trochę rachunek sumienia, to tygryski słuchające rapu lubią najbardziej. Znalazłem siebie w paru wersach, nie powiem, w których, ale powiem, że trochę zabolało uczucie, że ktoś pokazał palcem i trafił w sedno, jakby wi(e)dział. Taa, oba numery to konkretny real talk (mówienie o rzeczywistości) - sprawdź, czy mówią też o tobie, a jeśli nie, to jesteś, byku, synem koleżanki swojej starej - szacun.

I dobrze brzmi ten album. Co ma cykać, to cyka, co ma brzęczeć, brzęczy, bas ma mruczeć i mruczy jak kocur na piecu, stopa klepie jak klepedron, kanały żyją własnym życiem - człowiek przypomina sobie, dlaczego stereo jest super i jakie niesie możliwości. Duuużo pracy tu jest włożone przez zespół w barwy wokali, przestawiane akcenty, różnorodnie porozkminiane na najdziksze patenty dopowiedzi, melodie głosów, pogłosów... - i fajnie, że ktoś to wszystko wziął, profesjonalnie posklejał i podciągnął co trzeba gdzie trzeba (dla Lagiego elooo, to każdy dobrze wieee).

Ciekawostka: debiut tego zespołu to EP "Ciary żenady". Szanuję jak pojebany followup w tytule do tytułu poprzedniej płyty, o której nikt nie wie, że w ogóle była XD To mi się podoba, o to chodzi!

No, więc weź pierdolnij sobie lepiej to półgodzinne i ciekawe płyciwo koleżków, których mijasz na co dzień, idąc ulicą WWA, zamiast włączać kolejne generyczne gówno ze szczytu mainstrimu. Jeśli lubisz hip-hop oczywiście, bo tu jest więcej hip-hopu, niż w jakimś z dupy albumie ze zdjęciami pata za 250 zeta, czy kolejnym takim samym singlu milionerów z 2020.
ODPOWIEDZ