Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Kategoria poświęcona albumom.

Moderatorzy: instinkt, luk0as

Awatar użytkownika
gods bidness
Posty: 5956
Rejestracja: 09 paź 2019, 19:12

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: gods bidness »

A method man ma (miał) wlaśnie spoko flow, z polotem i finezją często, i to nie dzięki, a POMIMO głosu. Bo mimo powszechnego zachwytu, dla mnie jego barwa głosu jest trochę nużąca na dłuższą metę, dużo bardziej niż Nasa, którego barwa głosu mi się podoba. Choć jest mniej oryginalna, bo mimo że owszem charakterystyczna, to znajdę więcej podobnych, np. The Game.

Method Man na takim Sub Crazy pokazał co mi chodzi, bo był 1994 a on się piękne bawił tempem, zaczął na intro powoli na rymach które można przeciągać, sennie halucynogennie, a jak wszedł bit to zmienił w ogóle schemat pisania/rytmu i zrobił to jeszcze ze 3 razy po drodze dzięki rymom wewnętrznym, a wciąż podwójnym, po czym zrobił coś co chyba pierwszy raz u niego usłyszałem, a potem to już w ogóle rzadko, ale podzielił wers w barze w środku wyrazu strat reaching for that nickle plate auto-
/matic, my thoughts get sporadic. Niby zwykła przerzutnia, a on to zrobił tak niewymuszenie, na luzie, doskonale:



Ale zarówno powyższy track jak i the bounce to są u mnie top 10 flowów ever. Tyle że to co MEth tutaj robi to jest właśnie dla mnie kwintesencją znaczącego wszystko i nic słowa - stylowy.

A przykładowo tu ma dobre flow, bardziej schematyczne, ale jest storytelling, konkretny tekst, a on se płynie na nim spokojnie, wyraźnie stawia akcenty i mimo głosu współgra z popowym wydźwiękiem kawałka:


Jest vibey. Ja lubię jak flow płynie, wbrew pozorom Eminema nie mam za żadnego mistrza flow, on jest owszem elastyczny, rytmiczny, melodyczny (był), ale to co mi się podoba u Jaya nie podoba mi się u niego. A jakoś od 2008-9, nie pamiętam dokładnie, zaczął dla mnie brzmieć tragicznie, jak wkurwiona chihuaha, albo jak robot udający wkurwioną chihuahuę. Jego top flow to oczywiście MM LP. Obecnie to tryhard dla tryhardu i jakieś techniczne akrobacje, które nikogo nie obchodzą, nie płyną i nie brzmią.

A co do Nasa, to nie wiem czy zamierzenie czy nie, czasami to się sprawdza i jest częścią stylu, ale na wrzuconym wyżej przykładzie Hold down the block, ja wyraźnie słyszę, że mu brakuje tchu, że brzmi jakby się męczył, akurat nie był w formie i brakowało mu kondycji, miał grypę, nie wiem, żeby to nawet w ramach własnego stylu porządnie wyrapować. Tu już może nawet nie o flow chodzi a o wykonanie. No po prostu na odpierdol. Jak ktoś w tym wersie Don't expect more when you put in less work than all them w zaznaczonym fragmencie nie słyszy, że on to less work wyrzuca absolutną resztką tlenu w płucach w desperacji tonącego, to nie wiem, nie dogadamy się. Można mówić, że robi to celowo, dla mnie brzmi to zwyczajnie słabo. I ta płyta ma wiele takich momentów.

Nas nigdy nie był i nie będzie dla mnie raperem, o którym pierwsze co pomyślę, to zajebiste flow. A moje zarzuty są konkretne - schematyczność, powtarzalność, warstwa liryczna ponad wszystko, brak tchu i gonienie frazy, bo zwykle tyle tekstu napisał, że trzeba gonić żeby zmieścić i żeby tlenu starczyło. No jest jednym z tych raperów, którzy tekst treść stawiają na pierwszym miejscu i to słychać. I sobie potrafię wyobrazić, że on lwią większość swojego repertuaru mógł napisać w ogóle bez bitu w słuchawkach, gdzie raperzy którzy często kojarzeni są z zajebistym flow, mają w głowie już jakąś melodię i konkretne sylaby, a realizują to potem dobierając tekst. Jest to wszystko bardziej muzykalne, nie mylić z melodyjne.

