wróciłem sobie i napisze troche więcej niż wczoraj
po pierwsze - myślę że możemy mieć do czynienia z jedną z płyt roku nie tylko roku, ale nawet z szeroką czołówką dekady
po drugie - niesamowicie mnie się podoba jak on odrywa nawijke od bitów i jak to wykorzysteje, tak że sprawia to wrażenie zderzania się ze sobą dwóch różnych warstw muzycznych, melodycznych, wspaniałe to wytwarza dysonanse, zresztą w miniaturze to samo dzieje się w samych podkładach duch Charlesa Ivesa wiecznie żywy
po trzecie - świetne jest też to jak on w ogóle dekonstruuje nawijke jako taką, co do celu podobny jest w tym do Cartiego, chyba dojrzałem do trzeciego podejścia do Die Lit

, fajne jest też to jak ten swój offbeat konstruuje w oparciu o - bo ja wiem jak to nazwać - paralelizmy rytmiczne, tak że z tego na pozór chaotycznego antyflow robi się nieco paradoksalnie całkiem poukładane i melodyczne flow, tylko oparte o własny, wewnętrzny schemat rytmiczny oderwany od tego co tam sobie stuka perkusja
btw chyba pora już najwyższa zarzucić ten anachroniczny podział na oldschool i newschool tworzony względem kryterium liczby bpm i rodzaju perki, a zacząć tworzyć podział między starą a nową szkołą na linii różnicy podejścia do nawijki bo - skoro już nawet Bishop Nehru nagrywa na trapach, a i Madlib potrafi trzasnąć trapiszcze - to nie ma to już większego różnicującego znaczenia
po czwarte - oczywiście tej płycie brakuje trochę do zupełnej kompletności: wokale w kilku numerach są do poprawy, bo aż słychać że to nagrywki mocno garażowe i kuje to w uszy, przydały by się też jakieś inne głosy na przełamanie (ale wbrew pozorom nie narzekam na brak featów - bo nie oczekiwałbym od przeciętnego murzyńskiego nastolatka ogarnięcia liluzivertów czy gunn tego świata, a ile to już potencjalnie dobrych materiałów zawalono, bo się musiały dograć ziomki z dzielni - tylko pisze czego teoretycznie brakuje)
TLDR
jest zajebiście, a może być jeszcze lepiej, płyta roku, a killin' track roku
btw - pamiętajcie jeszcze że połowę tych bitów, w tym większość z początku gość wyprodukował sobie sam