Ale tu pojawia się problem. Bo czy można chwalić kogoś za znaczny wpływ na rapgrę, jeżeli wpływ był negatywny? Np. bez wątpienia duży wpływ na rap miało N.W.A., ale tekstowo to tak naprawdę był low effort rap i być może gdyby nie oni, to raperzy w większym stopniu wzorowaliby się na Public Enemy, na czym gatunek mógłby zyskać. Stary dirty south, jak Three 6 Mafia także wywarł duży wpływ, dzisiejszy rap to w większości pochodna dirty southu. Z perspektywy większości raperów to może i dobrze, bo taki rap się sprzedaje, ale z perspektywy truskula to źle, bo każdy truskul wolałby, żeby dominowały wpływy nowojorskie. A na szczególne potępienie zasłużył T-pain, jako główny popularyzator autotuna. Eminem mógł być dobry, ale wpłynął głównie na o wiele mniej uwielbianych raperów, którzy bardzo chcieliby nim być, jak Hopsin i Kaen. Kool G Rap miał rozwinął rymy wielokrotne, co uważam za pozytywny wkład, ale dla VNMa, czy Peerzeta wielokrotne stały się kulą u nogi.sieah pisze:K-Rino niestety ma za mały wkład w rapggrę, który to dla mnie jest istotny, tak jak nie byłoby filozofii bez Greków, tak nie byłoby rapu bez pionierów pewnych stylów. W ogóle nie wiem, czy to nie najważniejszy element przy układaniu przeze mnie tej listy. Raperów z potencjałem było/jest/będą tysiące, Mojżeszów emceeingu może być może ze 20.
A według was, którzy raperzy mieli pozytywny, a którzy negatywny wpływ na gatunek?




