Re: Legendarny Afrojax - Anarcho Porno Gran Turismo (2019)
: 13 lis 2019, 12:48
czyli autor osiągnął swój cel
Forum muzyczne
https://slizgawka.eu/
Nigdy nie zapomnę jak na Off Festivalu, gdy Afro grał na dużej scenie, ludzie się oburzali, gdy leciały te wizualki gejowskie albo z typem, który jadł własne gówno, albo gdy nawijał "Dzieci Płakały"
Kluczem jest ignorowanie w możliwie skuteczny sposób wizuali. Wiem co mówięsugarhill_notausgang pisze: ↑25 lis 2019, 12:43 OK teraz zastanawiam się tylko, czy iść już pijany, iść trzeźwy i pić w trakcie, czy iść trzeźwy i nie pić, żeby nie zbierało tak bardzo na wymioty![]()
DREWNICKIE LAPIDARIUM
1.
jak część z Was wie, miałem niedawno wątpliwą przyjemność trafić do, mówiąc kolokwialnie, szpitala wariatów.
2.
i tu przede wszystkim chciałbym podziękować Wam za wsparcie - było przesłodkie i fachowe (jeśli ktoś mnie słucha, to wiadomo, jakieś problemy z głową chyba ma HEHE HE HE) i dające nadzieję na całkiem spory pogrzeb
nie odwdzięczę się ładnym formalnie opowiadaniem, gdyż nie mam siły porządkować i kompilować notatek, toteż macie co macie, chuj w laminacie.
3.
co zrobiłem, że trafiłem aż do AZYLU LUNATYKÓW, to mniejsza, nie jestem z tego dumny (choć pozostaję pod wrażeniem własnej pomysłowości) i uważam, że decyzja o wezwaniu fachowej pomocy była bardzo trafna: potrzebowałem dłuższej chwili, by ochłonąć i zobaczyć wycinek świata drastycznie odległy - choć zarazem jakże bliski, dość powiedzieć, że jednym z moich kolegów tam był warszawski muzyk, z którym mam kilku wspólnych znajomych - od bańki, w której na co dzień siedzę. i mimo, że tak naprawdę poślizgałem się po naskórku zdarzeń tylko, wrażeń miałem dość, by je zwerbalizować.
4.
nie zostałem hospitalizowany na swoje życzenie, a dowieziony w asyście policji, trafiłem zatem pod obserwację na oddział kwalifikacyjny. co to znaczy:
- przebywają tam absolutnie wszystkie przypadki na jednej kupie, to znaczy wszystkie rodzaje chorób psychicznych I NEUROLOGICZNYCH (aktualnie dwóch panów z porażeniem mózgowym, kompletnie niesamodzielnych, a na prawie trzydzieścioro pacjentów przypada przez większość dnia trójka pielęgniarek. you do the math)
- rygor jest zaostrzony, co przy tak niewystarczającej obsadzie prowadzi raczej do prewencji niż monitoringu, wiele robi się na wszelki wypadek, więc zaostrzony+
5.
na dobry wieczór powitanie rzekłbym książkowe: jeden z pacjentów leży związany pasami na korytarzu koło mnie i całą noc woła SIKUUU i KUPEEE, na każde jego wołanie inny z pacjentów podchodzi i odpowiada potokiem słów o galaktycznej armii i panujących w niej zasadach, których jakoby nie wolno złamać. bladym świtem dochodzi do tego stara, bardzo zaniedbana babcia i jej monologi polityczne. pojawia się i typ z wiszącym kutasem na wierzchu, ślini się i jęczy. przy śniadaniu kilka osób śpiewa strasznym głosem PANIEEE DOBRY JAK CHLEEEB. nadzieje na wyspanie się zostały nieco zwarzone, za to już wiedziałem, że stereotypy czasem bywają prawdziwe: dom wariatów, pacta sunt servanda kurva.
6.
z kwalifikacyjnego o wyjściu (lub przejściu na oddział ozdrowieńczy) decyduje lekarz, bez niego nie przekroczysz granicy oddziału. analogia z więzieniem nasuwa się nieco, z refleksją, że przy ograniczonej dostępności lekarza (szpitalny standard: jedna rozmowa na kilka dni plus codzienny obchód) staje się on totalnie bogiem, a na rozmowę z nim czeka się w takim stresie, że wszystkie podobne dotychczasowe - o pracę, w telewizji etc. - jakie miałem, to MAŁE MIKI w porównaniu z tą NERWACJĄ.
