Kuban - Spokój (5 pkt)
Junes - Nie-Ep (4 pkt)
Taco Hemingway - Latarnie wszędzie dawno zgasły (4 pkt)
Bonsoul - Refluks (3 pkt)
Eldo - Chi (3 pkt)
Łona - Nawiasem mówiąc (3 pkt)
Mielzky - Komik z depresją (2 pkt)
Małpa - Kilka numerów o czymś (2 pkt)
Zeus - Album Zeusa (2 pkt)
Adi Nowak - Nienajprawdziwsze Ep (2 pkt)
Bober - Narcyz (1 pkt)
Smarki Smark - Najebawszy EP (1 pkt)
Szad - I niech szukają mnie kule (1 pkt)
Gruz Braders - Grudki, smutki, rap do wódki (1 pkt)
Laikike1 - Milczmen Screamdustry (1 pkt)
Postanowiłem zabawić się z Wami, bo *nawet nowi* mogą głosować. Nie mam pojęcia jaki jest najlepszy album wszech czasów, bo większości nie sprawdziłem, a poza tym nie mam wystarczającej wiedzy na temat rapu żeby wysnuwać oceny "obiektywne". Ogólnie rzecz biorąc nie słucham płyt, słucham pojedynczych utworów, bo rzadko się zdarza, żeby raper utrzymał całą płytę na poziomie. Ale skoro temat dotyczy albumów - wybrałem takie, które mogę przyjemnie przesłuchać bez skipowania. Są to płyty moim zdaniem najrówniejsze. Płyty, które uderzyły mnie w serduszko, stymulowały intelektualnie albo bujały, albo wszystko jednocześnie. Drugą zasadą, którą sam sobie wybrałem, było nie powtarzanie ksywek. Bez tego pewnie 3/4 listy zabrałby Bonson, technicznie kurwa top 3 w Polsce, brudnopis i bandyta, ale składa zwroty jakby wyjął serce z piersi i pokroił.
Nie do szpitala dla syfilityków zaprowadziłbym młodego człowieka, żeby mu odebrać chęć do kobiet, lecz do mojej duszy, aby popatrzył na szarpiące nią szatany!