Patrząc po singlach, to jak zwykle dowiezione na wysokim poziomie, bity dużo ciekawsze, niż na poprzednich płytach i jak dla mnie jest jakiś urok w tej bardzo prostej i szorstkiej nawijce na tle całkiem ciekawych eksperymentów muzyczno-formalnych, Maryjka to sztos podsumowanie dwóch poprzednich krążków, chociaż nie wiem, czy to jest płyta o reapeat-factorze poprzedniej.
Ciekawi mnie jednak, że w całym tym spuszczanku uchodzi mu na sucho, że momentami tekstowo są takie placki, że aż brwi się unoszą i trudno to podciągnąć pod ironiczne składanie. No ale przede wszystkim, to napiszę to samo, co w wątku o feacie u Pezeta właśnie - po trzech płytach imo Emas musi mocno zważać na ruchy, bo zaczyna się tu tlić trochę syndrom KPSNa na horyzoncie, czyli zawsze wysoki poziom, tylko szkoda, że za każdym razem to samo o tym samym, bo o ile auto-follow upy u Bonsona wydawały się jakoś błyskotliwe i dowcipne, tak tutaj mam wrażenie, że część wersów już u niego słyszałem i bliżej im do Kikkomana i włosów różowych, xD, a w sumie tematów/motywów na tych płytach można się doliczyć na palcach dwóch rąk xD
- Podmiot liryczny cziluje na uboczu wyścigu szczurów w stolicy, odcinając się od przeszłości
- ona mu wisi na szyi/ściąga bieliznę
- ziomek w sztumie, powinęła się noga
- nostalgia za dzieciństwem a'la Planet ANM, opary szlugów
- ekipa w kominach / szerokie spodnie / fryzura typu pędzel/łyso
- nieskuteczny psycholog
- samochody, korporacje i inne atrybuty jakiegoś krzywego postrzegania życia w Warszawie
- jakieś przypadkowe blanty tu i ówdzie
- dilerka nadal się szerzy na starej ośce, co jest prawdopodobnie powiązane z ekipą w kominach, nieoznakowane radiowozy
- demoralizacja w "nowych blokach"
No i tak się kręci, niemniej nie da się ukryć, że bardzo solidna propozycja
