Choć nie ukrywam, po tych zapowiedziach i całej otoczce myślałem, że Rychu da kompletnie inny album niż to do czego nas ostatnio przyzwyczaił i nastąpi jakiś przełom, ale jest to ciągle solidny, szczery i bezkompromisowy rap na genialnych bitach Magiery, które zostały idealnie skrojone i perfekcyjnie wykorzystane przez gospodarza, ale tutaj nie było innej opcji, taki wyjadacz doskonale wie jak stworzyć producencki materiał. Z gości osobiście chyba nikt nie przypadł mi do gustu, Ero spoko poleciał, a reszty nawet nie pamiętam, no i zagraniczni goście props, bo zawsze dodają takiego klimatu i pasują do tych albumów Rysia.
Najbardziej chyba wyróżniłbym te tracki: Czarny Psalm, Michael Buffer, Cash Flow (numer jeden imo), Pandemonium, Mad Libs Rap, Wejście Smoka, Maybach.
To tyle po pierwszym odsłuchu.
Człowiek legenda.











