Fleming pisze: ↑04 mar 2023, 17:16
Wczoraj spędziłem spoko wieczór z nowo zainstalowanym Orgins, kupiony w epic po taniości w końcu się doczekał, żeby się za niego wziąć. Miałem gram se na najwyższych, wydajność jest zadowalająca, ale miałem jeden crash jak se ptakiem latałem. Dzisiaj odkryłem, ze przy nurkowaniu crash jest z automatu. Na necie jest niby rozwiązanie tego problemu, ale u mnie nie działa i wsm nie mg się cofnąć sterownikami nvidii bo takich starych do mojej karty nie ma. Fxaa wyłączałem, w grze ustawiałem tryb bez ramek, odpalałem w zgodności z w8 nic nie działa. Jak macie jakieś pomysły to dajcie znać.
Niestety nie mam rozwiązania na Twój problem, ale mogę się podzielić własnymi doświadczeniami i problemami jakimi miałem przy trochę nowszej odsłonie bo w Valhalli. Generalnie gra podobnie jak u Ciebie randomowo się crashowała i próbowałem wszystkiego co robi się w pierwszej kolejności przy tego typu problemach czyli aktualizacje, sterowniki, sprawdzanie integralności plików gry. Nic nie pomagało. Potem zacząłem szukać w internecie, dużo osób miało podobny problem i było wiele różnych rozwiązań, fixów itp. dalej nic nie pomagało. Trafiłem na to przypadkowo - kiedy miałem podłączonego VPNa to dziadostwo z ubisoftu traciło na ułamki sekund połączenie (a przynajmniej na to wychodzi) i automatycznie mi grę wywalało. Jak grałem bez połączenia do sieci VPN to miałem wiele godzin bez crasha. Jeśli masz VPNa, spróbuj odłączyć, ewentualnie może jakiś inny program ingeruje w połączenie sieciowe czy coś tego typu. Niestety ale najczęściej pozostaje szukanie metodą prób i błędów bo Ubi ma wywalone na ludzi podobnie jak EA i w obu przypadkach support robi sobie co chce.
PS Co do samej serii to wiadomo pierwsze części klasyka na czele z ACII i AC: Brotherhood - gry które świetnie wspominam i wielokrotnie je kończyłem, po tym jak przygody Desmonta się skończyły próbowałem grać w kolejne części ale były nudne zarówno fabularnie jak i pod względem mechanik przez co odinstalowywałem je zanim skończyłem fabułę. Orgins, Odyssey i Valhalla to pozycje znacznie lepsze niż te zapełniacze po ACIII ale momentami trochę generyczne, dobrze się w to gra ale nie jest to coś do czego w przyszłości wrócę.
It's got a hold on me the streets won't let me go I'm in love
Ezio_Wroclaw pisze: ↑05 wrz 2019, 10:10
Jeszcze mi kot o 4.40 wskoczył na mordę, jedyne pussy co tam ostatnio siada.
Przed chwilą sprawdziłem z ciekawości czy nadal to występuje i ponurkowałem z minute i bez crasha. Wcześniej zawsze po 3 sekundach od zanurkowania był, więc pewnie jakaś aktualizacja od marca coś dobrego zrobiła w kwestii sterowników. Jutro chyba się zabieram za tego orginsa i kontynuuje przechodzenie części po kolei.
Stawiam kołnierz przed wejściem na dyskotekę
Kurwy mówią bzdury, ja się staram dobrym być człowiekiem
Koledzy, szybka sprawa - Unity, Syndicate czy Rouge? Od Valhalli sie odbiłem, wczesniej serie zakonczylem na black Flag i bylo spoko, jednak do trylogii Ezio się nie umywa.
