W czasach gimnazjum mialem mocne parcie na pisanie, zawsze chcialem napisac jakas ksiazke czy zbior opowiadan, przez te lata nazbieralo sie calkiem sporo pomyslow, powoli wraca mi zajawka na pisanie, chociaz strasznie wypadlem z wprawy od tamtego czasu i ciezko mi skleic teraz nawet pare zdan.
Jak nie macie cierpliowsci i nie chcecie czytac mojego pijanego belkotu, to polecam jedynie nr 4. bo po to glownie pisze ten post
Jedne z moich pomyslow ktore jeszcze jakos pamietam;
1. Frim/Firm & Flinch (kryminal z duza dawka czarnego humoru)
Seria opowiadan o duecie policjantow/detektywow, jak nazwa wskazuje jeden to twardy, stanowczy osiłek lubiacy prace w terenie, a jego partner to taki typowy urzędas-paranoik pilnujacy by w papierach sie wszystko zgadzalo, bo mimo pracy w policji, niezbyt interesuje ich zycie jako wzorowy obywatel, historia ala breaking bad, opisuje jak rzucili prace w policji by prowadzic wlasne biuro detektywistyczne co daje im sporo swobody, aby powoli rozkręcać swoje wlasne nielegalne imperium, w koncu zostaja drugim Escobarem czy cos
Czemu nie napisalem nic wiecej niz pierwsze pare stron? Bo temat okazal sie tak oklepany, szczegolnie przez autorow kryminałow, ze czulem sie jakbym od kogos zgapil caly pomysl
Czy bede kontunuowac kiedys prace nad pomyslem? Mozliwe, ale najpierw chce doszlifowac profile bohaterow i mieć jakakolwiek historie do opowiedzenia, dlatego pierw bym musial poczytac troche Agaty Christie czy innych autorow by zrozumiec sam gatunek. Myslalem tez nad dopracowaniem sylwetek bohaterow, tak by historie i dialogi pisaly sie same w oparciu o jakies wzorce zachowan i cele ktore chca osiagnac postaci, ale skonczylo sie na tym, ze z Frima zrobilem niemowe ktory jako ze nie moze mowic jedynie wydaje sie byc twardzielem, a z Flincha mi wyszedl taki blyskotliwo-wkurwiajacy typ ala Lucyfer (ogladalem moze jeden odcinek wiec moge sie mylic), ktory kozaczy jedynie siedzac za swoim biurkiem I ladujac w siebie kilogramy koksu, niejako bedac tym bad cop ze swojego duetu.
2. Wampiry z kosmosu (post apo)
Loty turystyczno-rekreacyjne w kosmos przybieraja na popularnosci, historia zaczyna sie troche jak literatura pop dla nastolatek, czyli takie romansidlo pisane z perspektywy typiarki, znana aktorka leci sobie w kosmos z grupa innych bogaczy zwiedzic jakas stacje badawcza nasa czy inny kij, wpada w romans z kapitanem statku, podczas intymnej sytuacji z kapitanem stacji w srodku nocy odbieraja sygnal sos pochodzacy z niedawno co uznanej za nieudana, misji zbadania jakiejs tam asteroidy czy cos (ogolnie cala historia byla oparta na faktycznych lotach w kosmos I nawet typiarke wzialem z listy oczekujacych na najblizsze loty turystyczne w kosmos ktore maja sie odbyc w najblizszych latach). Tytułowe wampiry z kosmosu to postaci oparte filmie The Thing z 1982, ktorym jednak w porownaniu do filmu udaje się rozkrecic na ziemii sytuacje ala the walking dead, tylko sto razy bardziej przejebana
Czemu nie wzialem sie za napisanie ksiazki? Bo robiac research, natrafilem na film "Wampiry z kosmosu", ktory mi sie nawet spodobal I troche zgasil moje zainteresowanie tematem, zreszta nie mialem do konca rozkminione tego w jaki sposob by te stwory sie rozmnazaly i ogolnie ciezko bylo mi umiejscowic historie w naszych realiach, zawiesilem sie na czytaniu wikipedii I uznalem, ze wykorzystam pomysl do stworzenia gry przygodowki ala visual novel mowiacej stricte o wydarzeniach na statku, z roznymi zakonczeniami, opowiadaniu historii z roznych perspektyw cos ala zero escape + gry z rpg makera
3. Wampiry z kosmosu (ksiazka dla dzieci)
Krotkie opowiadanie z obrazkami, o wampirach ktore mieszkaja w kosmosie a dla pozywienia porywaja krowy I pija ich mleko czy cos, mialem nawet fajny wierszyk rymowany jako wstep ale nie znajde go teraz raczej
Czemu nie napisalem? Glownie bo zgubilem gdzies ten wierszyk ktory mi robil 90% roboty, potem to wszystko przerodzilo sie w te wampiry ala Spielberg
Czy dokoncze kiedys? Tak, jak uda mi sie jakos zrobic ladna oprawe graficzna, bo na tym glownie sie opieraja ksiazki dla dzieci
4. Inwazja (sci-fi, megahit)
Pomysl, który przywrocil moją wiare w to, ze potrafie wymyslic cos unikatowego i ciekawego, dzieki temu po 4 latach przerwy znowu zaczalem probowac cos w kierunku pisania
Ogolnie by nakreslic o co mi chodzi; czytalem gdzies kiedys ze odbior rzeczywistosci przez na przyklad takie muchy jest inny w porownaniu do ludzi, moznaby porownac go do bullet time ala max Payne albo do tej mechaniki ze spowalnianiem czasu z NFS:MS itp., dlatego z taka latwoscia unikaja one naszych atakow.
Zaczalem rozkminiac, co jakby istnieli obcy, dla ktorych czas potrzebny by mrugnac okiem jest rowny ziemskiej dobie, bedac wysoko rozwinieci technologicznie i wrogo nastawieni do innych form zycia, przeszukuja kosmos i natrafiaja na oznaki prymitywnego zycia na ziemii, ktore zamierzaja unicestwic poki nie stanowi zagrozenia, po przybyciu na miejsce, okazuje sie ze sytuacja wyglada zupelnie inaczej.
Ludzie poczatkowo przerazeni, po czasie zaczynaja probowac nawiazac kontakt z obcymi, ktorych poczatkowo uznaja za bedacych niejako w stanie hibernacji, dopiero po paru miesiacach, zauwazaja ze jeden z obcych ma zmruzone oczy, a na ciemnych do teraz ekranach statku pojawia sie powoli komunikat "Rozpoczac inwazje", ludzie jak I obcy powoli zdaja sobie sprawe, z czym tak naprawde maja doczynienia
Dodam ze obcy maja byc ogromni, cos typu attack on titan I praktycznie nie do zabicia dla ludzi w 2k20 gdzie zaczyna sie historia, poczatkowo ludzie maja postrzegac ich jako ogromne zagrozenie I koniec naszej cywylizacji, ale sytuacja jakis czas potem sie odwraca jakos w 1/3 1/2 historii
Ogolnie sama rozkmina mnie jara, gdyby nie to, to nawet bym juz nie myslal o pisaniu czegokolwiek, nawet bym tego posta nie pisal, bo nie sadze ze kogokolwiek by zajaraly poprzednie pomysly, szczegolnie te ktore wymienilem/pamietam XD