Dodam jeszcze, że ja ogólnie czy to PLHH czy ZHH jestem przeciwnikiem filozofii gdzie łebki dla których pierwszym albumem była Eklektyka Quebonafide mają wymieniać od linijki że O.S.T.R. wybitny, Nas i Jay-Z geniusze, Skandal Molesty klasyk, a Sokół wielkim poetą był, tylko to w dużej mierze nie będzie ich osobiste zdanie podparte sprawdzeniem dyskografii, to będzie powtórzenie powszechnego, defaultowego poglądu na który trafili wchodząc do tej kultury i tyle.
Dodano po 1 minucie 23 sekundach:
oldschool pisze: ↑wczoraj, 22:58
Po prostu Jay Z okazał się raperem, którego muzyka miała swój czas i on dość niezręcznie sformułował ten hot take.
Jakby to napisał "w ostatnich 5 latach nikt nie wymienił mi, że słucha Jay Z, jak zapytałem go o artystów" to by się nie było czego czepić, bo rzeczywiście Jay mam wrażenie, że w ostatnich 10 latach strasznie przygasł jako postać.
Dokładnie tak, jakby nie oddalał się od pierwotnego tejka w kolejnych komentarzach, tylko przywoływał dyskusję do tego pierwszego i dał jakieś ramy czasowe, to byłoby luźno do obrony, a tak sam się zamotał.
B to G strikes again, thick hay on the bread... For me it's a lifestyle, you say that's about swag
Dla mnie to coś w stylu jakby ktoś jebnął "nie poznałem nikogo kto wśród kozaków w NBA by wymienił Derricka Rose'a". Nawet jak małolaty nie oglądały NBA w jego czasach to widzieli jakieś hajlajty czy inne filmiki ze skrótem kariery albo what if na YT i by odpisali, że to chuja się znasz na NBA.
A jakby przewinął "nie poznałem nikogo kto wśród kozaków w NBA by wymienił Julius Ervinga" to by tego hejtu było dużo mniej, bo pewnie małolaty go nawet nie kojarzą, a starych dziadów co by się mogli spruć albo realnych znawców by było w komentarzach niewielu.
Ona mnie pyta skąd woń tej esencji
To zbita kula spod kutasencji
No ja się zgadzam z Wami jak najbardziej. Mnie ogólnie ZHH chuja interesuje tak właściwie oprócz paru osób, co pisałem wcześniej. Mówienie, że Jay nie jest goatem to jest życie w schizofrenii. Ja też nie znam nikogo, kto go słucha na co dzień. Obstawiam, że pierwszymi typami, gdybym zapytał ziomków, byliby jacyś, kurwa, nie wiem. Mac Miller albo Travis czy Kendrick. Jednak pierdolenie, że schizol Kanye jest lepszym raperem, bo zagrał lepszy koncert to, eh. Tutaj ogólnie rozchodzi się o to, że ten debil stworzył sobie w głowie obraz statystycznego słuchacza rapu, co słucha AOTP albo KRS-a i wszystko inne dla niego jest sraką. No i dla niego też pewnie to, co promuje jest gównem, no bo jest xD Ale zapłacili to trzeba pochwalić. Chłop jest totalnie nieobiektywny, a kreuje się na jakiegoś medium rapowego, promując cweli i noskilli. I toczy dyskusję z ludźmi, których obraz sobie wymyślił, jednocześnie ją przegrywając. Piękne.
No i tu też działa to, co oldskul pisał. Zapytaj się losowego Nowaka kim jest Sidney Crosby to powie, że chuj go to interesuje i spierdalaj. Ale trafiając na hokejowego zapaleńca ten na pewno będzie wiedział. Nie zmienia to faktu, że argumentacja hajpa to robienie z siebie debila.
Za stary jestem, by zmieniać świat
Tak marny becel a kurwa utarg
Niesiony szczęściem wybiegam w dal
Jak sam nie wierzę, to umarł w butach