Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)
: 09 paź 2026, 11:16
A method man ma (miał) wlaśnie spoko flow, z polotem i finezją często, i to nie dzięki, a POMIMO głosu. Bo mimo powszechnego zachwytu, dla mnie jego barwa głosu jest trochę nużąca na dłuższą metę, dużo bardziej niż Nasa, którego barwa głosu mi się podoba. Choć jest mniej oryginalna, bo mimo że owszem charakterystyczna, to znajdę więcej podobnych, np. The Game.
Method Man na takim Sub Crazy pokazał co mi chodzi, bo był 1994 a on się piękne bawił tempem, zaczął na intro powoli na rymach które można przeciągać, sennie halucynogennie, a jak wszedł bit to zmienił w ogóle schemat pisania/rytmu i zrobił to jeszcze ze 3 razy po drodze dzięki rymom wewnętrznym, a wciąż podwójnym, po czym zrobił coś co chyba pierwszy raz u niego usłyszałem, a potem to już w ogóle rzadko, ale podzielił wers w barze w środku wyrazu strat reaching for that nickle plate auto-
/matic, my thoughts get sporadic. Niby zwykła przerzutnia, a on to zrobił tak niewymuszenie, na luzie, doskonale:
Ale zarówno powyższy track jak i the bounce to są u mnie top 10 flowów ever. Tyle że to co MEth tutaj robi to jest właśnie dla mnie kwintesencją znaczącego wszystko i nic słowa - stylowy.
A przykładowo tu ma dobre flow, bardziej schematyczne, ale jest storytelling, konkretny tekst, a on se płynie na nim spokojnie, wyraźnie stawia akcenty i mimo głosu współgra z popowym wydźwiękiem kawałka:
Jest vibey. Ja lubię jak flow płynie, wbrew pozorom Eminema nie mam za żadnego mistrza flow, on jest owszem elastyczny, rytmiczny, melodyczny (był), ale to co mi się podoba u Jaya nie podoba mi się u niego. A jakoś od 2008-9, nie pamiętam dokładnie, zaczął dla mnie brzmieć tragicznie, jak wkurwiona chihuaha, albo jak robot udający wkurwioną chihuahuę. Jego top flow to oczywiście MM LP. Obecnie to tryhard dla tryhardu i jakieś techniczne akrobacje, które nikogo nie obchodzą, nie płyną i nie brzmią.
A co do Nasa, to nie wiem czy zamierzenie czy nie, czasami to się sprawdza i jest częścią stylu, ale na wrzuconym wyżej przykładzie Hold down the block, ja wyraźnie słyszę, że mu brakuje tchu, że brzmi jakby się męczył, akurat nie był w formie i brakowało mu kondycji, miał grypę, nie wiem, żeby to nawet w ramach własnego stylu porządnie wyrapować. Tu już może nawet nie o flow chodzi a o wykonanie. No po prostu na odpierdol. Jak ktoś w tym wersie Don't expect more when you put in less work than all them w zaznaczonym fragmencie nie słyszy, że on to less work wyrzuca absolutną resztką tlenu w płucach w desperacji tonącego, to nie wiem, nie dogadamy się. Można mówić, że robi to celowo, dla mnie brzmi to zwyczajnie słabo. I ta płyta ma wiele takich momentów.
Nas nigdy nie był i nie będzie dla mnie raperem, o którym pierwsze co pomyślę, to zajebiste flow. A moje zarzuty są konkretne - schematyczność, powtarzalność, warstwa liryczna ponad wszystko, brak tchu i gonienie frazy, bo zwykle tyle tekstu napisał, że trzeba gonić żeby zmieścić i żeby tlenu starczyło. No jest jednym z tych raperów, którzy tekst treść stawiają na pierwszym miejscu i to słychać. I sobie potrafię wyobrazić, że on lwią większość swojego repertuaru mógł napisać w ogóle bez bitu w słuchawkach, gdzie raperzy którzy często kojarzeni są z zajebistym flow, mają w głowie już jakąś melodię i konkretne sylaby, a realizują to potem dobierając tekst. Jest to wszystko bardziej muzykalne, nie mylić z melodyjne.
