uwielbiam tą płytę. jedno z najlepszych solowych dokonań ghostface'a, być może najlepsze i na pewno jeden z najlepszych albumów wśród solówek wydanych przez członków wu-tang clanu, w ogóle. period.
Recenzja pitchforka gdzie przyznają 10
Warto przeczytać, jest kilka ciekawostek o okolicznościach powstawania albumu.
Strona rapgenius istnieje dzięki taki płytom.
Niedawno minęło 20 lat od premiery i dziś wróciłem - kapitalnie się zestarzało, bity i linijki wciąż mają moc. A ten artykuł z Pitchforka znakomity, mam nadzieję, że doczekamy się takich o polskich albumów, bo widać napracowanko, chociaż 10/10 bym nie dał.
podbijam bo wybitna płyta to jest
childs play imo zdecydowanie jego najlepsza nuta, no i ten fantastyczny beat switch
no i warto wspomnieć jak superb jakimś cudem dorównał poziomem ghostowi na ghost deini, gdzie starks naprawdę zajebiście nawija
Z jednej strony genialna płyta, z drugiej strasznie ciężka momentami. Ghostface to mój ulubiony raper z Wu, a i tak do tej płyty się całe życie przekonuje, mimo że kupiona na kasecie w oryginale w sierpniu 2000 na stoisku w Jastrzębiej Górze, pod wpływem recenzji w "Klanie". Kupiłem tam wtedy jeszcze Ruff Ryders vol. 2. Wspaniałe czasy. Kupowało się rzeczy w ciemno, bo nie było gdzie w internecie przesłuchać.
Do genialnych rzeczy należy oczywiście Mighty Healthy, Ghost Deini i Child's Play z zajebiście napisaną retrospekcją do lat szczenięcych i z jednym z lepszych bitów ever, jeśli idzie o dobranie do treści kawałka, do tego z genialnym przejściem na końcu. Nie pamiętam kto robił ten bit, ale powinien dostać złoty medal na olimpiadzie za niego (Igrzyska letnie).
Niestety momentami płyta zamienia się w neurotyczną kakofonię. I takie Nutmeg nuży, a Stay True już jest asłuchalną kakofonią, nieudanym eksperymentem.
Ogólnie dobra płyta, ale dość ciężka i idzie się nią zmęczyć, zwłaszcza, że i Ghostface'owi daleko do łatwego w odbiorze rapera typu smoothly rymujący w klasycznym stylu Rakim na boom bapach.
W sumie jak tak teraz o tym myślę, to faktycznie Wu Tang łatwy w odbiorze nie jest ani muzycznie, ani tekstowo (językowo) i pewnie większość niedzielnych fanów to się bardziej wizerunkiem jara niż samą muzyką. Ale taki Method Man rymuje jednak mocno klasycznie i przystępnie, kładzie rymy równo, rytminicznie, że mogłyby robić za werbel i hi hat. Ghostface jednak ze swoim głosem, lekki offbeatem i luźnym tratowaniem frazy jest bardziej skomplikowany w recepsji. W sumie źle to ująłem, że się latami do niej przekonuję. Bardziej się latami przekonuję, żeby ją uznać za klasyk 10/10, jakby chcieli jajogłowcy z piczforka.
Ale ta płyta na pewno jest genialna pod różnymi względami i wywołuje u mnie jakieś dziwne odczucia, jakich żadna inna płyta nie wywołuje. Np. takie Apollo Kids trochę benger, a trochę mnie wkurwia, trochę bez punktu kulminacyjnego z tymi samplami, jakby walić konia i niby przyjemnie, ale nie móc się mimo wszystko spuścić, poza tym drzazga pod napletem uwiera. Buck 50 tak samo, zajebisty bit, ale jak ww. wywołuje jakieś takie wrażenie niedosytu jak walenie kolejnej ściechy na zajechanych już receptorach.
Właściwie cała ta płyta ma taki vibe, intrygująca, ciekawa, ale daleko od klasycznego brzmienia i tylko Wu Banga ma taki klasyczny vibe nowojorskiego bangera z końcówki lat 90. I w sumie wszystkie oparte na prostych pętlach, kontrowanych mniej lub bardziej dziwacznymi przejściami. Malcom jeszcze 10/10. Ze skitów Iron's Theme to jeden z lepszych skitów ever, obok interludium z którejś płyty Kanyego, jak murzyn jakiś śpiewa, że ma lepsze rzeczy do roboty niż szkoła.
dla mnie Wu-Tangowe projekty są mocno przehypowane
ale akurat do tego albumu wracam dość często i jest on zdecydowanie moją ulubioną rzeczą która wyszła spod ich ręki
potem troszkę niżej OB4CL i 36 Chambers, a potem jeszcze niżej Ironman i Liquid Swords
a reszta tych ich albumów to albo mid albo i syf momentami