Dobbrah kameradzi, to tera wjeżdżam jeszcze ja:
czy kojarzy ktoś film The Block Island Sound i zna coś w podobnym klimacie?
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 22 lis 2025, 13:06
autor: wtt
Luxair pisze: ↑22 lis 2025, 11:14Sanctuary fajny, ale to taka wariacja na temat Wenus w futrze, oryginał lepszy
nie znałem. będzie oglądane jak polecasz
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 22 lis 2025, 16:18
autor: SiNi
@chuj Dzięki za sprecyzowanie no to:
Lancelot (1974) or Zaklęta w sokoła (1985)
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 23 lis 2025, 0:20
autor: Bakan
wtt pisze: ↑22 lis 2025, 8:32
@Bakan propozycje od uż Luxair i Strange Darling od uż SiNi warte polecenia. resztę można sobie darować. ja Possessor polecam
O kurwa, to Strange Darling sztos. 8/10 tak lekko, jak nie 9/10. Wchodzą z buta, potem zwijają wszystkie tropy w kulkę i do kubła. Nie pamiętam, kiedy tak dobry thriller widziałem, chyba Wind River z 2017. O panie.
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 23 lis 2025, 0:21
autor: 2rzyn
No strange darling zajebiste
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 23 lis 2025, 0:31
autor: Bakan
Zakończenie
Spoiler
Ej, ona w sobie zobaczyła diabła i chciała się zajebać, czy wyciągnęła broń by zostać zajebaną?
Imo to drugie
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 23 lis 2025, 0:38
autor: 2rzyn
I jedno i drugie
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 23 lis 2025, 0:43
autor: Bakan
Spoiler
Chodziło mi bardziej, czy miał być samobój, czy sprowokowanie tej kobiety, by ona dopełniła dzieła. Imo drugie.
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 23 lis 2025, 0:52
autor: 2rzyn
Ciach, spoiler. Spoiler
Chyba samoboj ale niefortunnie wyciagajac spluwe skierowala ja w strone tej baby. Potem po jej twarzy widac ulge, ze w sumie dobrze sie stalo ze ja zajebala bo kto wie czy sama dalaby rade. Poza tym baba kierowca uwolnila ja od tej katorgi a nie sam diabel w blondynie ktory wczesniej sprowokowal pokurwienie
I ostrzeżenie za jego brak.
Pozdrawiam
gogi
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 23 lis 2025, 7:41
autor: Bakan
Wrzuć w spoiler
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 14 gru 2025, 11:40
autor: scam_sakawa
Poproszę jakąś komedię pod buszka, w której absolutnie nie ma miejsca na cień poważniejszej refleksji, czysta śmiechawa od początku do końca dla niewymagającego obserwatora.
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 14 gru 2025, 11:41
autor: Burak
Seria Straszny Film
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 14 gru 2025, 13:39
autor: Luxair
@scam_sakawa Superbad, 21/22 Jump Street, Game Night, Shaolin Soccer
Coś stonerskiego: How High, Half Baked
Coś od Lonely Island: Hot Rod, Popstar Never Stop Never Stopping
No i oczywiście klasyki: Top Secret, Naked Gun, Airplane
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 14 gru 2025, 13:48
autor: TdW
Boski Chillout oczywiście
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 14 gru 2025, 13:57
autor: Malloy
Nie zadzieraj z fryzjerem
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 14 gru 2025, 14:17
autor: Parlae
Jak chcesz coś głupiego to RRRrrrr!!! albo Poznaj moich Spartan
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 14 gru 2025, 14:25
autor: Malloy
albo wściekle szybcy, parodia fast and furious, głupie to jak skurwysyn ale może siąść do buszków, nawet na jutubku jest Spoiler
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 14 gru 2025, 16:36
autor: Klaic
scam_sakawa pisze: ↑14 gru 2025, 11:40
Poproszę jakąś komedię pod buszka, w której absolutnie nie ma miejsca na cień poważniejszej refleksji, czysta śmiechawa od początku do końca dla niewymagającego obserwatora.
Jak nie widziałeś to zobacz Clerks 1 i Tam wędrują bizony.
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 14 gru 2025, 17:23
autor: TdW
Te Bizony to i ja sprawdzę, nie słyszałem o tym wcześniej dzięki
Re: poleć mi coś z gatunku...
: 15 gru 2025, 4:37
autor: Klaic
Polecam, o wiele lepsze od produkcji z JD.
PS. Ktoś wrzucił "Zabicie ciotki" Królikowskiego na YT. Oglądajcie!!
