Strona 1 z 1

Death in June

: 07 lis 2020, 4:46
autor: fisstech
Wiem że są na forum ludzie słuchający tego zespołu, mnie zaintrygował jakiś czas temu i od tego czasu słucham sobie wybranych kawałków ich twórczości. Chciałbym wiedzieć jak słuchacze ogólnie go intepretują, jako muzykę która wam po prostu pasuje pod względem klimatu czy widzicie w tym zespole jakiś głębszy kontekst? Z jednej strony wokalista homoseksualista, zespół wywodzi się ze sceny post punkowej, z drugiej ta fascynacja nazizmem z czasów Rohma itd i ta taka dekadencja. Jak wy to interpretujecie? :)

Re: Death in June

: 08 lis 2020, 19:50
autor: konrad
Mam wytatuowanego Douglasa P. więc może zacznę.
Ciężko uciec od kulturowego kontekstu słuchając Death in June, zaryzykowałbym stwierdzenie, że zrozumienie go jest nieodzowne, by nie wpaść w pułapkę "muzyka gloryfikująca faszyzm". Coś jak Polacy nie zdający sobie sprawy w latach 80 o czym jest tak naprawdę muzyka Laibach.
Death in June wyrosło z ruchu, który jako pierwszy zaczął mówić o sprawach przez pokolenie ich rodziców przemilczanych. Przełom lat 70 i 80 to czas gdy w końcu zaczęto poruszać w muzyce tematy niewygodne, od tematu II wojny światowej się uciekało jak od złego, nieprzepracowanego wspomnienia, kwestie zła na świecie oddalano od siebie, a napięta sytuacja wschód - zachód przyjęta została jako coś co po prostu istnieje czy po prostu nie poruszało się tematu powszechnego przejebania dookoła. Punk w swojej pierwotnej formie zaczął burzyć ściany, ale jego prosty w przekazie nihilizm ograniczający się do dosyć bezrefleksyjnego wkurwienia. Intelektualny przełom to szeroko rozumiany post-punk i muzyka industrialna, które to dopiero mogły pokazać faktyczne intelektualne zaangażowanie. Od Joy Division przez The Pop Group do Throbbing Gristle czy Suicide czy bliskiemu Douglasowi zaczynającym w tym czasie, choć rozwiniętemu w pełni w późniejszych latach Boydowi Rice. I gdzieś na bazie tego fermentu działał anarcho-punkowy Crisis z Douglasem P. i Tonym Wakefordem, gdzie już mocno zaznaczone było zmęczenie status quo, wtedy podlane jeszcze dużą dawką ironii, która później zaczęła ustępować melancholii i wycofaniu.
Death in June od początku był projektem odważnym, obrazoburczym - choć w inny sposób niż np Psychic TV. Łatwo odrzucić kogoś kto nawiązuje do "Horst-Wessel-Lied" czy posługuje symboliką przypisywaną nazistom. W tym chyba zasadniczo leży sedno sprawy. Douglas tak jak inni neofolkowi czy martialowi twórcy sięga do tych samych inspiracji, z których czerpała III Rzesza. I poruszane są tematy, które wciąż są trudne i niezrozumiane. Historię łatwo sprowadzić do "my dobrzy, oni skurwysyny", bez próby zrozumienia dlaczego sprawy potoczyły się tak i jakie są ich skutki. Choć Death in June to nie tylko estetyka przypisywana nazistom, to przede wszystkim rzeki nostalgii, tęsknoty za Europą, której od dawna nie ma, wartościami kultury łacińskiej odróżniającej jej kontynent od reszty świata (znów grząski temat choć opowiadany zdecydowanie lepiej niż np fascynujący swoją drogą Von Thronstahl), które rozmyły się w nowoczesnym świecie - trochę takie "kurła kiedyś to było". To przede wszystkim muzyka zmęczenia i rozczarowania światem, soundtrack upadającej cywilizacji pogrążonej w dekadencji. To Douglas robi doskonale, on obok garstki innych takich jak np. Current 93 czy Rome, bo jednak w tym środowisku jest masa mniejszych czy większych zjebów z faszystowskimi poglądami grającymi muzykę ogniskową.

Re: Death in June

: 09 lis 2020, 15:15
autor: exyou
Po cholere słuchać takie wtórne gówno.

