Piroks pisze: ↑11 maja 2025, 11:08
wiadomo cokolwiek o tej płycie? Wyjdzie to w końcu?
Przypuszczalnie nie, a raczej na pewno nie w dającej się przewidzieć przyszłości. Mar chyba poukładał sobie życie - i bardzo dobrze. W ostatnich latach aktywności artystycznej funkcjonował już zupełnie inaczej, niż przez większość kariery. Mam wrażenie, że jak gdyby mniej rozpatrywał to wszystko w kategoriach "muszę coś zrobić", przestał się spinać, odpuścił sobie wybijanie połowy globu za gust, spokorniał i wyspokojniał. Okazało się, że jak nie nagra Levela/IKONa to się świat nie zawali. Nie wypuścił zapowiadanych przez lata projektów, w które pewnie też zainwestował sporo czasu i emocji: "Milczmen 2", "Tehnikolor" i co? I świat się nie zawalił. Wykasował media społecznościowe i co? Ponownie świat się nie zawalił.
Ogólnie, to co Mar dostał od hip-hopu przez te wszystkie lata? Pozycję forumowego bożka? Uwagę ludzi, dla których tak naprawdę nie był człowiekiem, tylko postacią z interentu, która jednego bawi, a drugiemu imponuje? Parę koncertów, których (mam wrażenie) po prostu się bał, w dodatku dla podchmielonych ludzi? Okazję do rozpicia się i zbyt mocnego wejścia w wyimaginowany świat? Wiem, że tego się nie robi dla czegoś lub kogoś (przynajmniej nie zdrowy człowiek), ale powiedzmy sobie szczerze, nikt nie robi niczego, z czego niczego nie ma. Nawet jeśli to satysfakcja, czy poczucie, że zrobiło się coś wartościowego. Chłop miał od młodego pasję i był w tym dobry. Trafił na właściwy czas z "Bybzi" (wiadomo, trudne czasy na rynku fonograficznym, w Polsce i na scenie hip-hopowej, ale zarazem jeden z ostatnich momentów, by przebić się i zakorzenić w świadomości słuchaczy, jeśli było się dobrym, oryginalnym). I tak, będąc w podziemiu, osiągnął ogromny sukces, zwłaszcza przy sukcesywnym torpedowaniu własnej kariery (które, paradoksalnie, często przydawały mu sławy, bądź niesławy). 2008, 2013 to nie to samo co 2025. Świat Laika odszedł bezpowrotnie. On sam został trochę reliktem, dinozaurem w pełnym tego słowa znaczeniu. I tak bardzo długo przedłużał swą młodość wszystkimi corocznymi numerami, Almost Famous, cieniem dawnej sławy. On po prostu przeżył swoją erę, a w drugiej nie było dla niego miejsca. Żeby je dla siebie znaleźć, musiałby się zmienić, a on nigdy nie chciał się dostosowywać. I chyba za to go polubiliśmy, nie?
W podziemiu można być tylko przez jakiś czas, pozostając w świadomości słuchaczy (jaka by ona nie była). W przeciwnym razie skazujemy się na los takiego Jota. Ile osób go słucha? I jeśli robimy to dla własnej satysfakcji to okej, choć widok stu wyświetleń też potrafi zasmucić. Wiesz, że wkładasz w coś serce, wysiłek, a ktoś, kto nawinie pod autotune'a napisany mu tekst zgarnie milion odsłon. Działanie w podziemiu, zwłaszcza dziś, bez gazet i stron, jak i większości odbiorców, to wyzwanie psychiczne, zwłaszcza, gdy masz jakieś ambicje. A Laik, wbrew temu, co czasem mówił, miał ambicje i nie do końca wierzę mu w to bycie szczęśliwym ze sprzedawania trzech płyt. "Diamondlife", z tego co wiem, chcieli z Szopsem puścić w jakiejś normalnej wytwórni, po prostu nie wyszło. Nawijać gościnnie mieli na tym Pihu, czy Astek, niestety projekt władował się na minę przez jego odwyk. Udzielał nawet wywiadów w ramach promocji. Almost Famous wydawał Def Jam, tam były profesjonalne klipy.
Laik, z jednej strony, angażował się w coś, co z marszu stawało się niszowe, a z drugiej widział, jak ludzie z którymi nagrywał (Bonson, SoulPete, DwaSławy, Deys), podobnie jak jego dawni przeciwnicy (Solar) budują ogromne kariery. Niestety, jego pociąg już odjechał. Z drugiej strony, nie zszedł ze sceny dość szybko, by stać się drugim Smarkim, wyczekiwaną i zapomnianą legendą, której gościnka, czy nowy utwór przyprawiają o drżenie serca
Taki Quebonafide zaczynał chyba nawet w tym samym roku, co Laik. W 2013 roku Laik występuje na tym, jak się okazało, oszustwie, jakim okazali się "Fanatycy dźwięku" Fena. Wydaje "Level Upy", szykuje kolejne projekty, wydaje się, że rozpoczyna się jego wielka kariera z Rap Addix, a to wszystko cały czas niezależnie, w dodatku cieszy się uznaniem... Na tej samej płycie pojawia się również duet Eripe i Quebonafide. Kim oni przy nim? A mimo to, pod koniec tego roku wydają swój nielegal "Płyta roku", po czym Que dogra się do "Euforii" Pawbeatsa. Mam mówić dalej, jak to się dalej potoczyło? A dla Laika?
I teoretycznie mógłby nagrać kolejną płytę. Może nawet jakiś utwór dobiłby do stu tysięcy odtworzeń, choć bardziej prawdopodobne jest dwadzieścia do pięćdziesięciu. Ile sprzeda tych płyt? Ale to nie jest najważniejsze. Ile czasu poświęci, by to wszystko wymyślić, napisać, nagrać? Ma pracę, rodzinę, pewnie inne pasje. Ile osób czeka na kolejny projekt? A nawet jeżeli, to co mu po tym? Ma swoje życie, a - co by o nim nie mówić - Laik był zawsze bezkompromisowy.
Może chłop odpuścił, może znalazł sobie co innego w życiu? Prawdę mówiąc, jakby miał sobie gość przeżyć resztę życia szczęśliwie, a nigdy już niczego nie wydać, to ja tam wolałbym taki wariant. Mamy po Laiku piękne wspomnienia, świetne płyty, których nikt nam nie zabierze. Kto wie, a może któregoś dnia nas zaskoczy i SoulPete oznajmi, że coś w wolnych chwilach nagrali?