klasyk, najlepszy album tego duetu zaraz obok słynnej dwupłytówki z 2003 (choć w sumie każda płyta jest najlepsza w swoim stylu, w ogóle outkast to dla mnie najrówniejsza dyskografia w historii rapu.)
na stankonii najbardziej urzekło mnie to połączenie rocka z psychodelicznym funkiem. na tej płycie widać już wyrazniej ciągoty andrzeja 3000 do śpiewania, do tego big boi w swoim klasycznym kozackim stylu..no super album, co ja się będę rozwodził
Oczywiście jak wszystko od nich super. Brakowało mi tuttaj jednak takiej aury mistycyzmu z ATLiens i Aquemini. Właśnie tutaj poszło to wszystko mocno w tuptający funk i nie chodzi mi o to że to źle ale bardziej siedziały mi te głębokie, wielowymiarowe odloty Organized Noize na poprzednikach.
lipa, liczyłem na jakieś pięciopłytowe wydanie typu te wszystkie potężne re-releasy albumów prince'a, beach boysów itd, a tu tylko trzy stare remixy i trzy a capelle, ziew