Re: Death in June

: 09 lis 2020, 15:25
autor: Blazfm
że co

Re: Death in June

: 09 lis 2020, 15:27
autor: exyou
Nie wiem może nie kumam takiej muzyki ale to jest dla mnie jeden utwór nagrany na 150 razy.

Re: Death in June

: 09 lis 2020, 21:47
autor: #23
Równie dobrze można tak powiedzieć o większości gatunków. To wymaga osłuchania żeby zrozumieć że coś co brzmi podobnie nie zawsze jest wtórne. Żeby takie rzeczy trzeba było na forum, bądź co bądź, muzycznym tłumaczyć

Re: Death in June

: 09 lis 2020, 22:07
autor: sebring
exyou pisze: 09 lis 2020, 15:27 to jest dla mnie jeden utwór nagrany na 150 razy.
no tak jest właśnie, grają se chłopaki na gitarach, czasem mocniej agresywniej na nada! na początku kariery
nie ma co oczekiwać rewolucji brzmieniowych czy poważnych eksperymentów z formą, bo ludzie od nich chcą tej samej stylistyki, bardzo wyjątkowej zresztą w tym gatunku. jeżeli puszczasz death in june, to chcesz usłyszeć te apokaliptyczne, dekadenckie historie, bardzo ładny post uzytkownika konrad wyjaśniającego o co w tym chodzi.
jak chcesz rewolucji w klimatach neofolkowo-industrialnych, zwrotów akcji i wiekszych jazd bez trzymanki, to coila sobie zapodaj. też zajebiste rzeczy, niemal na kazdej płycie co innego. zgaś światła w pokoju, załóż słuchawy i zapodaj sobie musick to play in the dark.
Spoiler

Re: Death in June

: 10 lis 2020, 0:03
autor: fisstech
Historię łatwo sprowadzić do "my dobrzy, oni skurwysyny", bez próby zrozumienia dlaczego sprawy potoczyły się tak i jakie są ich skutki. Choć Death in June to nie tylko estetyka przypisywana nazistom, to przede wszystkim rzeki nostalgii, tęsknoty za Europą, której od dawna nie ma, wartościami kultury łacińskiej odróżniającej jej kontynent od reszty świata (znów grząski temat choć opowiadany zdecydowanie lepiej niż np fascynujący swoją drogą Von Thronstahl), które rozmyły się w nowoczesnym świecie - trochę takie "kurła kiedyś to było". To przede wszystkim muzyka zmęczenia i rozczarowania światem, soundtrack upadającej cywilizacji pogrążonej w dekadencji.
O tak właśnie mniej więcej to rozkminiałem. Można jeszcze, według mnie, dodać że ta tęsknota jest za Europą, która przez pryzmat tej stylistyki wydaje się w tamtych czasach szczytowa. Czy była czy nie to już temat na osobną rozkminę, ale przez to jak wygląda rzeczywistość dzisiejsza na Zachodzie gdzie wszystko jest rozmyte to można tak pomyśleć. Z kolei nazistowskie Niemcy były jej, co by nie mówić, najbardziej wyrazistą odsłoną. Jednocześnie jednak był to moment, w którym się skończyła i upadła z wielkim hukiem, który działa mocno na wyobraźnie nawet dzisiaj. Bardzo dekadencka i wyjątkowa muzyka. A o tym kontekście lat 70 i 80 nie wiedziałem więc tym bardziej props za post @konrad

Re: Death in June

: 10 lis 2020, 0:05
autor: baqlashan
@exyou ma racje

Re: Death in June

: 21 maja 2021, 9:40
autor: Bunnymen77
Z DIJ mam tak, ze albo zaczynam słuchać i nie mogę się oderwać albo mam wielomiesięczną przerwę kiedy to ich muzyka mnie odrzuca. Teraz z powrotem mam fazę na słuchanie, nawet uznałem, że założę temat, a tu okazuje się, że już takowy jest, jakoś mi umknął. Bardzo ładny post pan konrad.