7.
ale nie ma co tym bogom zazdrościć - kurewsko ciężka musi być praca z tak ciężkimi przypadkami, przy ciągłym nagabywaniu zewsząd o różności, we wszechobecnym SZTYNKSIE stęchłego papierosowego dymu (myślę, że codziennie muszą prać łachy, wszystko tym momentalnie przechodzi). a pielęgniarki i pielęgniarze? boże jedyny, stanowisko w piekle.
8.
wracając do baranów, czyli pacjentów, osoby mające problem z jakimkolwiek wypróżnieniem w obecności poczują się właśnie jak w piekle: nie da się zamknąć pomieszczeń, w którym są sracz, prysznic (ten w damskim prawdziwy, ze słuchawką, ten w męskim - letnia woda szcza bezpośrednio ze ściany) i umywalka. prywatności żadnej nawet i bez zapisanego ścisłego dozoru.
9.
toteż na kwalifikacyjnym można tylko bardziej ochujeć, ale za to jest znacznie ciekawiej. dlatego wiedząc, że i tak już niedługo wychodzę, odmówiłem przeniesienia (poza tym nie chciało mi się znów pakować; nic mi się nie chciało). a może to był rzadki instynkt reportera? :-/
10.
ponieważ człowiek błyskawicznie adaptuje się i czuje się jak menel, zmienia się perspektywa: świąteczne przemówienie prezydenta Dudy w jadalni szpitala wariatów brzmiało nawet adekwatnie, sensownie i na miejscu. gdy idzie obchód i pyta wszystkich "jak się pan czuje?". znakomita większość odpowiada "dobrze", co oznacza właśnie "adekwatnie, sensownie i na miejscu". jak w takiej sytuacji powiedzieć prawdę: "czuję się upodlony i zdegradowany"?
11.
ale nie ma co narzekać: Drewnica to najwyższy standard w województwie, z tej prostej przyczyny, że jest to szpital nowy, wybudowany w tym roku obok aktualnie opuszczonej tzw. starej Drewnicy, gdzie pacjenci leżeli na materacach oddzieleni parawanami, jak w obozie koncentracyjnym.
12.
tak czy inaczej, nie jest to miejsce dla przypadków skomplikowanych. książkowe egzempla mają szanse na sensowne leczenie, reszta niech nawet nie myśli o siedzeniu w takim miejscu i rozwikływaniu swoich problemów; szczególnie osobom wrażliwym tam się stanowczo pogorszy; wbrew pozorom (rozgrywki w pingponga, luźny plan dnia, romanse konsumowane w obecności osób trzecich) nie są to kolonie.
13.
ot przykład dotyczący specyfiki powyższych pozorów: jednego dnia para młodych pacjentów uprawia nielegalną miłość, drugiego już coś się... coś się popsuło, wobec czego zawiedziony romantycznie kolega pociął się tłuczonym szkłem, wszędzie krew, atmosfera na oddziale do powieszenia siekiery, dwóch psychotyków podjaranych sytuacją rozpierdala palarnię. z grą w pingponga - i ze wszystkimi innymi aspektami - jest podobnie.
14.
centrum życia społecznego to właśnie położona vis-a-vis dyżurki palarnia i siedzą tam nawet niektórzy niepalący. z zagadkowych przyczyn w psychiatryku strasznie chce się jarać, koniecznie analogi, więc trochę tam posiedziałem i ja, próbując rozmawiać - na tyle, na ile pozwoliło mi własne wycofanie, that is.
15.
rozrywki, jakie zapewnia owo centrum socjalizacji, okazały się przeróżne: była gra w butelkę (czy raczej pytanie/zadanie) długopisem ze wszystkimi jej konsekwencjami, także homoerotycznymi pocałunkami z języczkiem. był pokaz chwytów MMA o czwartej nad ranem. były nieoficjalne występy artystyczne: typ wyglądający jak młody Koras rapował "a od chorych na głowę wypierdalaj, to są moje hordy, mordy, moja zgraja" - nawet fajnie rapował. były rozmowy o ulicznym życiu i przechwałki idące w miljony.
