Podczas mojej tegorocznej przygody z chronologicznym odświeżaniem albumów old schoolu i ze złotej ery, jednym z krążków które gdy słyszałem pierwszy raz nie zagrzały miejsca u mnie w serduszku a teraz pokochałem jest 3 Feet High and Rising. Cudowny albumik to jest. A teraz jeszcze jak słoneczko ładnie świeci za oknem to klimacik tworzy łoo i ciut ciut.
A, i polecam całość Track Stara która właśnie wjechała:

