Rau - Strefa Dyskomfortu
„Strefa Dyskomfortu” to płyta różnorodna, ale w dużej mierze opowiadająca o walce z samym sobą i o siebie, o zakopywaniu dołków używkami, o wypaleniu zawodowym i o tych dziwnych, niepokojących czasach… Ale spokojnie, nie zabraknie również typowych dla Rau’a numerów chwytliwych oraz śmiechulcowych.
Spoiler
Tracklista:
01 Cliffhanger…
02 Rollercoaster
03 Sony Trynitron
04 Mój Twój Kumpel
05 Drillers Are Coming
06 Mrok
07 Let It Be
08 Tata Robi Lalala
09 Szybko Szybko
10 Przecinki
11 Strefa Dyskomfortu
12 Zawsze Jeszcze Troszkę
13 Blantydepresanty
spotify:
Spoiler
single:
Spoiler
Ostatnio zmieniony 19 mar 2026, 13:20 przez zuperhero, łącznie zmieniany 1 raz.
Wyszło to już? Sprawdzę, bo to jeden z nielicznych ciekawych raperów na tej scenie, choć zgadzam się, że zbyt często zamiast muzyki, robi kabaretowe melodyjki.
Płyta jest, wylądowała na YT Music.
To specyficzny kabaret-rap – fajnie przesłuchać raz dla odmiany, bo przy większej ilości zaczyna nużyć. Jako urozmaicenie playlisty wypada jednak na plus.
Wszystkie moje posty są wyłącznie fikcją literacką i nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości.
06 Mrok
07 Let It Be
09 Szybko Szybko
10 Przecinki
Choć rozumiem po co one są na płycie i dlaczego, to te tracki jak dla mnie do wyjebania. Reszta jest spoko - w stylu RAUa. Ja to biorę na miękko jako odtrutkę od padaki dzisiejszej.
trochę mam tak że styl (w sensie i sposób nawijki i sposób pisania, ogólnie całokształ) raua jest na tyle charakterystyczny, że kolejne albumy brzmią dość podobnie. jest kilka koneptów na kawałki i na kolejnych płytach, dostajemy ich kolejne iteracje: kawałek komediowy z goofy bitem i gierkami słownymi, smutny smętny kawałek o zabarwieniu depresyjnym, retro-synthowy eksperyment z próbami śpiewu,... całkiem kreatywne, fajnie zrealizowane ale trochę mam zgrzyt kiedy słucham znowu kolejnej odsłony tej samej piosenki.
mimo ww. to strefa dyskomfortu to odbicie po poprzednim albumie, który momenty miał mocarne ale w za małym natężeniu i całościowo był nierówny. teraz dostaliśmy spójniejszy materiał, poza małymi wyjątkami typu trochę przejedzonym memem ale śmiechulcowym i przyjemnym drillers are coming. tematycznie mocno depresyjnie, momentami vibe jak afrojax w 2015, ciekawie napisane, przy takiej tematyce łatwo wpaść w banały i patos, a rau ugryzł to naprawdę zręcznie- jednocześnie dosadnie i z mięsem ale posypanę odrobiną humorku, przez co nie dostaliśmy ckliwego emocjonalnego pierdolenia, dodatkowo czuć że to o czym mówi jest autentyczne i idzie z serducha. bitowo jak zawsze fajnie, w swoim oryginalnym rauowskim stylu. podbijam @chaya , że jest kilka niepotrzebnych wypełniaczy ale i tak album oceniam na dobry+, polecam sprawdzić, nie tylko dlatego że rau to równy gość. dołączam się do bowdownów dla outra
mam to samo przemyslenie, w sensie RAU jest super ale to to samo i dosyć przewidywalny matriał (chyba, bo nie słuchałem, pobieżnie tylko), a jego wcześniejszy materiał bardzo powazam, szczegolnie papierowy man zajebisty numer koloruje na <s>rozowo</s> brzoskwiniowo bo przypadkowo odkryłem/kliknąłem, że jest taka opcja i nie potrafię sobie odmówić tej przyjemności.
Dojebana jest ta płyta, będąc jednocześnie opisem stanu emocjonalnego nie tylko raua ale dużej części naszego społeczeństwa. Dość trudny odbiór i spory chaos na bitach - nie każdy przez to przebrnie ale jeśli to zrobi j się wsłucha, to autor wynagradza.
Dojebany album, dużo utożsamianka z wieloma numerami, szczególnie, że też jestem młodym ojcem. Wyjebałbym tylko "drillers are coming" bo mega dziwnie nawinięte, męczy ten numer, no i "mój/twój kumpel" to w sumie przekalkowany patent z "makłowicza" oraz "let it be" średnio mi siedzi. Idealny balans między poważnymi-depresyjnymi numerami, a RAUowymi wygrzewkami.