Ale sam powtarzam też, że flow Nasa to dla mnie kanon flow dla takiego twardego, uliczno-truskulowego hip hopu lat 90. Podręcznik. Nowojorskie pociągi, otagowany beton i klimat pomarańczowej cegły QB czy Marcy. Takie jak to nazwałeś @baqlashan typowo hip hopowe pierdolnięcie. I nie zgadzam się, że Jay Z tego nie miał, no może nie miał tyle co Nas i też nie chciał, ale jak chciał robić takie osiedlowe numery, to robił i robił zajebiście cough up a lung where im from, im from Marcy, son. Przecież to hymn:



I jay to realizuje po swojemu, jedzie off beatowo, zwalnia, przyspiesza, ale ogólnie płynie z prędkością patrolową.

(Btw. to w ogóle właśnie się skapnąłem, że track Aśki ze Snuza na OST do blokersów to jest dość wyraźny follow up do tego kawałka, trochę nawet remake - ciekawostka).

A takich co zaczynają od treści jest też wielu, zwłaszcza w Polsce i to też słychać, a Nas może być ich mentalnym ojcem i dziadkiem i to też wartość. Taki Sokół, Taco, dla mnie obaj mają dobre sprawdzone flow, pasujące do ich stylowego całokształtu, ale wiem o nich, że z torby walizki nie zrobisz i nigdy nic zaskakującego pod tym względem nie usłyszę od nich.

Nas jest trochę bardziej jak mix Sokoła i Pezeta, bo jednak przy treści bardziej dba o rymy, ale dla mnie nadal jest to schematyczne i przewidywalne, nie czuję u niego tego czarnego luzu zdefiniowanego w Chłopaki nie płaczą. Ale Taco też taki jest, zawsze lecą dobre podwójne, a treść jest bardzo konkretna, często ciekawsza niż u Nasa i go chujowym nie nazwę, chyba że robi chujozę, a zrobił jej dużo.

Oczywiście, że to jest wypadkowa tego, co kto chce robić, czy przekazywać mundrości, czy się bawić, czy chce nauczać, czy tańczyć w klubie, czy powychodzić na groźnego osiedlowego zbira.

Oczywiście, że wszystko powyższe to subiektywna ocena, ale nazwana, uargumentowana tym, co lubię, a co mi się nie podoba.
Awatar użytkownika
gods bidness
Posty: 5956
Rejestracja: 09 paź 2019, 19:12

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: gods bidness »

gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 9:56 Raz dowiózł takie flow na tracku z bravehearts w ost do 8 mili. Przynajmniej tak to pamiętam, że czuć było pewność siebie, ale też pamiętam że tam się chełpił zwycięstwem beefu. Coś tam and you already know who im better than i ja mu tam wtedy wierzyłem.
Kurwa to nie było na OST z 8 mili, pojebałem kawałki, o to mi chodziło:



No i tutaj zajebiści brzmi, z charyzmą, pewnością i przekonująco. Szkoda, że cenzura. :bag:
Awatar użytkownika
gods bidness
Posty: 5956
Rejestracja: 09 paź 2019, 19:12

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: gods bidness »

A tu z kolei brzmi słabo, niby nie wypada z bitu, niby nadąża, ale słychać, że goni tą frazę, nie płynie z bitem, tylko robi wyścigi, bo upchał tego tekstu w barach pod kurek.



Method Man by poskromił ten bit odpowiednio jak kowboj konia.
Awatar użytkownika
Krew
Posty: 2337
Rejestracja: 10 maja 2019, 9:49

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: Krew »

I tak mało dałeś z tym lepszym flow od Nasa, dla mnie jeszcze Redman, Reakwon na pewno pod tym względem lepiej, choć nie mam ochoty i umiejętności by bawic się aż w takie drobiazgowe rozbijanie rapowania jak biddnes z baklazanem
Awatar użytkownika
gods bidness
Posty: 5956
Rejestracja: 09 paź 2019, 19:12

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: gods bidness »

Dałem pierwszych lepszych, co mi do głowy przyszli o 3 w nocy z gorączką na L4. Redman i Raekwon uzasadnione stanowiska, choć ja Redmana wielkim fanem nie jestem, bo za bardzo drze tą mordę. Tę. Ale ma on niewątpliwie coś, czego wielu raperom (większości) brakuje - potrafi się dowolnie wydrzeć bez strachu, że zafałszuje czy, że głos mu się załamie jak kogutowi z mutacją.
Awatar użytkownika
baqlashan
Posty: 8769
Rejestracja: 18 kwie 2019, 0:26
Lokalizacja: mentalne średniowiecze

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: baqlashan »

Odpisze ci po pracy pysiu
Moltisanti pisze: ↑13 wrz 2026, 23:10 Czy to do chuja rozumiesz ze to państwo finansuje te obiady, a nie ty?
Awatar użytkownika
jogi
Posty: 4261
Rejestracja: 18 kwie 2019, 15:46