rakieta_rakieta pisze: ↑16 kwie 2020, 19:20
Ja aż zadzwoniłem do inposta o chuj chodzi i mają lagi w pokazywaniu statusów, bo dziś w nocy stawiają nowy serwer
Dla mnie Rogue, ale jest to bliźniaczo podobne do Black flag. Przy Unity i Syndicate się najbardziej męczyłem z całej serii (pod względem zmuszania się do gry)
Stawiam kołnierz przed wejściem na dyskotekę
Kurwy mówią bzdury, ja się staram dobrym być człowiekiem
Rogue zdecydowanie, potem Unity i na końcu Syndicate
Biorę pałe i załatwiam nocą sprawe
kshaq pisze: ↑26 paź 2020, 19:53
Jeżeli te kilka straconych lat było potrzebne, żeby młodzi w tym kraju zaczęli walczyć o swoją wolność, to I ain't even mad.
rakieta_rakieta pisze: ↑16 kwie 2020, 19:20
Ja aż zadzwoniłem do inposta o chuj chodzi i mają lagi w pokazywaniu statusów, bo dziś w nocy stawiają nowy serwer
Ostatnio ogrywałem Ezio Trilogy i ząb czasu strasznie nadgryzł szczególnie drugą część. Przyznam szczerze, że musiałem się zmusić do jej ukończenia. Brotherhood zestarzał się troszkę lepiej, jednak z perspektywy czasu wiele zadań i rozwiązań w grze jest bardzo irytujących. Najlepiej z trylogii próbę czasu zniosło Revelations dzięki lekko usprawnionym mechanikom poprzedniej części. Zresztą to zawsze była moja ulubiona z historii Ezio, zawsze ujmował klimat Konstantynopola i brutalność animacji z mieczem Włada Palownika . Przy okazji ograłem Mirage i wbrew moim oczekiwaniom, jest to dobra gra. Ma w sobie dużo klimatu 1, wróciły śledztwa, a gra wymusza bardziej skrytobójcze podejście. W kontekście całego uniwersum, to z najnowszych części bardzo cenię Origins. Klimat Egiptu w okresie ostatnich Ptolemeuszy . Bayek jest również bardzo dobrym protagonistą, a walki z Phylakes to super zabawa. Blackflag pomimo akcji na Karaibach i Meksyku ( Mi México lindo ) strasznie mnie znudził i nigdy go nie skończyłem pomimo dwóch podejść. Rogue przez wielu nazywany reskinem - robi wszystko zdecydowanie lepiej. Nie przytłacza swoją długością, Shay jest ciekawszym protagonistą i sama możliwość poznania perspektywy drugiej strony konfliktu jest zajebistym motywem. Do tego okres historyczny okolic wojny siedmioletniej (1756-1763) nie jest zbyt często wykorzystywany w grach.
garść bzdetów jakie wychwyciłem w tej serii. pisane z perspektywy enjoyera tzw teorii spiskowych:
w Rogue w epilogu jest rzucona teza, że tak jak lud (czyli wedle gry - asasyni, jako obrońcy uciśnionych ludzi) dokonali własnej, oddolnej rewolucji, którą miała być rewolucja amerykańska wedle tej wizji, (imo to jest bardziej skomplikowane, no ale niech im będzie) tak templariusze (czyli po prostu masoneria) odpowiedzą na nią swoją własną rewolucją tj francuską (która faktycznie bardzo często jest przypisywana właśnie masonom.) jest to zapowiedź wydarzeń z unity, ale gdzie w tym niby jest sens to nie wiem, bo skutkiem rewolucji francuskiej było przecież obalenie ancien regimu i systemu feudalnego, który toczył Europę - do czego asasyni przecież dążyli. tworzenie tutaj jakiejś alternatywy wykluczającej na przykładzie tych dwóch rewolucji (gdzie ich owoce były w gruncie rzeczy tożsame - powstanie republiki) nie ma żadnego sensu z perspektywy historycznej interpretacji dziejów dokonanej przez tę serię. jest to albo jakaś bzdura scenariuszowa wynikająca z niezrozumienia następstw historycznych, albo celowe mącenie w temacie mające na celu przypisanie części masońskich poczynań - wolnemu ludowi.
