Deutschland wiadomo jakie emocje wznieciło na scenie politycznej, fajnie.
Radio luźny utwór, przyjemniaczek. O singlach każdy słyszał, dalej lecimy z utworami -
Zeig Dich fajna krytyka katoli przy dobrych partiach, mocno wchodzące bicia i przyjemny chór.
Auslander bez większych ekscesów, tekstowo cały czas utrzymywało się słabo i mało kontrowersyjnie jak na Rammstein.
Sex to w ogóle porażka, aż warto wspomnieć pastę o tym, że seks nie istnieje.
Puppe pomimo zadziornego charakteru w wokalu tekstowo również jakoś nie zadowoliło mnie, choć wykonanie jak najbardziej jest atutem na tej płycie.
Was ich liebe klasycznie klimacik luźny, jednak coś mi nie pasuje w perkusji jaka tu gra. Te jakże przyjemne mocne kawałki przerywa
Diamant, który wprowadza we mnie zamieszanie przy odsłuchu całości swoją prostotą. Wokal Lindemanna wciąga niesamowicie podczas tego swobodnego opowiadania. Po tej chwili spokojnego rytmu wjeżdża
Weit Weg będący elektroniczną odskocznią, co bardzo przyjemnie wyszło w ich wykonaniu. Kompozycja nieco biedna, gdyż syntezator wjeżdża rzadko ale takie eksperymenty są przyjemne.
Tattoo to chyba jakiś stary projekt, bo tak ciężkiego Rammsteina nie spodziewałem się przy tym, co odsłuchiwałem wedle kolejności na płycie. Dziwne odczucie niepasującej ciężkości co do tematyki podjętej w utworze, jednak sama koncepcja wydaje się być czymś dobrym. Na zakończenie wjeżdża
Hallomann z pojebanym tekstem, jaki przypisać można tylko Rammsteinowi. Dobrze było wysłuchać tego albumu kilka razy, jednak moje umiejętności opisywania tego raczej miernie wypadają - jestem zachwycony ilością dobrze brzmiących riffów i mocy z nich płynących. Bo do połowy płyty biega się na prawdę świetnie wybijając rytmem kolejne metry

Mimo wszystko płyta jest jak najbardziej dobra i nie zawiodłem się na niej.