7+/10 udana produkcja, brzmieniowo strasznie kipi starym dobrym New Yorkiem. Ja się nie nudziłem, AZ kapitalnie opowiada, eleganckie flow, zrymowane zajebiście, spoko bity, soulowe przyśpiewki w np So High, feat Nasa kozak, dobrze mi siedzi też I Was Once There Too.
Zaskoczony jestem, bo niczego nie spodziewałem się po którymś z kolei albumie AZiego, szczególnie że do z pewnością najbardziej docenianego debiutu nie wracam wcale. Dwójkę chyba przesłuchałem raz i też nie miałem nigdy potrzeby odsłuchać ponownie. Z tym albumem mam inaczej.
Żeby nie było, nie jest to żaden majstersztyk, blockbuster czy gamechanger ale na pewno zamierzam do niego raz na czas wrócić.
Bity są ciekawsze i lepiej mi wchodzą niż te od Premiera dla ostatniego Nasa. Najlepsze jak narazie So High i Still Jackie ale i Nas dobrze dał w Suprise.