w dwójce jest dużo poszlak wskazujących na to, że chrześcijaństwo jako religia zostało wymyślone przez templariuszy, (lol3000) po to żeby kontrolować ludzkość, i żeby ta ludzkość pod groźbą kary w postaci piekła nie odchodziła od tej religii na krok. w jakimś grobowcu rodziny Auditore któryś z asasynów pisze to wprost, że chrześcijaństwo to kajdany, a pogańskie religie były bardziej szlachetne i takie tam pierdoły. templariusze (w rogue np) otwarcie mówią o dążeniu do zbudowania nowego porządku świata (w oryginale normalnie pada słynne new world order) a przecież wiemy, że solą w oku dla tych elit jest właśnie religia chrześcijańska wraz ze swoim kodeksem moralnym. doprawdy nie trzeba być geniuszem, żeby dojść do konstatacji iż warunkiem nadejścia nwo jest więc odinstalowanie chrześcijaństwa, które w swojej treści wprost sprzeciwia się idei jednego światowego rządu, a nawet ma dedykowaną księgę (apokalipsa św Jana) opisującą jego nadejście jako twór iście szatański. twórcy serii oczywiście mają inne zdanie.
ogólnie Asasyni są malowani jako jacyś gnostycy. w dwójce dostrzegłem nawet referencje do hermesa trismegistosa (bóstwa gnostyków!) z ust poszczególnych asasynów. w Origins z kolei dowiadujemy się tego, że asasyni tak naprawdę wywodzą swoje istnienie z Egiptu ptolemeuszy - tutaj zrymowanie asasynów z gnostykami (którzy sami siebie też wg tradycji wywodzili z egiptu tamtej epoki właśnie) jest już podane jak na tacy. i nie grałem w odyssey, ale nie zdziwiłbym się gdyby tam jakiś Platon był malowany jako jakiś protoplasta / kultysta orfizmu, gdzie orfizm / platonizm wg lore teorii spiskowych to przecież pra-początki przyszłej gnozy. dlaczego to ma znaczenie? dlatego właśnie, że gnoza to przecież była religia wyznawana przez templariuszy - a przynajmniej pod pretekstem jej praktykowania templariusze byli paleni na stosach. wg legend mieli oni wstawić się za katarami (średniowieczny francuski odprysk gnostyckich bogomiłów) odmawiając papieżowi ruszenia na krucjatę przeciw nim. romans templariuszy z gnozą jest wręcz legendarny, głęboko zakorzeniony w popkulturze, a sami masoni (których religią jest przecież właśnie jakaś forma panenteizmu na wzór wierzeń gnostyckich) w sposób całkowicie jawny i otwarty wywodzą swoje pochodzenie w linii prostej od templariuszy (nawet jeśli gros historyków ma inne zdanie, ale to na marginesie).
wychodzi więc na to, że jeśli mamy lore asasin krida interpretować przez lore naszego świata realnego to bój w tej serii gier jest toczony przez dwie frakcje templariuszy tak naprawdę. oni się biją między sobą o władze nad światem, a przeciętny kowalski gówno z tego ma, pozdro.
reasumując - jest w serii kilka fajnych rozkmin jak np ta, że templariusze (czyli wybitni bankierzy przecież) przetrwali i później w północnych Włoszech, pełnili funkcję tych samych bankierów (co samo w sobie jest ciekawym skojarzeniem, bo historyczna rola banków we włoskich republikach kupieckich jest nie do przecenienia) - ale w ogólnym rozrachunku widzę to tak, że pierwsze części od jedynki do revelations były scenariuszowo tworzone przez ludzi mocno siedzących w klimatach święty graal święta krew / wahadło foucaulta / pan samochodzik i templariusze / indiana jones i ostatnia krucjata / kod leonardo da vinci type of shit, a następne przez ludzi, którzy już ewidentnie nie wiedzieli co z czym się je i stąd mamy tam już kompletny misz-masz, który nie ma żadnego sensu jeśli mamy to odnieść do realnych wydarzeń historycznych. choć na dobrą sprawę seria od początku była ufundowana na nieciekawych założeniach, bo już sam pomysł wywodzenia rzekomych obrońców ludzkości od jakiejś średniowiecznej muzułmańskiej sekty jaką byli ci słynni haszaszinowie to pomysł iście idiotyczny.