16.
właśnie. tyle - nawet sporo więcej - ludzkiego nieszczęścia, krzywdy, już widziałem na praktykach na studiach i podczas odwiedzin u matki w Tworkach, ale takiego stężenia farmazonu jeszcze nigdy, nawet w branży fonograficznej; zwłaszcza mężczyźni - nawet tacy dwudziestoletni - wszędzie byli, wszystkich znają, we wszystkim są mistrzami. starałem się wszystko dzielić przez osiem i pół i odsiewać, ale jest to trudne+, mitomania straszna.
17.
sporo sytuacji międzyludzkich przeniesionych poza szpital generowałoby, myślę, mordobicie. wewnątrz nie ma o tym mowy. za jakikolwiek przejaw agresji fizycznej - także autoagresji - od razu idzie się w pasy. bardziej świadome osoby mają to z tyłu głowy, ale właśnie, bardziej świadome... które to? kiedy? przecież tam siedzą i osoby niepoczytalne, toteż słowa trzeba nadal ważyć.
18.
a jest to trudne, bo na ogłupiaczach i bez przyzwoitej intelektualnej stymulacji łeb robi się pusty kompletnie - zapominasz słów, nazwisk i twarzy. EGZEMPLUM: rozmawiam ponad godzinę z panią psycholożką nie unikając kontaktu wzrokowego. niedługo potem szukam kogoś funkcyjnego, zaczepiam panią stojącą przed dyżurką i pytam czy jest lekarzem, czy pielęgniarką, czy kim? była to właśnie owa pani psycholożka.
19.
sensowny kontakt jest głównie z osobami bardzo młodymi, z takimi w moim wieku rzadziej, z ludźmi starymi rzadko. chociaż nie jest to regułą: podchodzę do typa na oko 20 lat, bo widzę że nowy, mówię "cześć" a on na to "nie, dziękuję". bardzo ciekawa forma powiedzenia "spierdalaj" <3 także, statystycznie dużo popularniejsze od dialogu są milczenie i monolog; do w miarę normalnego pogadania znalazłem przez cały pobyt dwie osoby (przy takiej rotacji!), z czego jedna kilka dni po moim wyjściu z żalem miała wrócić do odkukiwania 12 lat wyroku. mimo dobrego zazębienia nie spytałem za co.
20.
nawet jeśli następuje dialog, to czasem wygląda on tak:
- a w ogóle za co tu pani trafiła?
- jak to ZA CO? ja tu pracuję przecież! przepraszam pana, ale muszę iść na obchód.
albo:
- a jak ty wogle masz na imię?
- ja jestem zbawiony.
no i dawno - chyba od czasu pracy przy wykończeniówce, tj. od ponad 20 lat - nie nasłuchałem się tyle o brudasach i pedałach.
21.
zdecydowana większość, może wszyscy, reprezentują prawdziwą biedę, prawdziwe doły, niemal nikt nie pracuje, żyją głównie z zasiłków, kilku(nastu?) jest bezdomnych (mój sąsiad dwa łóżka dalej, pan Marek, od 13 lat i jest już dawno typowym nurem, sztajnesem, dla którego szpital wariatów to cudowne miejsce na przezimowanie; podarowałem mu klapki, by mógł oddać swoje buty do depozytu; nietrudno się domyśleć, skąd taka potrzeba).
22.
żebranina jest powszechna - jeśli jakiś pacjent mówi, najprawdopodobniej będzie od ciebie chciał albo coś słodkiego (przyczyna: niekaloryczne posiłki, ale też leki wzmagające głód węglowodanów), albo papierosa, albo coś pożyczyć (najczęściej ładowarkę lub słuchawki - wszystko, co ma kable lub sznurki jest zabierane i wydawane uznaniowo).
