Nawijka Ajrona mi zaciąga trochę Eldoką. Noon to z kolei sobie tak rapował na boku z kolegami, bardziej dla jaj. W wywiadzie dla Popkillera mówił, zapytany o "Zwykle nie rapują" i potencjalny projekt Noon/Noon:
To nie jedyny mój występ – myślę, że “Beatmaker” to mój topowy występ. Dobrze wspominam też utwór “Po ślubie”. Istnieje również wokalny utwór Pezet/Noon, ale to jest sufit, możliwe, że nie do publikacji. Na EP byłby materiał. Mikrofonu na pewno jeszcze nie zawiesiłem (śmiech).
Z "Beatmakera" to w ogóle jest cut w "Rozmowie z cutem", w jakimś wywiadzie Łona i Webber nawet puścili tego jakieś dziesięć sekund i powiem tak, chciałbym to usłyszeć. A już ten numer z Pezetem... Panie Mikołaju, to podpada pod znęcanie.
W ogóle, jakbym był chciał komuś zepsuć dzień jeszcze bardziej to bym przypomniał "Koooleeejneee trzyyystaaa sześćdziesiąt pięęęć dniii! Koooleeejny poooziooom wyyyżej! Poprzeczka idzie wzwyyyż!"*, ale jako że nie chcę, to przypomnę tylko, że z rapujących DJ-ów mamy przecież Volta (nad którym się Kaliber zachwycał w jednym z pierwszych wywiadów) i JanaMariana, który nawijał do "Nastukafszy...". Spoiler
Poza całymi kawałkami, nawijał ten kultowy refren. Ten.
Spoiler
Z producentów i DJ-ów (granica płynna), co kiedyś nawijali to jeszcze O$ka za czasów OMP i Emade za RHX (nawet nie wiem, czy na "Opowieściach z podwórkowej ławki" nie miał więcej zwrotek od Fisza). Jeszcze Platoon z Trials-X rymował. Spoiler
Spoiler
Spoiler
Nawet tu miał facet zwrotkę.
Nie można też nie wspomnieć o Epromie. Sztigar Bonko współczesny klasyk, choć gdzieś tam idzie jeszcze znaleźć jego normalny wokal i gość naprawdę ciekawie rapuje. Spoiler
Przewijać nie będę, macie fajną płytę to jej posłuchajcie, bo pewnie nie mieliście okazji, sądząc po wyświetleniach. Przynajmniej statystycznie jest mała szansa.
* Do niepopularnych, w trójce ten refren nawet jeszcze pasował. Wiem, herezja, herezja.
Też zauważyłm zależności artysty, który współpracuje i pracuje nad utwórem - z djem tzw. specjalista od bitów, masteringu. Jest to mega ciekawe zjawisko, gdyż te utwory zawsze zyskują dodatkowe punkty i częściej statystycznie do nich wracam, po czasie stwierdzam, że to zasługa dja ewentualnie producenta, który ma oko na efekt finalny.
I tak wymieniłbym na początku mistrzów czyli dj HWR, dj Soine, dj Deksa, dj Eproma, dj IKE... to tak na szybko. Utwory, które zyskały dzięki udziałowi speców od oprawy muzycznej i przychodza pierwsze na myśl : tu świetnie dodał dj premier na koniec genialny HWR, nie ustępujący na krok pozostałym dwóm Ale jest tego dużo, dużo więcej..
luźno, nawet bym nie pomyślał, że to kontrowersyjna opinia. ja bardzo lubię ep/ep+ (remix thundera lepszy niż oryginał, skalpela też spoko, ale tu jednak oryginał wygrywa) za to, że nawet w określonej konwencji smutnego/refleksyjnego rapu ma swój charakterek, pożądany brud, klimat, co w głównej mierze można zawdzięczać noonowi. bity dobre, półkę wyżej niż na światłach miasta, skity elegancko uzupełniają resztę, a wręcz szkoda, że np pierwsze dźwięki nie trwa dłużej od strony nawijki, no cóż, józek jak józek, eldo jak eldo, wystarczy że dowieźli po swojemu, tu chyba nie ma co oczekiwać rapowych fajerwerków. chociaż klubowo mocny leszek mógł se darować wstęp do chcwd
imo światła miasta to nudniejsza płyta, bardziej wygładzona, jakby ubrana w sweterek i ulizana tak, że żaden włosek nie odstaje; zasadniczy plus - więcej asha
e:
producencki sznyt noona jest niepodważalny na tym albumie przepiękne rzeczy zrobił
Spoiler
Ostatnio zmieniony 11 maja 2025, 16:47 przez 2do5, łącznie zmieniany 1 raz.