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: jogi »

gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 11:48 ale słychać, że goni tą frazę
iii tam. Mięciutko tam sobie pląsa.
Yakuza not mafia, Yakuza wa kazoku.
Awatar użytkownika
gods bidness
Posty: 5956
Rejestracja: 09 paź 2019, 19:12

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: gods bidness »

Dlatego już mi się nie chce o tym gadać, bo niby jedno i to samo, a jeden słyszy zupełnie coś innego niż drugi. Nas ma masę kawałków gdzie pięknie siedzi na bicie, np. na Stillmaticu w pierwszym lepszym Got yourself a gun, ale też ma sporo takich, które mi nie siedzą, a on tam zamiast płynąć, to się męczy i walczy z bitem i zadyszką jak polski piłkarz z piłką i zadyszką.
Awatar użytkownika
jogi
Posty: 4261
Rejestracja: 18 kwie 2019, 15:46

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: jogi »

Nigdzie się nie męczy. Utkałeś se tezę i się jej trzymasz na zasadzie jeden słyszy, drugi nie słyszy.

Ja z kolei rzucę swoją tezą, że najlepsze są jego dwa pierwsze albumy nie przez teksty, flow czy melodie ale przez tą hipnotyzującą transowość. To było charakterystyczne dla tamtego okresu i później już bardzo rzadko wracało. It was written to w ogóle jest jakies mantrowe, repetytywne gówno które mnie czaruje do dzisiaj bardziej niż cokolwiek innego w hip hopie.
Yakuza not mafia, Yakuza wa kazoku.
Awatar użytkownika
gods bidness
Posty: 5956
Rejestracja: 09 paź 2019, 19:12

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: gods bidness »

Nieźle. Jakby mnie tak murzyn oczarował, to też bym pewnie mankamentów nie dostrzegał.
Awatar użytkownika
jogi
Posty: 4261
Rejestracja: 18 kwie 2019, 15:46

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: jogi »

W tych dwóch albumach imo nie ma mankamentów. Potem było różnie.
Yakuza not mafia, Yakuza wa kazoku.
Awatar użytkownika
gods bidness
Posty: 5956
Rejestracja: 09 paź 2019, 19:12

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: gods bidness »

Jak dla mnie iww ma więcej top 10 kawałków nasa, ale illmatic bardziej jest spójna w swojej perfekcji.
Awatar użytkownika
baqlashan
Posty: 8769
Rejestracja: 18 kwie 2019, 0:26
Lokalizacja: mentalne średniowiecze

Re: Nas - Hip Hop Is Dead (2006)

Post autor: baqlashan »

gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 9:56 Ty w ogóle chyba lubisz Włodiego, z tego co kojarzę, gdzie dla mnie jest on najnudniejszym raperem ever.
lubię, ale nie uważam, żeby miał dobre flow. jest dobrym raperem pomimo swoich braków we flow, a nie dzięki nim. jak nowonarodzony pozostaje moim ulubionym albumem pl hh ze względu na to, że niesie dla mnie niesamowicie swojski klimat, który udało się uzyskać przez zjawiskowe beaty i ciekawe obserwacje dot życia zwykłego chłopaka w dniu powszednim.
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 9:56 A charyzma i głos są dla mnie składowymi flow, bo czemu by nie
charyzma jest słabo definiowalna, i pewnie flow to jest jej część składowa (a nie na odwrót) ale głos to głos i tyle. zabierz ten głos dla wielu raperów i pozostają zwykłymi ziomkami, których teksty może zarapować każdy w taki sam sposób. flow jest tym jak gryziesz bit, jak się na nim odnajdujesz - głos odpowiada tylko za to, jak to finalnie wybrzmi. i często dojebany głos potrafi wynieść przeciętnych flowowo raperów na wyższy poziom, czego przykładem może być pierwszy z brzegu 2pac.
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 9:56 zdecydowanie lepiej i sensowniej patrzeć na rapera jako całość.
czasem tak, czasem nie. bo serio ten ero jwp bo zabraniu mu atutu w postaci głosu nie będzie wyróżniał się zupełnie niczym.
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 9:56 I tak właśnie nas pisał teksty w stylu kingpin, ale ich nie dowoził, a jay z owszem
jestem w mniejszości pewnie, ale ja ogólnie uważam, że cały ten okres mafioso rapu w NY to jest do spłukania w kiblu jako konwencja i jedyny kto się odnajdywał na tym i faktycznie było czuć, że to podgatunek powstały z myślą o nim to pierdolony grubas pan biggie smalls.