Ale sam powtarzam też, że flow Nasa to dla mnie kanon flow dla takiego twardego, uliczno-truskulowego hip hopu lat 90. Podręcznik. Nowojorskie pociągi, otagowany beton i klimat pomarańczowej cegły QB czy Marcy. Takie jak to nazwałeś @baqlashan typowo hip hopowe pierdolnięcie. I nie zgadzam się, że Jay Z tego nie miał, no może nie miał tyle co Nas i też nie chciał, ale jak chciał robić takie osiedlowe numery, to robił i robił zajebiście cough up a lung where im from, im from Marcy, son. Przecież to hymn:
I jay to realizuje po swojemu, jedzie off beatowo, zwalnia, przyspiesza, ale ogólnie płynie z prędkością patrolową.
(Btw. to w ogóle właśnie się skapnąłem, że track Aśki ze Snuza na OST do blokersów to jest dość wyraźny follow up do tego kawałka, trochę nawet remake - ciekawostka).
A takich co zaczynają od treści jest też wielu, zwłaszcza w Polsce i to też słychać, a Nas może być ich mentalnym ojcem i dziadkiem i to też wartość. Taki Sokół, Taco, dla mnie obaj mają dobre sprawdzone flow, pasujące do ich stylowego całokształtu, ale wiem o nich, że z torby walizki nie zrobisz i nigdy nic zaskakującego pod tym względem nie usłyszę od nich.
Nas jest trochę bardziej jak mix Sokoła i Pezeta, bo jednak przy treści bardziej dba o rymy, ale dla mnie nadal jest to schematyczne i przewidywalne, nie czuję u niego tego czarnego luzu zdefiniowanego w Chłopaki nie płaczą. Ale Taco też taki jest, zawsze lecą dobre podwójne, a treść jest bardzo konkretna, często ciekawsza niż u Nasa i go chujowym nie nazwę, chyba że robi chujozę, a zrobił jej dużo.
Oczywiście, że to jest wypadkowa tego, co kto chce robić, czy przekazywać mundrości, czy się bawić, czy chce nauczać, czy tańczyć w klubie, czy powychodzić na groźnego osiedlowego zbira.
Oczywiście, że wszystko powyższe to subiektywna ocena, ale nazwana, uargumentowana tym, co lubię, a co mi się nie podoba.
Method Man na takim Sub Crazy pokazał co mi chodzi, bo był 1994 a on się piękne bawił tempem, zaczął na intro powoli na rymach które można przeciągać, sennie halucynogennie, a jak wszedł bit to zmienił w ogóle schemat pisania/rytmu i zrobił to jeszcze ze 3 razy po drodze dzięki rymom wewnętrznym, a wciąż podwójnym, po czym zrobił coś co chyba pierwszy raz u niego usłyszałem, a potem to już w ogóle rzadko, ale podzielił wers w barze w środku wyrazu strat reaching for that nickle plate auto-
/matic, my thoughts get sporadic. Niby zwykła przerzutnia, a on to zrobił tak niewymuszenie, na luzie, doskonale:
Ale zarówno powyższy track jak i the bounce to są u mnie top 10 flowów ever. Tyle że to co MEth tutaj robi to jest właśnie dla mnie kwintesencją znaczącego wszystko i nic słowa - stylowy.
A przykładowo tu ma dobre flow, bardziej schematyczne, ale jest storytelling, konkretny tekst, a on se płynie na nim spokojnie, wyraźnie stawia akcenty i mimo głosu współgra z popowym wydźwiękiem kawałka:
Jest vibey. Ja lubię jak flow płynie, wbrew pozorom Eminema nie mam za żadnego mistrza flow, on jest owszem elastyczny, rytmiczny, melodyczny (był), ale to co mi się podoba u Jaya nie podoba mi się u niego. A jakoś od 2008-9, nie pamiętam dokładnie, zaczął dla mnie brzmieć tragicznie, jak wkurwiona chihuaha, albo jak robot udający wkurwioną chihuahuę. Jego top flow to oczywiście MM LP. Obecnie to tryhard dla tryhardu i jakieś techniczne akrobacje, które nikogo nie obchodzą, nie płyną i nie brzmią.
