Ja też jestem w chuj zadowolony, choć fakt, że to nagłośnienie dramat, ale mi to nie przeszkadzało, bo sam se rapowałem, czytaj darłem ryja najebany, ale za to szczęśliwy. Zapomniałem jak się można takim eventem naładować pozytywnie energetycznie na kilka dni. Co do GZA to on zawsze po prostu stał i rapował, zresztą nigdy nie byłem specjalnie jego fanem, mimo tekstów, bo zamulał zawsze z tym swoim flow i zerową ekspresją.
Sam się długo wahałem czy się wybierać na to czy nie, bo wiedziałem, że a) to stare dziady, b) to jednak mocno boom bapowy, oldschoolowy, surowy hip hop, a taki jest ciężki do słuchania koncertowo, zwłaszcza na wielkich arenach. Atlas Arena to jedna z największych takich sal w Polsce. To jest dobre na Podsiadło czy Sanah, a nie niszowy skład z primem 30 lat temu. A żeby taki hip hop dobrze nagłośnić w tak ogromnej muszli, to też trzeba być nie lada fachowcem.
Mimo wszystko to jebany Wu Tang, na którym się wychowałem i od gimnazjum jarałem, a ponoć więcej okazji ich zobaczyć nie będzie. Pewnie lepiej by to było zrobić w hali na 5 koła osób czy innej letniej scenie Progresji, ale to jebany Wu Tang, który jest ain't nothing to fuck wit i zajebiście mi się serce radowało, jak się widziało ilu nadal wczutych boomerów z tego całego Wu Movementu wyrosło. Wielu sporo po 40stce, z babami. Zresztą ja, mimo że przed 40, to też z babą, która tam słyszała piąte przez dziesiąte o tym Wu Tang, ale sama mi mówiła, że dawno mnie takiego szczęśliwego nie widziała.
Co warte uwagi, zero jakichś playbacków, wszystko staroszkolnie. Bo byłem z rok temu na takim Quavo i tam faktycznie, fajniej, taneczniej, bardziej młodzieżowo i ogólnie propsy za performance, ale jednak to posiłkowanie się z playbackiem to by było coś, co psuje radochę.
Najlepiej dla mnie Method Man, Raekwon i RZA. Ghostface, którego uwielbiam, na koncertach zawsze ma laidback styl i wyjebane, i na jego solowy koncert, bym nie poszedł, bo za bardzo łaskę robi. Method Man z kolei, mimo że faktycznie łaskę robi mniej uznanym kolegom, jest największą gwiazdą, to jednak daje od siebie najwięcej, widać, że świetnie się bawi i nie jest tam za karę. RZA natomiast zajebiście to prowadzi jako taki mistrz ceremonii, narrator całego wydarzenia i wizualnie też nieźle się trzyma.
Te wizualizacji wszystkie zajebiste, jak RZA wyjechał z tekstem, że nieważne czy jesteś z Polski, z innego kraju Europy, Ameryki czy skądś tam, to wszyscy się musimy zgodzić, że WU TANG CLAN AINT NUTTING TO FUC WIT i z tyłu te tygrysy, TIGER STYLE!
No do samego Wu żadnej pretensji nie mam, jedynie nagłośnienie i lepiej dobrane miejsce pod to wydarzenie i by było supcio. Choć nie ukrywam, że moja ocena jest dyktowana jebanym sentymentem, alkoholem i ogólną podjarką starego zgreda, którego mało co bawi, a tu się ubawiłem setnie, kochani.