W owym utworze raper wykazał się kunsztem, spokojnym laidbackowym flow, którego nieśpieszne tempo przypomina trochę Scarface'a, bardziej Warrena G, a treściowo nawiązuje polemikę z Zakonem Marii, czyli Kalibrem 44, krytykując szczeniace zadurzenie się w marihuanie.
Dzisiaj powiedzieliśmy o tym luxury rap. Popatrzmy co o albumie powiedziała Bogna Świątkowska:
Ta płyta jest odkryciem bynajmniej nie Yara, a niepokojąco intrygującego głosu Reni Jusis. Jest świetna w chórkach, a w całej krasie objawia się w utworze "Refrenata", po którym łatwo można poznać, że oto nadciąga nowy cenny głos.
Reni i Yaro doskonale czują się w klimatach wziętych wprost z czarnej amerykańskiej muzyki miejskiej - znać w nich wielbicieli hip hopu (z Zachodniego Wybrzeża), R&B i jazzu. Muzycznie Yaro jest jak najbardziej nowoczesny - płyta brzmi jak trzeba (zwłaszcza utwory instrumentalne, miłe brzmienia klawiszy), natomiast jako wokalista, mimo całkiem niezłych tekstów (ozdobionych, niestety, zbyt prostymi rymami), Yaro jest troszkę zbyt jednostajny. Dobry duet z Liroyem "Wszystko jest O.K.", mądre "Deszcz deszczem", wielki przebój "Rowery dwa", dla tych co złapali właśnie dół "Bierz to co twoje", no i oczywiście głos Reni, to główne atuty tego albumu.
Napisała to zresztą 3 lata później, czyli w 2000. Łatwo więc było krytykować niezbyt wyszukane rymy Yaro. Yaro, który był też uznanym producentem Reni Jusis i Kasi Klich. Współpracował też z Liroyem, a w 1997 otarł się o Fryderyka w kategorii hip-hop, gdzie rywalizował z takimi pozycjami jak:
Centrum – Wzgórze Ya-Pa 3
Dom pełen drzwi – 3-X-Klan
Jazzda – Yaro
Żeby było miło – Bolec
A wygrał Liroy z płytą "L". Yaro nie miał szans, bo nie przeklinał.
Piszcie co robiliście, gdy pierwszy raz usłyszeliście rapera Yaro.






