Jeszcze dodam, że Meza scena znienawidziła nie za to, że on robił disco polo, bo ani on pierwszy, ani ostatni. Tylko że robił miałki rap, miał współprace z Pejami tego świata, po czym poszedł bez żenady na całego w to disco polo, ale dalej miał czelność to promować jako hip hop, co najbardziej ubodło polskich raperów, zwłaszcza takich jak Pezet. Bo np. taki Tede, to bardziej obśmiewał, ale Pezet nie mógł tego w chuj przeboleć, bo on zawsze chciał być bogaty, ale zawsze miał moralne rozterki być czy mieć, nagrywał te swoje rozterki w kawałkach typu ten na płycie Praktika i biadolił. Zresztą on jest dobrym symbolem tego całego poszkodowania na hip hopolow, bo jak on nagrywał smutną jak pizda chujową płytę z biadoleniem, że może w końcu się wyprowadzi od rodziców i obiecywał Małolatowi, że "może za rok już będą mieszkać razem", to Mezo mu wesoło siadał w srebrnych getrach dupą na głowie i swoim zadowolonym, nieskażonym żadną moralną rozterką, wyrazem twarzy, mówił "Co Pezio, seniority, srity i dalej nic? A tu pyk, Mezio nowa furka, nowa żonka, nowa willa, aniele tak wiele, skurwysynu!".
I dopiero musiały minąć 2 dekady, żeby w międzyczasie Pezet zrozumiał, że nie tędy droga i pozbył się wszelkich rozterek, ale jakby nie było, nigdy nie zaczął robić wieśniackiego disco polo, mimo że przeleciał chyba przez każdy gatunek, który był w modzie przez ostatnie 20 lat. I po tych 20 latach to on zatriumfował, to on reklamuje telefonie komórkową i wegańską wodę witaminową, a nie Mezo.
Tak czy inaczej myślałem, że piszę w temacie o kompromitacjach i dlatego wypunktowałem kompromitacje Meza w tym poście wczoraj, bo tutaj panuje moda na trochę takie pod prąd, wielkopańskie zbywanie milczeniem faktu, że on dalej jest level wyżej niż polski rap jeśli o kompromitacje idzie. No chyba, że takie podejście, że po Mezo i tak nie ma się czego spodziewać, więc nie ma co go wymieniać, bo co innego jak jakby się Biedroń pocałował z facetem, a co innego jak Czarnek.
SWN pisze: ↑13 lut 2024, 8:13
Dodano po 5 minutach :
gods bidness pisze: ↑13 lut 2024, 4:18
I jeździł z tym repertuarem po programach dla starych Grażyn, którym mówili, że to jest właśnie hip hop.
No i wmówił i wszystkie Grażyny i Justyny wiedziały w 2004, że hip-hop to ten taki mały Mezo, i to jest właśnie kolejne potwierdzenie tego o czym pisałem. Bo wmówił im to, ludzie go znali i skojarzyli z rapem, a Eldo nadąsany
składał palce w takie coś, bo on jest z Detroit.
No i właśnie w tym problem i clou, że im wmówił. I za to był do niego największy ból dupy, wspomniany Pezet czy Eldo nie mieli takiej platformy dla Grażyn, a bardzo ich bolało, że hip hop w szerokim odbiorze kojarzony jest z banalną, łatwą, lekką i przyjemną, biesiadową muzyką z nieskażonym głębszą myślą tekstem o dupie Maryni.