trudno szczędzić komplementów. kapitalna produkcja od początku do końca - jest świetna historia opowiedziana w ciekawy sposób, są bardzo charakterystyczne postaci, dobre dialogi, no i absolutnie topowa gra aktorska (Winslet golden globe ez, dont@me). kwestie techniczne zostawiam znawcom, ale z perspektywy laika, to bardzo mocno rzuca się w oczy praca kolorami, przyjemne ujęcia i napracowanko przy oddawaniu klimatu miejsca akcji (język, kostiumy, scenografia, in that order; jest prawdziwie, za to props). mój jedyny zarzut to popularny w pewnych kręgach
sałntrak, ale nie dlatego, że coś w nim zgrzyta, tylko po prostu nie zapada w pamięć, co zresztą wcale nie musi być ogromną wadą, bo znajdzie się parę seriali/filmów, w których ścieżka dźwiękowa była jedynym, jasnym punktem. dla mnie, biorąc to wszystko do kupy, bez cienia wątpliwości - dyszka i bez kompleksów miejsce w tym samym tierze, co Sopranos albo chociażby pierwszy sezon True Detective.
także jeśli się jeszcze zastanawiasz, ziomuś, czy warto - to tak, warto. warto w chuj
w spoilerze będą spoilery
ale nie takie na pełnej piździe. zakończenie mnie w pełni satysfakcjonuje, bo już od dłuższego czasu byłem przekonany, że samo zabójstwo Erin w szerszej perspektywie nie będzie tym najważniejszym motywem. mimo wszystko - za ten końcowy plottwist props, ja ostatecznie obstawiałem Dylana (z uwagi na to, co napisałem wcześniej), ale taka kolej rzeczy budzi więcej sensu i rzuca jeszcze jedną perspektywę na rozwiązanie fabuły.
w związku z tym mam nadzieję, że kolejnych sezonów nie podpiszą, bo mam wrażenie, że całą historię Easttown już opowiedziano, a szukanie na siłę jakiejś osi fabuły dla nowych odcinków byłoby oderwaniem tego wszystkiego od poczucia rzeczywistości