
1. Żeby Było Miło
2. Branża
3. Szopka
4. Olej Całą Resztę
5. Tak Musi Być
6. Dym
7. Lolita Intro
8. Lolita
9. Wolność Słowa
10. Bujam Się
11. Czas
12. Gruda
13. Nie Sen
14. Żeby Było Miło (Remix)
15. Ziemia

Żyjemy w czasach, w których słuchacze bez wstydu przyznają, że nie znają „Skandalu”. A co dopiero mają odpowiedzieć, kiedy zapytamy ich o Bolca?
Do odświeżenia sobie wydanej 1997 roku (a zatem aż 18 lat temu!) płyty „Żeby było miło” Bolca skłoniła mnie autobiografia „Ćpałem, chlałem i przetrwałem” Macieja Maleńczuka. Obaj panowie znali się głównie z zespołu Homo Twist, którego ten ostatni był liderem i wokalistą, a przyszły raper grzmocił tam przez pewien czas na perkusji. Wierząc słowom piosenkarza, lubili ze sobą nie tylko przebywać, ale też robić interesy. Bolec handlował haszyszem i wspólne koncerty bywały dla niego okazją do poszerzania swoich kontaktów, ponadto nie brakowało im też okazji do konsumpcji przeróżnych narkotyków, po których perkusista pisał teksty. Jako że obaj mieli twarde charaktery szybko doszło do tarć i walki o prymat w składzie. Maleńczuk – o czym opowiada Barbarze Burdzy – doradził Bolcowi, by został raperem i ten poszedł za jego głosem. Ile rzeczywiście było udziału wokalisty Homo Twist w karierze krakowskiego MC trudno powiedzieć, ale płytę nagrał niedługo potem.
„Żeby było miło” nie zostało wielkim hitem. Andrzej Cała w Antologii polskiego rapu pisze o autorze: „Niestety środowisko hiphopowe nie potraktowało Bolca poważnie jako jednego ze swoich, a sprzedaż płyty sięgnęła 10 tysięcy egzemplarzy, co wówczas nie robiło wrażenia”. Rzeczywiście, Liroy sprzedawał wtedy ponad 100 tysięcy płyt, a jego debiut z 1995 roku rozszedł się w pół milionowym nakładzie. Album Bolca nadgryzł już czas, niełatwo się go słucha, ale na pewno odróżniają go od ówczesnych projektów bardziej przemyślanie teksty i ciekawsze brzmienie. Tytułowy utwór jest miły dla ucha, jednak dalej schodzimy w mroczniejsze klimaty, w krytykę rządzącej wszystkim „Branży”, tematy damsko-męskie czy pochwały bezkompromisowości, o czym mówią same tytuły kawałków: „Szopka”, „Olej całą resztę”, „Wolność słowa”. W bitach nieźle pocięte sample, mocna perkusja i niekiedy rockowe sznyty.
Mimo tylko jednej wydanej za życia płyty oraz tego, że odrzuciło go środowisko, bez wątpienia Bolec przecierał hip-hopowe szlaki w naszym kraju i jest jednym z ojców chrzestnych rodzimego rapu. Niestety, „palił swoje dżoje” nazbyt często, a i innych używek też nie unikał. Zmarł w 2009 roku, uprzednio zamieniając karierę muzyczną na aktorską. Cztery lata później wydano jego pośmiertną płytę „Renegat”, która nie wzbudziła żadnej reakcji ze strony hip-hopowego środowiska. Jego życie i kariera nie potoczyły się zbyt miło, jednak jakkolwiek nie oceniać „Żeby było miło”, to warto pamiętać, że ktoś taki w ogóle istniał. A wielu chyba dawno o nim zapomniało albo nawet się nie dowiedziało.
To nie był niszowy materiał ziomeczku, klip Bolca normalnie latał w telewizji.przedszkolanek pisze: ↑05 sty 2020, 0:12 ze wszystkich znanych mi niszowych materiałów z 90 słabego odbioru tego chyba najbardziej mi szkoda
Z tego co pamiętam w Klanie pisali scena debiut Bolca przyjęła bardzo entuzjastycznie, ale z czasem stosunek do niego się zmienił.Jose pisze: ↑04 sty 2020, 9:00 Kiedyś sobie napisałem posta o tym, to przekleję w lepsze miejsce:
Żyjemy w czasach, w których słuchacze bez wstydu przyznają, że nie znają „Skandalu”. A co dopiero mają odpowiedzieć, kiedy zapytamy ich o Bolca?
Do odświeżenia sobie wydanej 1997 roku (a zatem aż 18 lat temu!) płyty „Żeby było miło” Bolca skłoniła mnie autobiografia „Ćpałem, chlałem i przetrwałem” Macieja Maleńczuka. Obaj panowie znali się głównie z zespołu Homo Twist, którego ten ostatni był liderem i wokalistą, a przyszły raper grzmocił tam przez pewien czas na perkusji. Wierząc słowom piosenkarza, lubili ze sobą nie tylko przebywać, ale też robić interesy. Bolec handlował haszyszem i wspólne koncerty bywały dla niego okazją do poszerzania swoich kontaktów, ponadto nie brakowało im też okazji do konsumpcji przeróżnych narkotyków, po których perkusista pisał teksty. Jako że obaj mieli twarde charaktery szybko doszło do tarć i walki o prymat w składzie. Maleńczuk – o czym opowiada Barbarze Burdzy – doradził Bolcowi, by został raperem i ten poszedł za jego głosem. Ile rzeczywiście było udziału wokalisty Homo Twist w karierze krakowskiego MC trudno powiedzieć, ale płytę nagrał niedługo potem.
„Żeby było miło” nie zostało wielkim hitem. Andrzej Cała w Antologii polskiego rapu pisze o autorze: „Niestety środowisko hiphopowe nie potraktowało Bolca poważnie jako jednego ze swoich, a sprzedaż płyty sięgnęła 10 tysięcy egzemplarzy, co wówczas nie robiło wrażenia”. Rzeczywiście, Liroy sprzedawał wtedy ponad 100 tysięcy płyt, a jego debiut z 1995 roku rozszedł się w pół milionowym nakładzie. Album Bolca nadgryzł już czas, niełatwo się go słucha, ale na pewno odróżniają go od ówczesnych projektów bardziej przemyślanie teksty i ciekawsze brzmienie. Tytułowy utwór jest miły dla ucha, jednak dalej schodzimy w mroczniejsze klimaty, w krytykę rządzącej wszystkim „Branży”, tematy damsko-męskie czy pochwały bezkompromisowości, o czym mówią same tytuły kawałków: „Szopka”, „Olej całą resztę”, „Wolność słowa”. W bitach nieźle pocięte sample, mocna perkusja i niekiedy rockowe sznyty.
Mimo tylko jednej wydanej za życia płyty oraz tego, że odrzuciło go środowisko, bez wątpienia Bolec przecierał hip-hopowe szlaki w naszym kraju i jest jednym z ojców chrzestnych rodzimego rapu. Niestety, „palił swoje dżoje” nazbyt często, a i innych używek też nie unikał. Zmarł w 2009 roku, uprzednio zamieniając karierę muzyczną na aktorską. Cztery lata później wydano jego pośmiertną płytę „Renegat”, która nie wzbudziła żadnej reakcji ze strony hip-hopowego środowiska. Jego życie i kariera nie potoczyły się zbyt miło, jednak jakkolwiek nie oceniać „Żeby było miło”, to warto pamiętać, że ktoś taki w ogóle istniał. A wielu chyba dawno o nim zapomniało albo nawet się nie dowiedziało.