co do pojedynku it was written vs reasonable doubt, który tutaj chyba rysujesz - czy jay z jest bardziej wiarygodny w tym wydaniu? a nie wiem, kompletnie koło huja mi to lata, (bo jak chce sięgnąć po uliczne płyty to sięgam po bardziej ulicznych zawodników) ale jego płyta nie ma startu do it was written z czym pewnie obaj się zgadzamy.
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 9:56 Właśnie to też dobry argument - że często mi się jego flow nie zgadza do tekstu i nie dowozi, nie współgra. Dla mnie jego delivery idealnie siada w takich trackach jak affirmative action
a ja z kolei mam problem z flow jay z, że mi się nie zgadza z bitami pod jakie nawija. dla mnie to raper, który potrafi ograć swoje atuty flowowe w refrenach, albo bardziej laidbackowych beatach, ale jak przyjdzie mu zapierdolić rap zwrotkę na mięsistym bicie to najprawdopodobniej to zmasakruje i przegada. to jest mój zarzut flowowy do dżej źieta. look how he massacred my boy:



te zwroty w ogóle kurwa nie brzmią.
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 11:16 A method man ma (miał) wlaśnie spoko flow, z polotem i finezją często, i to nie dzięki, a POMIMO głosu
a nawet niespecjalnie chce mi się bronić na potrzeby dyskusji tej tezy, że meth ma przeciętne flow, bo sam nie wiem czy tak uważam. ticala przesłuchałem pewnie z 2-3 razy w życiu, a całej reszty w ogóle. no, ale nie zostawiał takiego piorunującego wrażenia na słuchaczu jak nasty nas i raczej jego legenda narodziła się ze względu na debiut wu tangu. cała reszta jego twórczości to jakaś franczyza narosła wokół tego - ciężko powiedzieć czy gdyby wystartował jako solowy raper to by przeszedł do klasyki. imo nie.
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 11:16 Tu już może nawet nie o flow chodzi a o wykonanie. No po prostu na odpierdol. Jak ktoś w tym wersie Don't expect more when you put in less work than all them w zaznaczonym fragmencie nie słyszy, że on to less work wyrzuca absolutną resztką tlenu w płucach w desperacji tonącego, to nie wiem, nie dogadamy się. Można mówić, że robi to celowo, dla mnie brzmi to zwyczajnie słabo. I ta płyta ma wiele takich momentów.
jestem team jogi, że ujebałeś to sobie konkretnie i skoro już raz se to usłyszałeś to już tego nie odsłyszysz. ja jestem zdania, że:
jogi pisze: ↑09 paź 2026, 14:10 Mięciutko tam sobie pląsa
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 11:16 Nas nigdy nie był i nie będzie dla mnie raperem, o którym pierwsze co pomyślę, to zajebiste flow.
no i spoko, ale twoje konkretne zarzuty, jak:
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 11:16 warstwa liryczna ponad wszystko, brak tchu i gonienie frazy
są zmyślone. jeśli coś jest zajebiście zrymowane i turla się po bicie to nie było pisane wedle szkoły "liryka ponad wszystko". nie wiem czy próbowałeś kiedyś rapować, no, ale dla mnie to jest ewidentne, że nas jest tekściarzem, którego dobre teksty są dopiero owocem wypracowanego warsztatu, a nie celem samym w sobie.

a, że jest powtarzalny czy schematyczny to nie zgadzam się, ale powiedzmy, że jako open minded rozkminiacz jakoś tam jeszcze rozumiem.
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 11:16 potrafię wyobrazić, że on lwią większość swojego repertuaru mógł napisać w ogóle bez bitu w słuchawkach, gdzie raperzy którzy często kojarzeni są z zajebistym flow, mają w głowie już jakąś melodię i konkretne sylaby, a realizują to potem dobierając tekst
no i to nadal nie sprawia, że tekst jest tam celem samym w sobie, bo jeśli coś jest celem samym w sobie to zawsze odbywa się kosztem tego co jest po drodze. w przypadku nasa tak nie jest. co do tego co napisałeś o tych podziale na raperów to też uważam, że jest to prawda, ale moim argumentem ciągle, od początku pozostaje to, że rap NY w 90s to był blueprint hiphopa jakim został wymyślony począwszy od rakima, krsa, czy bdk gdzie odeszliśmy od bam dibi bam di bam di bam dibi dibi - fenomen nasa jest hiphopowy, a miara ziomków, którzy pisali już pod konkretne patenty rytmiczne to jest case, nwm, murzynów z chiraqu co powyłazili z szafy na fali sukcesu chief keefa. znacznie późniejsza iteracja rapu. nawet jak se weźmiesz tego andre3000, który przecież rozpierdalał flow, to przecież to widać, słychać i czuć, że on se nie rozrysował flow w taki sposób o jakim mówisz. i czy to w jakikolwiek sposób umniejsza jemu flow? no nie, po prostu wywodzi się z innej szkoły pisania tekstów, która miała inne założenia.

