Tutaj opinia Jana Pawła o tym albumie (i o Rozrywkowsej też):
Przykładowo o „Muzyce emocjonalnej” powiedziałeś kiedyś, że to patetyczny szit.
To prawda. Brakowało mi wtedy zdrowego podejścia do sprawy, dystansu i wszystko działo się na gorąco. Nie lubię wracać do tej epki, bo jest kiczowata. Było tam dużo rzygu emocjonalnego, który dotyczył tylko jednej sfery życiowej. Po latach uważam, że spełnia ona swoje funkcje tylko wtedy, gdy jest się w takim stanie, w jakim ja byłem wtedy. W innym wypadku słuchanie jej mija się z celem. Tam nie ma uniwersalnych treści. Ciężko jej słuchać, gdy jest się szczęśliwym człowiekiem z chłodnym podejściem do rzeczywistości. Opowiem ci o pewnej sytuacji z mojego życia, która idealnie obrazuje to, o czym teraz mówię. Mój starszy kolega, cholernie szczery gość, napisał mi tuż po premierze „Muzyki emocjonalnej”, że stworzyłem totalnie słaby album, kierowany do gówniarzy nie radzących sobie ze swoimi emocjami. Minęło kilka lat i ten sam gość napisał mi zupełnie inną wiadomość. Ale gdy to pisał był w odwrotnej sytuacji, bo właśnie się rozwodził. Zastanawiałem się też kiedyś nad tekstami z „Muzyki rozrywkowej” [nagranej z Szogunem – przyp.red.]. Mimo że nie jest ona pozbawiona mało chlubnych treści, nie wstydzę się jej. Tylko że to była od początku do końca pewna kreacja i konwencja. Jako autor uważam, że był to materiał o zgorzknieniu i upadku, ale celowo podany w taki sposób. To nie była muzyka tylko o mnie, ale o ludziach, których wtedy spotykałem, o moich obserwacjach i wnioskach. Jest dobrym kompanem do grubej imprezy, a gruba impreza w moim przypadku zawsze oznacza upadek.