Mam wytatuowanego Douglasa P. więc może zacznę.
Ciężko uciec od kulturowego kontekstu słuchając Death in June, zaryzykowałbym stwierdzenie, że zrozumienie go jest nieodzowne, by nie wpaść w pułapkę "muzyka gloryfikująca faszyzm". Coś jak Polacy nie zdający sobie sprawy w latach 80 o czym jest tak naprawdę muzyka Laibach.
Death in June wyrosło z ruchu, który jako pierwszy zaczął mówić o sprawach przez pokolenie ich rodziców przemilczanych. Przełom lat 70 i 80 to czas gdy w końcu zaczęto poruszać w muzyce tematy niewygodne, od tematu II wojny światowej się uciekało jak od złego, nieprzepracowanego wspomnienia, kwestie zła na świecie oddalano od siebie, a napięta sytuacja wschód - zachód przyjęta została jako coś co po prostu istnieje czy po prostu nie poruszało się tematu powszechnego przejebania dookoła. Punk w swojej pierwotnej formie zaczął burzyć ściany, ale jego prosty w przekazie nihilizm ograniczający się do dosyć bezrefleksyjnego wkurwienia. Intelektualny przełom to szeroko rozumiany post-punk i muzyka industrialna, które to dopiero mogły pokazać faktyczne intelektualne zaangażowanie. Od
Joy Division przez
The Pop Group do
Throbbing Gristle czy
Suicide czy bliskiemu Douglasowi zaczynającym w tym czasie, choć rozwiniętemu w pełni w późniejszych latach
Boydowi Rice. I gdzieś na bazie tego fermentu działał anarcho-punkowy Crisis z Douglasem P. i Tonym Wakefordem, gdzie już mocno zaznaczone było zmęczenie status quo, wtedy podlane jeszcze dużą dawką ironii, która później zaczęła ustępować melancholii i wycofaniu.
Death in June od początku był projektem odważnym, obrazoburczym - choć w inny sposób niż np Psychic TV. Łatwo odrzucić kogoś kto nawiązuje do "Horst-Wessel-Lied" czy posługuje symboliką przypisywaną nazistom. W tym chyba zasadniczo leży sedno sprawy. Douglas tak jak inni neofolkowi czy martialowi twórcy sięga do tych samych inspiracji, z których czerpała III Rzesza. I poruszane są tematy, które wciąż są trudne i niezrozumiane. Historię łatwo sprowadzić do "my dobrzy, oni skurwysyny", bez próby zrozumienia dlaczego sprawy potoczyły się tak i jakie są ich skutki. Choć Death in June to nie tylko estetyka przypisywana nazistom, to przede wszystkim rzeki nostalgii, tęsknoty za Europą, której od dawna nie ma, wartościami kultury łacińskiej odróżniającej jej kontynent od reszty świata (znów grząski temat choć opowiadany zdecydowanie lepiej niż np fascynujący swoją drogą
Von Thronstahl), które rozmyły się w nowoczesnym świecie - trochę takie "kurła kiedyś to było". To przede wszystkim muzyka zmęczenia i rozczarowania światem, soundtrack upadającej cywilizacji pogrążonej w dekadencji. To Douglas robi doskonale, on obok garstki innych takich jak np.
Current 93 czy
Rome, bo jednak w tym środowisku jest masa mniejszych czy większych zjebów z faszystowskimi poglądami grającymi muzykę ogniskową.