po mojemu to przyswoiłeś kiedyś tę prostą historyjkę pt dobre flow pisane pod patenty rytmiczne vs słabe flow pisane pod tekst. a prawda i tak jest taka, że większość raperów dzisiaj i tak to przeplata.
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 11:16 Ale sam powtarzam też, że flow Nasa to dla mnie kanon flow dla takiego twardego, uliczno-truskulowego hip hopu lat 90. Podręcznik. Nowojorskie pociągi, otagowany beton i klimat pomarańczowej cegły QB czy Marcy
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 11:16 Ale sam powtarzam też, że flow Nasa to dla mnie kanon flow dla takiego twardego, uliczno-truskulowego hip hopu lat 90.
no kanon pewnie ta, ale, że to jest sztandarowy przykład tego jak nawijano na boom bapie nie kupuję za huja wafla, bo nie nawijano tak.
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 11:16 dla mnie nadal jest to schematyczne i przewidywalne, nie czuję u niego tego czarnego luzu zdefiniowanego w Chłopaki nie płaczą
posłuchaj jeszcze raz stillmatica i nie pierdol


gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 11:16 Oczywiście, że wszystko powyższe to subiektywna ocena, ale nazwana, uargumentowana tym, co lubię, a co mi się nie podoba.
no i chwała ci za to, ale ustosunkowałem się do tego w miejscach w których uważam, że przekłamałeś perspektywę używając nieadekwatnych zarzutów.

niemniej, nadal najpoważniejszym zarzutem w stosunku do nasa nie jest to, że ma słabe flow (co jest twoją zajawką i spoko, ale słuchacze hh uważają inaczej) czy, że nwm jest mało wiarygodny w wydaniu mafiozy - a raczej to, a co pominąłeś zupełnie, tj - że jest wieśniakiem estetycznym, co już po raz pierwszy zaczęło się objawiać na pierwszych sekundach it was written gdzie nawijał te swoje pierdolety na najbardziej ckliwym biciku jaki do tamtego czasu ujrzał światło dzienne w gatunku hh. nie pamiętam czyj to bit, ale trzeba by mu obciąć jaja za to, że w ogóle wpadł na pomysł, że sampel ze stinga przylega do pełnokrwistego nowojorskiego brzmienia. i od tamtej pory takich wieśniackich momentów w karierze nasa było coraz więcej, i imo m in to dlatego ludzie tak ubóstwiają illmatica - bo nie ma tam grama wiochy.
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 11:54 Redman i Raekwon uzasadnione stanowiska
redman tak, raekwon to jak dla mnie dopiero nudziarz flowowy. na debiucie jest jednym z ziomków, który ginie jako przeciętniak gdzieś tam między szalonym odb, charyzmatycznym methem, zjawiskowym dżezą czy nawet rezą w swoim rapowym peaku kiedy nawijał jak nawiedzony. w ogóle ta jego płytka cuban linx to przeszła do klasyki tylko dzięki bitom, umówmy się. dać tam, kurwa, nasa na te bity i mamy najlepszy album 90s z miejsca.
gods bidness pisze: ↑09 paź 2026, 16:19 Jak dla mnie iww ma więcej top 10 kawałków nasa, ale illmatic bardziej jest spójna w swojej perfekcji.
skoro już ten temat został poruszony, to jak dla mnie iww traci ogrom mocy przez to, że nas zachłysnął się zachodem (tak samo jak bigi, ale bigi to ograł jako swoje brzmienie i huj reszcie do tego) a przecież był świeżo upieczoną supergwiazdą nowojorskiego brzmienia, które od czasu sukcesu nwa aż po śmierć 2paka było w mainstreamie trochę w defensywie. gdyby wyjebać z tej płyty te west coastowe funkowe bity i ckliwe the message to mamy album otrodoksyjny jak illmatic, ale lepiej nawinięty i gorszy lirycznie. a tak? a tak to jest co najwyżej top4 dyski nasa.

wgl, że on wpadł na pomysł, żeby the message otwierało płytę, a zaraz po tym umieścić follow up do all eyez on me to jest taki paździerz. dla mnie ta płyta zaczyna się od i gave you power, które powinno być openerem wchodzącym po intro.
Moltisanti pisze: ↑13 wrz 2026, 23:10 Czy to do chuja rozumiesz ze to państwo finansuje te obiady, a nie ty?
ODPOWIEDZ