Pierwsza płyta Spitty którą usłyszałem i chyba ulubiona . Leniwe flow świetnie pasuje do bitów Ski Beatz'a, który zrobił tu masakre, jak to płynie! Sporo tu featów, ale na szczęście nie ma lipy i większość to uznane marki. Zajebisty album na weekendowy chill, osobisty klasyk.
Też szanuję. I tak naprawdę nic później od gotówki mnie tak nie ruszyło. Tutaj jest stylówa, chill i jakość. Super materiał. Chociaż obserwujac go cały czas, to hurtownia epek i mixtapów jaką się stał pozwala mu na dobre żyćko.
Perfekcja. Najlepsza płyta zarówno z trylogii jak i z tego co usłyszałem z dyskografii Spitty (zna ktoś wszystko ). Wychodzi na winylu z okazji record store day, ja już zamówiłem.