Ogrywałem sobie ostatnio sporo części w tym 1-3 z dodatkami do dwójki i z przykrością stwierdzam, że wątek współczesny okropnie się zestarzał. W tamtych czasach robiło to dla mnie robotę, bo jechało na klimacie końca świata w 2012. W internecie królowali też Iluminaci w każdej postaci i łatwo było ich skojarzyć z Abstergo, co budowało klimat, ale dużo lepiej by było jakby te gry po prostu toczyły się w czasach historycznych bez wątku współczesnego.
phobos pisze: ↑26 sie 2025, 23:55
bo cały ten pomysł z wcielaniem się w asasyna przez jakąś pamięć genetyczną był poroniony
Sionek pisze: ↑27 sie 2025, 1:36
Ogrywałem sobie ostatnio sporo części w tym 1-3 z dodatkami do dwójki i z przykrością stwierdzam, że wątek współczesny okropnie się zestarzał
zgodzić się muszę. kompletnie nie rozumiem, dlaczego przy miragu część fandomu narzekała na brak odniesień do animusa (nie ma ich w ogóle i dobrze) - było to naciągane, nie miało sensu, sprawiało wrażenie doklejonego na siłę w taki sposób aby burzyć 4 ścianę i tłumaczyć graczowi dlaczego podczas rozgrywki asasynem ma dostęp np do minimapy (bo animus to wgrał, wiadomo) ale przede wszystkim wybijało z rytmu. nie chce mi się przez to wracać do legendarnej trójki (legendarnej za sprawą tej recenzji https://www.youtube.com/watch?v=7woX4cTfKo8) którą znienawidziłem te 10 lat temu, ale myślę, że po czasie by siadła, bo rogue na tym samym silniku i w podobnej scenerii to oczywiście najlepszy asasyn
dobra, odyssey jest na promce w wersji gold, czyli tej z dużymi dodatkami, ale bez zbędnych bajerów w postaci skórek z tego co zrozumiałem. polecacie? na necie widzę opinie baaardzo mieszane. i pytanko - czy fabularnie postać gracza opowiada się za atenami czy spartą?
chuj pisze: ↑27 sie 2025, 12:58
dobra, odyssey jest na promce w wersji gold, czyli tej z dużymi dodatkami, ale bez zbędnych bajerów w postaci skórek z tego co zrozumiałem. polecacie? na necie widzę opinie baaardzo mieszane. i pytanko - czy fabularnie postać gracza opowiada się za atenami czy spartą?
Jestem dopiero na początku gry, niecałe 18 godzin nabite. Nie wiem czy potem w fabule jest jakiś moment opowiedzenia się po którejś ze stron, ale do tej pory miałem dowolność. Mogłem wspierać Ateny lub Spartę w zdobywaniu i bronieniu regionów. W Odyssey jest już mniej asasyna w asasynie, względem dobrego Originsa fabuła wydaje się być nieco rozwodniona, głównie przez ogromną mapę i duże odległości do pokonywania. Jest też więcej rozpraszaczy po drodze, ciągle znajduję jakieś questy poboczne, postacie, wydarzenia czy miejsca do zwiedzania, które mnie odciągają od fabuły. Ogólnie gra mi się spoko, bardzo lubię starożytną Grecję, walka podobna jak w Origins (jedynie brak tarcz), poruszanie się i schematy misji też. Gra jest ogólnie cała "bardziej, więcej". Jak jest dobra oferta cenowa to myślę, że warto. Jednocześnie wiem, że ta gra mnie wymęczy i nieprędko wrócę do asasyna. Porównałbym to do siedzenia za długo na porządnym fotelu. Niby fajnie, niby wygodnie, ale jednak czuć jak zaczyna dupa cierpnąć i rośnie ochota, żeby za jakiś czas wstać i zrobić sobie przerwę.