Zasadniczo to powyżej to jest właśnie to co myślę. Można się zgodzić, że rap na Światłach Miasta jest technicznie lepszy niż na EP, ale ogólnie EP górą za klimat, bity i brzmienie + licealną naiwność Eldo i Juzka.
riki lcm x żyto - najbardziej stylowy kokainowy duet w historii polskiego rapu, szkoda że to nie wyszło i nigdy nie wyjdzie, dzięki bogu dane nam było usłyszeć chociaż parę nutek wspólnych, 500 euro
"Światła miasta", w moim mniemaniu, chłodniejsze od "EP+", mają jednak nad nią jedną, zasadniczą przewagę, Asha. Zwłaszcza jak na tamte czasy był to fenomenalny raper, utalentowany tekstowo, z ciekawym, ładnym głosem, niezrównany w budowaniu klimatu, a także naprawdę sprawny technicznie (pierwszy nielegal TrzyStyle i "EP" wychodzą w tym samym roku co "Skandal"). O ile Eldo i Jotuze tworzyli nastrojowość po części też swoją delikatną naiwnością, odrobiną kanciastości w formie i doskonałą synergią z Noonem, o tyle Ash po prostu tak operował głosem i słowami, że mimowolnie przenosisz się w czasie. Już w jego goścince na "EP+" (swoją drogą, najlepszym utworze z płyty) widać tę różnicę między resztą sekcji wokalnej jego późniejszego zespołu. W takim "Te same dni, te same sny" mamy wytrenowanego mnogością zwrotek Pezeta w szczytowej formie, silącego się na zawoalowane porównania, goniącego za bitem Noona i nagle wchodzi Ash, gość, który napisał w życiu kilka zwrotek (z czego większość na nielegale), prawie nie gra koncertów i co? I wchodzi jak do siebie na zagrodę. Niczego mu przy Pezecie nie brakuje, z naturalnością wrzuca dwadzieścia cztery wersy, które zapisują się w historii, po czym znika, pozostawiając niedosyt i piękne wspomnienia. Kim ten gość mógłby być, gdyby nie rzucił hip-hopu? Nawet we wkładce z któreś okołogrammatikowej płyty w podziękowaniach i pozdrowieniach Eldoka pisał, że gość - gdyby potrenował - to byłby w krajowej czołówce. Dla mnie i tak w niej jest.
Jak dla mnie, "EP+" wygrywają ze "Światłami miasta" przede wszystkim klimatem i tym wspomnianym już wcześniej ciepłem. Jest na tej płycie coś tak ulotnego, co trudno wyrazić, a czuje się to. Na wielki plus skity, przerywniki - ich dobór chyba nie ma sobie równych na polskiej scenie. Integralna część albumu (fokusowa "Alfa i Omega" kłania się), nie wydurnianie się (skicie z "Seniority", do ciebie mówię), które, owszem, też może mieć swój urok, ale jednak do takiego "Południa" (połączyć taką melodię z wejściem Jajonasza!) się nie umywają.
Kwestia gości - wiadomo, na "EP+" tylko Ash, który wpasował się i wypadł doskonale, podczas gdy na "Światłach miasta" mamy doskonałego Fisza, są Pezet, Eis i Fenomen w dobrej formie, ale paradoksalnie uważam, że to też przeważa na korzyść debiutu. Nie wiem, czy na ówczesnej scenie był ktoś, poza Ashem, kto tak doskonale wpasowałby się w ten specyficzny klimat. Gościnne zwrotki, jakkolwiek ciekawe, mogłyby odciągać uwagę od dwóch głównych bohaterów, którymi są tutaj Eldo i Juzek. Myślę też, że werdykt wyglądałby inaczej, gdyby leniwiec Jajo spiął się i wystąpił - tak jak Noon planował, a tamten się nawet zgodził - na "Friko". Co byłby wtedy za klasyk...
