Przeglądając plebiscyt na najlepszą grę zauważyłem kilka głosów zawierających starego, dobrego metka, co nie ukrywam głęboko mnie uradowało i zachęciło do założenia tematu. Raczej głównie wspominkowo, bo nie ma co ukrywać, że metin jest już dawno za górką popularności, a sami twórcy otwarcie mają grę w dupie i zarobili co mieli zarobić.
Swoją przygodę zacząłem gdzieś w okolicach 2008, kiedy to ziomek pokazał mi filmy FuBu opowiadając o tajemniczym graczu, który po morderczych godzinach expa pojawia się w mieście jedynie w nocy, by nie powodować biegających za nim tłumów. Feniks był w tamtym okresie zamknięty, ale wspomniany kolega miał zestaw pustych kont którymi handlował na allegro, udostępnił mi jedno i zacząłem karierę na s2, gdzie dotkliwie przekonywałem się o toporności gry, poznawałem powolny trap & grind i palenie przedmiotów na +6. Jednocześnie nauczyło to mnie dużo wytrwałości, jakichś małych pierdół typu najlepsze miejsca respów, prawdopodobieństwa dropu, ale przede wszystkim dane mi było poznać słynne polowania w pt, wspólne wykonywanie misji i grę MMO w pełnym tego słowa znaczeniu, bez samotnego wyścigu i sztucznego levelowania pustych postaci. Nie miałem cierpliwości, czasu i pieniążków na jebane smocze monety, więc porzuciłem grę mentalem gdzieś około 67 levela.Gwałtowne uderzenie Kamieni Metin rozdarło kontynent i pozostawiło straszliwą pustkę w niegdyś kwitnącym królestwie Boga Smoków. Rozgorzała bezlitosna wojna między królestwami. Dzikie zwierzęta przeistoczyły się w drapieżne bestie, zmarli ożyli i przeobrazili się w krwiożercze, demoniczne kreatury.
Jakiś czas później ten sam ziomek przedstawił mi serwery prywatne, które okazały się być zupełnie innym, oderwanym światem. Na początku podchodziłem do tego z dość dużym dystansem, no bo dajcie spokój - rzeczy, które na globalu przychodziły po tygodniach starań (lub 10,98 zł wydanym smsem) tutaj handlarz miał nieograniczonych ilościach, a postać levelowała jebane dwieście razy szybciej. Nie zapomnę, jak oprowadzał mnie po M1 Jinno (w którym przegrałem praktycznie 90% gry) tłumacząc, żebym najpierw kupił buty wiatru i trzecią rękę, które wtedy, drogi graczu, wcale nie były taką jebaną oczywistością na starcie. Wielcy trenerzy z halabardami sprzedający księgi umiejętności (które co prawda nadal trzeba było ręcznie czytać w hurtowych ilościach, ale no kurwa, KU w sklepie xDxD), fryzury z kucykiem przez które twoja postać mogła wyglądać jak słynny Fubu, a na dodatek cały itemshop zupełnie za darmo. Wciągnęło mnie to w chuj. W tamtych czasach serwery wyszukiwało się na youtube wpisując po prostu "metin2 priv", gdzie ludzie udostępniali 'prezentacje' zagranicznych serwów wraz z instrukcją dostania się. Gimby nie pamiętają, ale żeby zagrać na takim Csycie czy innym Longju trzeba było wykonać cały zestaw hakerskich działań typu edytowanie notatnikiem plików polskiego metka, zainstalowanie 'spolszczenia', zmiana portów, bla bla bla. Serwery padały na dobre w zupełnie losowych momentach, stąd przygody w danym miejscu trwały głównie po trzy-cztery tygodnie, ale nie zliczę dobrych momentów, napierdalanek w m1 czy błędów, które każdy popełniał wtedy w hurtowych ilościach (nie rób berka powyżej m10!!!). Poznałem mnóstwo tricków, które przydały się też w późniejszej grze, yangbug na hełmach i strzałach, kordy metinów, dublowanie bryłek, metin był chyba najpopularniejszą grą z tak dużą ilością dziur i błędów.
Czas leciał, w luźniejsze dni typu wakacje czy ferie robiliśmy z małą ekipą znajomych maratony na danych serwerach. Wybieraliśmy gdzie wbijamy gildią, inwestowaliśmy trochę pieniążków na startowy IS i napierdalaliśmy całe dnie i noce motywowani sami sobą i rosnącymi levelami ziomka obok. Gdzieś między pierwszą Pandorą, a pierwszą Arthią wykształcił się we mnie jebany syndrom oprawcy z którego dotąd śmieją się kumple, bo czerpałem niezdrową radość z upierdalania każdego możliwego gracza z obcego królestwa (nie zliczę ile razy tłumaczyłem ludziom na pw, że PO TO SĄ TRZY RÓŻNE KRÓLESTWA, ŻEBY ZE SOBĄ WALCZYŁY), wpierdalania się na cudze spoty i trzymania gildią koła w m1. Zacząłem grać maksymalnie w kierunku PvP, a widok bodziaków robiących to ich uklęknięcie przy dedzie po zajebaniu kombinacji chmura-szybki-zasadzka wyzwalało tony satysfakcji. Większość swojej "dorosłej" gry spędziłem na daggerach i mentalach z racji predyspozycji do wypierdalania chorych krytyków, natomiast pod koniec miałem też duży respekt do szamana smoka i nie raz buffka radziła sobie w m1 lepiej niż main postać.
Mimo ostatecznego posiadania trzech postaci 75+ na polskim globalu zawsze gardziłem oficjalnym metkiem, z roku na rok stawał się jebaną zakałą gry sieciowej, gdzie całe mafie botów (ja pierdole, ten okres koło 2012 z yangami na allegro i inflacją był przepaskudny) przejmowały serwery, bez wpakowania realnych pieniążków ciężko było zrobić cokolwiek, a rozgrywka straciła cały swój roleplayowy klimat. Z tego co widzę, globale całkowicie upadły na pysk z powodu braku graczy i z 27(?) serwerów u szczytu popularności ostał się jeden wspólny, co jest dużym znakiem obecnej sytuacji. Często rozglądam się za jakimiś privami do krótkiego pogrania, ale tutaj sprawa też nie jest kolorowa i dawno skończyły się czasy niemal cotygodniowych premier, do tego jestem metinowym truskulem zakochanym w czasach powiedzmy okołopandorowych, więc wszystkie ulepszenia powyżej niebianki czy qilinów mnie wkurwiają i totalnie nie rozumiem systemu szarf, petów, alchemii i tym podobnych. Nie mówię że to nie działa, bo nie wiem, po prostu ominęło mnie to i nie potrafiłbym się odnaleźć w tych wielkich, kolorowych produkcjach.
A co u was? Jak wspominacie ulubione serwery? Udało wam się coś osiągnąć? Gracie gdzieś aktualnie? Pozdrawiam i zapraszam do kulturalnej dyskusji, inaczej przyjdę wojem.











