vegowskie bingo
-> dużo wątków, wszystkie losowe, żaden nie jest angażujący,
-> multum postaci, z lubością porzucanych w trakcie filmu, albo znikających na nadzwyczaj długi czas, by potem wrócić jak gdyby nigdy nic (albo i nie)
-> beznadziejnie płytkie nawiązanie do tematu filmu (tj. miłości, seksu i pandemii), przedstawianie go w tabloidowy sposób. połączone z monologiem
ex catedra, mającym wyjaśnić problemy współczesnego świata (tj. miłości, seksu i pandemii),
-> ujęcia z dronów,
-> niebywale prymitywne lokowanie produktów (reklamy cinkciarza można się spodziewać od połowy filmu, a i tak wjeżdża z buta),
-> [ZOBACZ] [HIT] [NOWOŚĆ] podane prymitywnie i logopatologiczne wątki religijne, jak żywcem z amerykańskiego kina chrześcijańskiego albo [ZOBACZ] [HIT] [NOWOŚĆ] (można już to uznać za stały fragment vegacore'u),
-> dużo scen obrzydliwych w sensie naturalistycznym, bo obrzydliwe jako film jest całe to dzieło.
ale warto docenić nowości
-> korzystanie z Bajorsona to fajny trend, wiec nie dziwę się, ze vega też chciał - dziwię się tylko, ze zatrudnił kurwa sobowtóra
-> no i mycie potężnego arabskiego puzona w zlewie wzięło z zaskoczenia. ugułem trochę dom latających penisów - co jest też swoistym novum, a także wyraźnym pokazaniem dominacji genetycznej patryka krzemienieckiego vegi nad wstydliwą pensjonarką baśką białowąs