Re: Death in June

: 25 lis 2021, 5:07
autor: 8na10
konrad pisze: 08 lis 2020, 19:50 Mam wytatuowanego Douglasa P. więc może zacznę.
Ciężko uciec od kulturowego kontekstu słuchając Death in June, zaryzykowałbym stwierdzenie, że zrozumienie go jest nieodzowne, by nie wpaść w pułapkę "muzyka gloryfikująca faszyzm". Coś jak Polacy nie zdający sobie sprawy w latach 80 o czym jest tak naprawdę muzyka Laibach.
Death in June wyrosło z ruchu, który jako pierwszy zaczął mówić o sprawach przez pokolenie ich rodziców przemilczanych. Przełom lat 70 i 80 to czas gdy w końcu zaczęto poruszać w muzyce tematy niewygodne, od tematu II wojny światowej się uciekało jak od złego, nieprzepracowanego wspomnienia, kwestie zła na świecie oddalano od siebie, a napięta sytuacja wschód - zachód przyjęta została jako coś co po prostu istnieje czy po prostu nie poruszało się tematu powszechnego przejebania dookoła. Punk w swojej pierwotnej formie zaczął burzyć ściany, ale jego prosty w przekazie nihilizm ograniczający się do dosyć bezrefleksyjnego wkurwienia. Intelektualny przełom to szeroko rozumiany post-punk i muzyka industrialna, które to dopiero mogły pokazać faktyczne intelektualne zaangażowanie. Od Joy Division przez The Pop Group do Throbbing Gristle czy Suicide czy bliskiemu Douglasowi zaczynającym w tym czasie, choć rozwiniętemu w pełni w późniejszych latach Boydowi Rice. I gdzieś na bazie tego fermentu działał anarcho-punkowy Crisis z Douglasem P. i Tonym Wakefordem, gdzie już mocno zaznaczone było zmęczenie status quo, wtedy podlane jeszcze dużą dawką ironii, która później zaczęła ustępować melancholii i wycofaniu.
Death in June od początku był projektem odważnym, obrazoburczym - choć w inny sposób niż np Psychic TV. Łatwo odrzucić kogoś kto nawiązuje do "Horst-Wessel-Lied" czy posługuje symboliką przypisywaną nazistom. W tym chyba zasadniczo leży sedno sprawy. Douglas tak jak inni neofolkowi czy martialowi twórcy sięga do tych samych inspiracji, z których czerpała III Rzesza. I poruszane są tematy, które wciąż są trudne i niezrozumiane. Historię łatwo sprowadzić do "my dobrzy, oni skurwysyny", bez próby zrozumienia dlaczego sprawy potoczyły się tak i jakie są ich skutki. Choć Death in June to nie tylko estetyka przypisywana nazistom, to przede wszystkim rzeki nostalgii, tęsknoty za Europą, której od dawna nie ma, wartościami kultury łacińskiej odróżniającej jej kontynent od reszty świata (znów grząski temat choć opowiadany zdecydowanie lepiej niż np fascynujący swoją drogą Von Thronstahl), które rozmyły się w nowoczesnym świecie - trochę takie "kurła kiedyś to było". To przede wszystkim muzyka zmęczenia i rozczarowania światem, soundtrack upadającej cywilizacji pogrążonej w dekadencji. To Douglas robi doskonale, on obok garstki innych takich jak np. Current 93 czy Rome, bo jednak w tym środowisku jest masa mniejszych czy większych zjebów z faszystowskimi poglądami grającymi muzykę ogniskową.
zawsze śmieszyła mnie ta ideowa nadbudowa projektów neofolkowych, tak jakby ktokolwiek dawał o to jebanie. 99% ludzi słucha DI6 bo to po prostu przyjemne dla ucha balladki

Re: Death in June

: 30 sty 2022, 21:51
autor: FruitOffTheWall



se słucham kurwa i huj D-_-B

Re: Death in June

: 09 lip 2022, 15:17
autor: 8na10
te industrialowe płyty di6 służą mi za soundtrack do gierek strategicznych od dłuższego czasu, mam na myśli take care and control oraz operation hummingbird - to mi się naprawdę nie nudzi i świetnie wprawia w klimat, bo te bardziej gitarowe rzeczy to są w większości fajne melodie, fajne patenty ale to się zlewa w jedną sałatkę po czasie. miałem pisać że wyjątek to KAPO! będące rzeczą wybitną, ale po zastanowieniu, to najlepsze momenty tego wydawnictwa to właśnie te niegitarowe. uwielbiam ten materiał.





ten drugi numer to wogle mógłby posłużyć za upadek cywilizacji theme, gdyby nakręcono jakimś serial o apokalipsie. jedno z mocniejszych gówien od nich