W kolejności mojego kontaktu:
Dark Souls - pierwsze godziny to był wpierdol srogi, bo głupi ja, zamiast lajtowej opcji, to schodziłem do upiorów na dół i myślałem potem "cholera, ta gra nie może być aż taka trudna". Po kilku nieudanych próbach przeczytałem w necie, że mam sie skierować w zupełnie inną stronę

Od tamtej pory sam zachwyt

Demon's Souls - bałem się, że trochę się odbiję po tym, że najpierw zagrałem w Dark Souls, a tu nie za bardzo. Ba, mam wrażenie, że o ile Dark Souls jest bardziej dopracowane, to Demon's Souls wygrywa klimatem. Nie ma może Anor Londo, do którego jak wbijasz, to zachwycasz się niesamowicie. Ale widać tutaj, że z tego ograniczonego budżetu wyciskali maksimum.
Dark Souls II - kilka godzin pogranych i rzuciłem podczas przechodzenia podziemnego portu. Dopiero...
Bloodborne - ...pozwoliło mi zrozumieć, co jest nie tak z Dark Souls II i dlaczego to, co tak dobrze działało we wcześniejszych częściach, w DS2 nie działa najlepiej. Uczciwość. Serio, gry FS są trudne, ale uczciwe. Dark Souls, Demon's Souls i Bloodborne mają to, że zanim wyślą w Twoją stronę zgraję przeciwników, najpierw mierzysz się gdzieś w samotności z jednym, dzięki czemu poznajesz jego wachlarz ruchów. W Dark Souls 2 jak masz nowy typ przeciwników, to od razu wpierdolą Ci na głowę 2-3 i to jeszcze tak, że trudno ich wyprowadzić osobno, co jest cholernie frustrujące. Co zaś do Bloodborne, dla mnie najlepsza gra od From Software. Zawsze w Soulsach preferowałem uniki, lekki build, aby być szybką postacią, zamiast polegać na tarczy, dlatego dużo dynamiczniejszy system walki oparty na premiowaniu agresywniejszego podejścia, szybkości i używający uników jako głównego sposobu unikania obrażeń przypadł mi do gustu niesamowicie.