GoodStuff pisze: ↑08 kwie 2021, 22:06
Niestety jego dwubiegunowosc i ewidentne problemy emocjalne i z wlasna tozsamoscia sprawily ze nie da sie go brac powaznie,wkurwia ucho te glupoty ktore pierdoli na tych lajwach,ale wystarczy wejsc zalaczyc playliste Sentino i wiesz ze masz do czynienia z artysta niepowtarzalnym i wyjatkowych jak na polskie warunki,z dwojki uchodzcow w polskiej rapgrze kariere robi nie ten co trzeba
fajny jest to album, wiadomo Sicario, Dwusetki, Czary Mary, Sauvage mi sie podoba tez
jakby nie byl pierdolonym debilem to pokazalby takiemu kurwa koldiemu jak sie robi rap na drillowych bitach
Zamówione. Podoba mi się to brzmienie ze snippetów, pomimo tego, że nie jest to zupełnie świeże i wypieszczone. Hook w Blisko Księżyca absolutnie przekozacki. Szkoda, że Senti znów tak się zakopał tym pustym wirażkowaniem - niby człowiek wiedział, że nie może być normalnie, ale jednak się łudził.
W końcu ! Płyta roku chociaż jeszcze nie słuchałem . szynol , step mela wam na ryj pedały jebane(bez obrazy dla pedalow oczywiście) chada się w grobie przewraca przez to co wy odpierdalacie
zaskoczyłem się fest, single były na pewno najsłabsze z całego zestawu piosenek proponowanych przez pięknego latynosa, cała reszta natomiast to jakość i czysta zabawa w jednym. wszystkich obawiających się o dezaktualizację brzmienia uspokajam, że w dłuższej perspektywie sebek wyciągnął z niego koherentne maksimum i słychać, że nie ma tu cienia przypadku - tym bardziej szkoda, że kierunek artystyczny całego projektu nie był pod kuratelą kogoś, kto ma, powiedzmy, jakąkolwiek studyjną świadomość. no ale nie ma co narzekać, zwracam honor i biję się w pierś, bo takiego stężenia dobrze napisanych refrenów nie ma chyba na żadnej innej płycie w gatunku typu polski rap, czasami ten stopień nawarstwiania mikro-hooków w poszczególnych partiach jest wręcz nieludzki, z kolei zwrotki typ leci jak szalony; z pasją, iskrą i bez fillerów. zresztą odsyłam do słów samego autora z jednego z lajwów, gdzie wyraźnie nakreślił granice między jego muzyką a muzyką innych ludzi ze środowiska: „nie potrafią na bicie normalnie zarapować, wypadają z rytmu, mają za dużo sylab, mają chujową punktuację, sylabizację czy jak to się nazywa w rymach, używają dziwnych porównań, dziwnych panczy, mówią corny shit, dziwne rzeczy. ja nigdy nie mówiłem, że robię polski rap tylko robię murda tunes w polskim języku. dlatego moja pierwsza płyta nazywała się zabójstwo liryczne. ta cała generacja chłopaków i dziewczyn, która w 2012-2013 zaczynała mnie słuchać i to wszystko kumała, słuchała chief keefa i chicago drill, który właściwie był reinkarnacją trapu, oldschoolowego crunku, to jest muzyka czarna wszystko i jak ja widzę jakie tenisówki nosicie. polski to fajny język, jest to język z jajem, z ogromnym poczuciem humoru, bardzo plastyczny, można w nim wyrazić dużo emocji, ale brakuje mi raperów na scenie polskiej, którzy by fajnie używali polskiego języka. jak miałem 17 lat, jak w polsce na topie była 3h, tede, rapowali bez treści kompletnie, jak oldskulowi fristajlowcy, mcs imprezowi w stanach pod koniec lat 70 to ja już szukałem rozwiązań żeby rymować całe zdanie zainspirowany big punem i big daddy kanem. parę pokoleń i szkół rapu nigdy nie zostało przetworzonych na polski język. to co oni uważają za panczlajn, to co oni uważają za dobry bit, ten producent co robi ten bit uważa za dobry snare, za dobry bassline - to jest żenada. barwa głosu - żenada, flow - żenada”