A co do Nasa, to nie wiem czy zamierzenie czy nie, czasami to się sprawdza i jest częścią stylu, ale na wrzuconym wyżej przykładzie Hold down the block, ja wyraźnie słyszę, że mu brakuje tchu, że brzmi jakby się męczył, akurat nie był w formie i brakowało mu kondycji, miał grypę, nie wiem, żeby to nawet w ramach własnego stylu porządnie wyrapować. Tu już może nawet nie o flow chodzi a o wykonanie. No po prostu na odpierdol. Jak ktoś w tym wersie Don't expect more when you put in less work than all them w zaznaczonym fragmencie nie słyszy, że on to less work wyrzuca absolutną resztką tlenu w płucach w desperacji tonącego, to nie wiem, nie dogadamy się. Można mówić, że robi to celowo, dla mnie brzmi to zwyczajnie słabo. I ta płyta ma wiele takich momentów.
Nas nigdy nie był i nie będzie dla mnie raperem, o którym pierwsze co pomyślę, to zajebiste flow. A moje zarzuty są konkretne - schematyczność, powtarzalność, warstwa liryczna ponad wszystko, brak tchu i gonienie frazy, bo zwykle tyle tekstu napisał, że trzeba gonić żeby zmieścić i żeby tlenu starczyło. No jest jednym z tych raperów, którzy tekst treść stawiają na pierwszym miejscu i to słychać. I sobie potrafię wyobrazić, że on lwią większość swojego repertuaru mógł napisać w ogóle bez bitu w słuchawkach, gdzie raperzy którzy często kojarzeni są z zajebistym flow, mają w głowie już jakąś melodię i konkretne sylaby, a realizują to potem dobierając tekst. Jest to wszystko bardziej muzykalne, nie mylić z melodyjne.
Ale sam powtarzam też, że flow Nasa to dla mnie kanon flow dla takiego twardego, uliczno-truskulowego hip hopu lat 90. Podręcznik. Nowojorskie pociągi, otagowany beton i klimat pomarańczowej cegły QB czy Marcy. Takie jak to nazwałeś @baqlashan typowo hip hopowe pierdolnięcie. I nie zgadzam się, że Jay Z tego nie miał, no może nie miał tyle co Nas i też nie chciał, ale jak chciał robić takie osiedlowe numery, to robił i robił zajebiście cough up a lung where im from, im from Marcy, son. Przecież to hymn:
I jay to realizuje po swojemu, jedzie off beatowo, zwalnia, przyspiesza, ale ogólnie płynie z prędkością patrolową.
(Btw. to w ogóle właśnie się skapnąłem, że track Aśki ze Snuza na OST do blokersów to jest dość wyraźny follow up do tego kawałka, trochę nawet remake - ciekawostka).
A takich co zaczynają od treści jest też wielu, zwłaszcza w Polsce i to też słychać, a Nas może być ich mentalnym ojcem i dziadkiem i to też wartość. Taki Sokół, Taco, dla mnie obaj mają dobre sprawdzone flow, pasujące do ich stylowego całokształtu, ale wiem o nich, że z torby walizki nie zrobisz i nigdy nic zaskakującego pod tym względem nie usłyszę od nich.
Nas jest trochę bardziej jak mix Sokoła i Pezeta, bo jednak przy treści bardziej dba o rymy, ale dla mnie nadal jest to schematyczne i przewidywalne, nie czuję u niego tego czarnego luzu zdefiniowanego w Chłopaki nie płaczą. Ale Taco też taki jest, zawsze lecą dobre podwójne, a treść jest bardzo konkretna, często ciekawsza niż u Nasa i go chujowym nie nazwę, chyba że robi chujozę, a zrobił jej dużo.
Oczywiście, że to jest wypadkowa tego, co kto chce robić, czy przekazywać mundrości, czy się bawić, czy chce nauczać, czy tańczyć w klubie, czy powychodzić na groźnego osiedlowego zbira.
Oczywiście, że wszystko powyższe to subiektywna ocena, ale nazwana, uargumentowana tym, co lubię, a co mi się nie podoba.