Spoiler
Grzegorz Królikiewicz zajmuje w galerii szaleńców polskiego kina miejsce wyjątkowe. Kolejną taką można by utworzyć z samych bohaterów jego filmografii: od debiutanckiej kroniki z życia zabójczego małżeństwa Maliszów, przez drapiący etyczne podniebienia reportaż o zdegenerowanym Pekosińskim, aż po niepokojącą opowieść o mieszkańcach kamienicy z Pudzianem w obsadzie. Trudno wyobrazić sobie lepszego kandydata na translatora na język kina twórczości Andrzeja Bursy. Współcześniejszej od współczesnych, wiecznie kroczącej pod prąd mieszczańskiej wygodzie moralnego osądu, skupiającej swoją soczewkę na marginesie społecznego kajetu, wkładającej przysłowiowy kij w szprychy. „Martwa perspektywa młodości” – jak pisał o niej Maciej Chrzanowski, choć te trzy słowa moglibyśmy ułożyć w każdej innej kolejności, a i tak by pasowało. Szczególnie kiedy mowa o Zabiciu ciotki – jedynej w jego krótkiej karierze powieści, równie niedługiej co działalność pisarza. Niczym twórczość Królikiewicza – za dnia wybitnego analityka, w nocy zaś szkaradnego portrecisty. Złożona z zaledwie dziewięciu pełnych metraży, ale jakże treściwa!
Zblazowany Jurek wpasowuje się jak ulał w narracyjne tendencje reżysera. Spowiada się pod nosem z grzechu śmiertelnego, zatapiając wszystkie sensy w przeznaczeniu straconego wykolejeńca. Włóczy się w łódzkim anturażu z kąta w kąt, co obserwuje lubująca się w brudnawych kadrach i musztardowych ścianach kamera Krzysztofa Ptaka. O spoilerach nie dyskutujemy – tytuł w końcu bez kozery najważniejszy punkt fabularnej konstrukcji eksponuje z dumą. Jest wina, za karę seans. Podobnie jak przyglądanie się losom bohaterów Franciszka Trzeciaka, przysłuchiwanie się wyznaniom Jurka hipnotyzuje sensomotorykę synestetyczną frenezją. „Mój surrealizm w »Zabiciu ciotki« był perwersyjny” – mówił Królikiewicz Tadeuszowi Sobolewskiemu w odpowiedzi na liczne wpisy takich stylistycznych korzeni w krytyczne indeksy filmu. Autorzy opowiadający o swoich dziełach zwykli mnie rozczarowywać. Otóż nie tym razem. Królikiewicz podchodzi do analizy własnej twórczości tak samo jak do każdej innej, z pełną świadomością własnych skrajnych popędów artystycznych i ideologicznych. Skoro naukowiec, to definicje zna nader dobrze i mocno ich pilnuje w autoeksplikacji. Wie, że jego dzieło nie jest zwyczajnym włożeniem kija w szprychy, ale jazdą z tym drągiem po linie. Podobno ciągoty do testowania ludzkich granic pojawiły się w nim, jeszcze zanim dotknął kamery. I tak pozostało do końca.
Dziękować za powstanie filmowego Zabicia ciotki można poza Królikiewiczem innemu wielkiemu polskiego kina – Wojciechowi Jerzemu Hasowi, który po perturbacjach związanych z Aneksem, dotychczasowym zespołem twórcy Tańczącego jastrzębia (niedawno uznałam go najlepszym polskim filmem wszech czasów), przyjął go do swojego Ronda. Aż kusi żart z formuły dzieła-malucha jeżdżącego wkoło i jego bohaterów, którzy bardziej niż kierowców przypominają pasażerów w mitycznym aucie na autopilota. Bohaterowie Królikiewicza nie są w końcu Leopoldem i Loebem ani nawet Rodionem. Ich bodźce do popełnienia zbrodni są znacznie bardziej perwersyjne w swojej prozaiczności, jak gdyby kainowa zmaza była tylko kolejnym z elementów poetyki ludzkiej (a może łódzkiej?) codzienności.
Zabicie ciotki jest jak wieczór na jazzowym dancingu w klubie, w którym nikt nigdy nie przeprał tej klimatycznej czerwonej tapicerki. Zespół w transie już trzecią godzinę odlatuje w jakieś frytowe rejony, chociaż goście chcą tańczyć do swinga. Zza paznokci, czasem nawet maźniętych rubinową czerwienią, wystaje brud. W jednym kącie ktoś puszcza pawia, a w drugim rozprawia się o francuskiej filozofii albo losowym marksiście. Nikt nikomu nie tłumaczy, by spróbować żyć inaczej. Nawet ksiądz umywa ręce, a z piątego przykazania robi się spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, jak to mówił komisarz Ryba. Audialna oprawa Janusza Hajduna, mistrza narkotycznych zawrotek muzycznych przywodzi na myśl Davisowskiego All Bluesa, ale jakby oprószonego dawką fentanylowego śnięcia, więc takie obrazy w mojej głowie nie powinny Was dziwić, tylko zaprowadzić wprost przed ekran z odpalonym Zabiciem ciotki.