O dobrze, że mi przypomniałeś, bo ten kawałek feat Fisz ze świateł miasta jest w top 10 polskich kawałków rapowych ever
Dodano po 6 minutach 18 sekundach:
Jeszcze mi się Eldo przypomniał, jak płakał rymami, że czasami łatwiej by było 'rzucić to wszystko, robić nie hip hop, tylko w disco polo tańczyć' i se myślę, gdzie ty z taką mordą do disco polo
Technikolorysta pisze: ↑08 maja 2025, 15:52
W takim "Te same dni, te same sny" mamy wytrenowanego mnogością zwrotek Pezeta w szczytowej formie, silącego się na zawoalowane porównania, goniącego za bitem Noona i nagle wchodzi Ash, gość, który napisał w życiu kilka zwrotek (z czego większość na nielegale), prawie nie gra koncertów i co? I wchodzi jak do siebie na zagrodę. Niczego mu przy Pezecie nie brakuje, z naturalnością wrzuca dwadzieścia cztery wersy, które zapisują się w historii, po czym znika, pozostawiając niedosyt i piękne wspomnienia. Kim ten gość mógłby być, gdyby nie rzucił hip-hopu? Nawet we wkładce z któreś okołogrammatikowej płyty w podziękowaniach i pozdrowieniach Eldoka pisał, że gość - gdyby potrenował - to byłby w krajowej czołówce. Dla mnie i tak w niej jest.
saturn pisze: ↑10 wrz 2024, 21:56
tu jest normalne forum ślizgawka, więc zwracamy się do siebie normalnie - czasem kolego, czasem kurwo
To trochę nieprawda z tym wytrenowanym nie wiadomo jak Pezetem, ja obie te płyty słuchałem mniej więcej zaraz po premierze jako młody gimbus, uduchowiony mundrymi tekstami i głebokimi przemyśleniami Eldoki, i Pezet był wtedy dla mnie nołnejmem, Eldo był dużo bardziej znany. Zresztą pierwszy album Pezet Noon wyszedł z 2 lata po światłach miasta.
O formie Pezeta pisałem w kontekście "Klasycznej", gdzie były "Te same dni...". Co na niej było wszyscy wiemy, a do wydania tej płyty miał za sobą dwa albumy Płomienia, Obrońców i masę gościnek, w tym na producenckiej Waca (cudny kawałek z Dizkretem). W ogóle, Paweł z Ursynowa między na chwilę przed "Klasyczną" a na chwilę po "Rozrywkowej" miał szczyt formy i gdyby potem odpuścił sobie hip-hop to dzisiaj byłby dla głównego nurtu kimś w rodzaju nieślubnego dziecka Smarkeja i Laika widzianych oczyma siedmiu osób ogarniających podziemie. Niestety, późniejsze dokonania to spora skaza na dorobku. Kto nie wierzy - odsyłam do tekstu arcydzieła liryki dwudziestego pierwszego wieku pod tytułem "Tokyo (Współczesny)". Godny następca "To jest to", a AI piszące scenariusze hentai dumnie przejmują pałeczkę od kamienia stawianego na wieko.
A to zwracam honor, bo faktycznie pojebało mi się, bo ty mówisz 'Te same dni, te same sny', a ja we łbie miałem "Nie ma czasu pomyśleć", czyli właśnie gościnka na Światłach miasta i to chyba zresztą był pierwszy raz kiedy Pezeta usłyszałem i był wtedy dla mnie totalnym nołnejmem, mimo że już ładnie wtedy płynął, ale ja wtedy miałem z 13-14 lat i teksty Elda o tym, że wielu woli gdzieś na łatwiznę, na przypał, na kredyt biorąc życie, a nie ma takich kredytów które nie trzeba spłacać, to było coś po czym robiłem ŁOOOO jakie mundre, a nie jakiś Pezet.
W ogóle to człowiek nie wiedział o co chodzi wtedy jeszcze, bo jak ekonom nawijał "gdy najlepszy przyjaciel mówi do ciebie posyp, pomożesz mu, to zaśmiecisz własną duszę", to myślałem, że chodzi o to, żeby mu jakieś pieniądze pożyczył (posypał) i że czemu pomóc koledze to zaśmiecić własną duszę.
identycznie miałem z interpretacją tych wersów za dzieciaka, jakby zebrać te wszystkie młodzieńcze analizy rapu to wyszedłby z tego niezły milczmen screamdustry dzienniczek rozkminiacza