To nie jest takie złe rozwiązanie, pod warunkiem, że nie tniesz całych pętli z 9. Symfonii Beethovena czy 10 najbardziej popularnych utworów w
historii, ani Immortal Technique smutna historia x love story.
Zresztą może być znane i też dobre. Np. to (tylko te bębny wołają o pomstę) -
Co do Swizz Beatza to się zgadzam, że on robił dużo kociej muzyki, ze śmieszno-strasznych wymieniłbym DMX - Party Up, tam w ogóle ten bit, te pierdziawki, piszczałki, gwizdki to jest śmiech na weselu, a do tego jeszcze DMX robi coś w stylu pampen HĘ! pampen HĄ! jak Captain Jack, co go gimby nie znajo. Obaj potrafili być fest kiczowaci, ale z takich kiczowato-strasznych jest uber banger z bodajże drugiej składanki Ruff Ryders, który jest ponadczasowym uberbangerem i wyprzedził czasy i Niggas in Paris:
Można tego słuchać i wpadać w trans, a trzeba głośno i mocno.