23.
popełniłem błąd i poprosiłem o otwarcie lodówki (dostęp TYLKO za pośrednictwem kadry), a otrzymawszy z niej ciasto od żony, chciałem przenieść je do sali, przejść z nim dystans około 20 metrów. odgłos otwieranej lodówki zwabił wiecznie głodne osoby ze znaczną nadwagą i nie doniosłem ani kawałeczka. mam do siebie żal tylko taki, że oddałem w złości. trochę mi to dało do myślenia: tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono; w łagrze byłbym albo skurwysynem, albo trupem.
24.
teza: niemało osob nie trafiłoby na oddział WCALE, gdyby nie stygmatyzowanie choroby psychicznej - są to ludzie, od których wszyscy (WSZYSCY! jakieś 80% prowiantu na oddziale nie pochodzi z zewnątrz, a ze szpitalnego sklepu) się odwrócili jako od kłopotliwych, być może, acz przede wszystkim pierdolniętych.
25.
a propos stygmatyzacji - słyszałem kilkunastokrotnie (!), jak pacjenci prosili odwiedzających - lub swoich rozmówców telefonicznych - by nie mówić nikomu, gdzie są. nie rozpowiadać. buzia na kłódkę. strach przed etykietką wariata jest ogromny i powszechny.
26.
kilka osób również nigdy by tam nie trafiło, gdyby nie psychiatrzy, którzy jeszcze kilka lat temu klientom z lękami dawali żreć benzo jak kartofle. zastanawiam się, czy za parę lat zamiast KLONIARZY nie zaroi się na oddziałach od LYRICISTÓW, czyli uzależnionych od pregi; widzę tam siebie. paradoks polegający na chorobliwym uzależnieniu od leków, kiedyś przez kogoś kurwa przepisanych, a których rzucenie jest bardzo trudne, to przecież właśnie mój przypadek - choć na razie nie rozpoznawany jako jednostka chorobowa.
27.
dealerzy powinni starać się o przyjęcie - popyt na nielegalne środki jest ogromny, a i podaż ZDANŻA, można kupić benzo, a i opio się znajdzie. nie skorzystałem, ale jednemu z pacjentów nawet posłano łóżko w zamian za rozweselacze.
28.
oficjalne leki przepisuje się w mało zindywidualizowany sposób i motzno na pałę - ja na przykład dostałem taki, po którym nie mogłem spać, bo nie byłem w stanie zostać w żadnej pozycji dłużej niż pół minuty. oczywiście gdy się na to skarżyłem i ładnie uśmiechałem do pani pielęgniarki, dostawałem jedynie extra lek, który zabijał mnie w MNIEJ niż pół minuty. ponieważ tylko ów niedosięgły bóg, lekarz prowadzący, może jakkolwiek zmienić obowiązkowy zestaw leków (o odmowie przyjęcia leku nie ma mowy), to w takim niedopowiedzeniu dojechaliśmy do końca.
29.
o 20:00, gdy wszyscy ustawiają się w kolejce po wieczorną dawkę medykamentów, oddział ozdrowieńców ma kino. dlaczego wtedy akurat? nie wiem, ale ustawiają sobie krzesła przed przeszklonymi drzwiami dzielącymi oba oddziały jak przed ekranem i patrzą jak na małpy w zoo. dlaczego w ogóle? nie wiem, bo mogą w ograniczonych ramach, ale jednak wchodzić na 'nasz' oddział (my na ich oddział - nie).
30.
jeszcze z historyjek kiblowych: srałem, a typ wchodzi, ja się drę ZAJĘTE, a ten spokojnie mnie mija i myje zęby. i co zrobić? to była druga akcja tego typu, za pierwszym inny typ stanął koło mnie i wyszczał się pod prysznic.
31.
z historyjek pozakiblowych: zginęła mi kawa (cenna rzecz, szczególnie dla takiego kofeinisty jak ja), szukam, staram się nie czynić zarzutu że ktoś mi ukradł - i całe szczęście, bo okazuje się, że zbawiony kolega sobie pożyczył i zamiast odstawić do szafki odstawił pod szafkę, w kurz, syf i ciemność.
32.
z historyjek nieciekawych: po 22 nie ma prądu w gniazdkach - ładowanie telefonu staje się natręctwem.
33.
nie będzie podsumowania - nie mam żadnych wniosków poza takim, by mimo nawet najgorszego stanu trzymać się z daleka od tej instytucji. zdrowo to? nie. tak. nie wiem